ARTYKUŁY

Nowy sezon. Szósty. Szczerze powiedziawszy podejmując pracę w Atalancie (czytaj: zaczynając grę) byłem przekonany, że po trzech sezonach będziemy mieli na koncie mistrzostwo Serie A (i to się udało) oraz jakiś puchar europejski (nie było żadnych szans). Po raz pierwszy w swojej karierze (czytaj: po raz pierwszy w mojej menedżerowej rozgrywce) postanowiłem w większym stopniu bazować na posiadanym składzie, a w mniejszym stopniu na transferach nowych zawodników. Jednak przy takiej Romie (czytaj: tak podsterowanej przez CM Sorted lub w Patchu 3.965 – sam nie wiem) nie było żadnych szans, by mój klub stał się w tym czasie najlepszy.
(...) Definitywnie rozprawimy się z Romą w nadchodzącym sezonie. Podejdziemy maksymalnie skoncentrowani do każdego meczu, z każdym przeciwnikiem. Jeżeli tylko ominą nas kontuzje i nieprzewidywalne zawirowania kadrowe - wygramy w tym sezonie wszystko (...)" - to fragment mojej wypowiedzi ze spotkania podsumowującego sezon w "Calcio di rigore". Musiałem strzelić jakąś gadkę, bo przede mną kolejne negocjacje kontraktowe. Musiałem też trochę złagodnieć i dużo obiecać, bo sezon zaczął się od ostrej przepychanki z zarządem.





Po zakończeniu ostatniego sezonu forsa w klubie była, ale w tajnym głosowaniu zarządu klubu, kolejny wniosek o rozbudowę stadionu niespodziewanie przepadł! Byliśmy w szoku z prezydentem Ruggerim, ale przegraliśmy i nic nie mogliśmy na to poradzić. Obaj z prezydentem jednak dobrze wiemy, kto jak głosował. Z pewnością oprócz mnie i prezydenta Ruggeriego za zgłoszeniem wniosku do władz miasta, o zgodę na rozbudowę stadionu, głosował Emiliano Mascetti (Director of Football), a Aldo Piceni (Managing Director), Giuseppe Marotta (General Manager) oraz dwóch pozostałych członków zarządu było przeciw - stąd stosunek głosów 3:4. Wówczas, postawiłem zarządowi ultimatum: "albo składamy wniosek albo odchodzę" i ostatecznie zgodzili się wniosek złożyć, po ponownym głosowaniu, ale... za rok!
3:4 - tak też układają się mniej więcej sympatie co do mojej osoby - tyle że na moją korzyść. Z głosujących przeciw wnioskowi o rozbudowę, mogę być pewien poparcia Mascettiego, choć jemu najbardziej było żal mojej decyzji o sprzedaży Pinardiego. Zatem jeszcze rok powinienem popracować.

Po raz kolejny wiedziałem, że dojdzie do dużych zmian kadrowych. Miałem nieprawdopodobne szczęście, że zdecydowałem się sprzedać Vieriego. Za 32-letniego napastnika włoskiej reprezentacji, udało się wytargować od Celty Vigo 10 milionów funtów, a dwa dni po finalizacji transferu, Vieri doznał na treningu poważnej kontuzji, po zderzeniu z innym zawodnikiem. Przerwa w grze ma potrwać 6 miesięcy!

O odejściu Deislera było już wiadomo wcześniej, ale nikt nie spodziewał się, że zdecyduję się odstawić Brazylijczyka Eriberto. Doszedłem jednak do wniosku, że nie ma sensu, trzymanie na prawej stronie dwóch zawodników podobnej klasy (Zenoni, Eriberto). W związku z tym należało jednego sprzedać. Padło na ofensywniejszego, ale mniej uniwersalnego, Brazylijczyka. Poza tym, Zenoni to aktualny ulubieniec Mascettiego i Piceniego. PSV Eindhoven wyłożyło za Eriberto 14.5 miliona funtów.

Dwa lata temu odszedł Lizarazu, rok temu odszedł Pinardi, więc nikt nie spodziewał się, że w tym roku pozwolę odejść naszemu zawodnikowi numer jeden na lewą stronę, czyli Zauriemu. Już wcześniej otrzymywałem co do niego różne zapytania, ale zawsze szybko je króciłem. Tym razem, kiedy Lazio zaproponowało 25 milionów funtów, zdecydowałem się rozmawiać. Nie mam wprawdzie równie dobrego zawodnika jak Zauri, ale tym razem oferowana gotówka przemówiła mi do wyobraźni. Poza tym, mamy w planie kilka transferów. Zauri nie miał nic przeciwko przeprowadzce do stolicy, więc dogadaliśmy się dość szybko z synem prezydenta Cragnottiego.

Na drugi dzień, po odejściu Zauriego do Lazio, przyszedł faks z Mediolanu. Inter chce naszego zdolnego pomocnika Pietro Suardiego, swego czasu
reprezentanta kadry U-21. W minionym sezonie zagrał 23 mecze i zanotował 9 asyst oraz 5 goli. Jednakże w perspektywie nadchodzącego sezonu, nie widziałem go jako zawodnika pierwszej jedenastki. To właśnie zadecydowało, że przystałem na ofertę 13 milionów funtów. Suardi był zresztą zachwycony możliwością przejścia do Interu i już w przeszłości marudził, kiedy zablokowałem jego transfer do Juventusu.

Karierę niespodziewanie zakończył Shearer, który obecnie jest już tylko trenerem.





Wiadomo było także, że nie przedłużę umowy z Muzzim. Maldini, po roku spędzonym w rezerwach głównie na leczeniu urazów, odszedł do... niemieckiego Kickers Offenbach! No i nasz ostatni ubytek, to rozwiązanie kontraktu z Nerratinim, który wkrótce znalazł się w Bari. Łącznie ze sprzedaży zawodników uzyskaliśmy rekordowe wpływy.





Po raz drugi z rzędu zrezygnowaliśmy ze zorganizowania turnieju 'Atleti Cup'. Wszystko dlatego, że sezon rozpoczniemy bardzo wcześnie z uwagi na to, że czekają nas mecze w trzeciej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. Jesteśmy już po losowaniu i wiemy, że przyjdzie nam potykać się z kimś z dwójki Steaua - Inter Bratysława. Najprawdopodobniej będzie to drużyna rumuńska. Niestety zagramy bez naszego asa atutowego. Rossini nie zagra przez miesiąc.





Kiedy sposobiliśmy się już do dwumeczu ze Steauą (2-0, 2-2 z Interem), pojawiła się oferta z Juventusu za Rustico, naszego kapitana i zawodnika "jedenastki marzeń" ostatniego Mundialu. Chociaż była to kwota 12.5 miliona funtów za 30-letniego zawodnika - nie było o czym mówić. Kapitan zostaje!





Dość późno - ale lepiej późno niż wcale - finalizujemy transfery nowych zawodników. Pierwsza czwórka, jaka przybyła do nas już wcześniej, na Prawie Bosmana, to Sebastian Kehl (SW/DM C) z Borussii Dortmund. 26-letni zawodnik stracił ostatnio miejsce w wyjściowej jedenastce niemieckiego klubu.
Wszyscy w klubie są bardzo szczęśliwi, że udało się z powrotem do klubu sprowadzić klubowego wychowanka, ostatnio gracza Milanu, Massimo Donatiego (MC).
22-letni dziś Giovanni Bertolucci, to bardzo obiecujący środkowy obrońca, wychowanek Fiorentiny. Zwrócił na siebie moją uwagę dobrymi występami w reprezentacji U-21. Liczę, że przy Rustico wyrośnie z niego klasowy gracz.
Podobne względy - dobra postawa w reprezentacji U-21 - zadecydowały o pozyskaniu argentyńskiego napastnika Maxi Lopeza, wychowanka River Plate. W nadchodzącym sezonie przeznaczone mu będą jednak rezerwy.
Pierwszy transfer gotówkowy, to przybycie Dario Giovanniego, środkowego obrońcy z Salernitany, za 425 tysięcy funtów. Odpowiada klasą Bertolucciemu i z nim będzie rywalizował o miejsce w pierwszym zespole.
Jacek Kazimierski napomknął mi, że pojawił się zdolny, polski bramkarz. W zasadzie sprawę z bramkarzami uznałem za zamkniętą, ale Jacek tak nalegał, że się zgodziłem go obejrzeć w akcji. Czeka mnie 180 minutowy seans. Wszystko mamy oczywiście na video. Moje pierwsze spostrzeżenia: piekielnie szybki, znakomity refleks, sprężysty wyskok. Za chwilę okazało się, że to także drugi Chilavert, bo stałe fragmenty gry wykonuje rewelacyjnie! Jeżeli popracuje trochę nad zwinnością, będzie z niego znakomity bramkarz. „Zgadzam się” - powiedziałem już po godzinie projekcji. „Ile Rosenborg będzie chciał za tego Łukasza Załuskę” - bo o nim cały czas mowa - pytam Jacka Kazimierskiego. „Coś koło pół bańki” - odparł Jaca. Uznałem, że za takie pieniądze warto zaryzykować i teraz 24-letni Polak będzie zmiennikiem Enkego.

Manuel Pagliuca, jeden z naszych szperaczy, spędził cały lipiec w Szkocji. Poleciłem mu wyszukanie jakiegoś młodego i obiecującego ofensywnego zawodnika, który byłby zainteresowany przeprowadzką do Włoch. Z kilku zaprezentowanych mi propozycji, zdecydowałem się na
ofensywnego pomocnika Motherwell, Stephena Pearsona. 23-letnim zawodnikiem interesowali się też Glasgow Rangers, ale byliśmy szybsi, a dwa miliony funtów załatwiły sprawę.

Czas na czwórkę największych gwiazd.
Wychowanek Wisły Kraków, znakomicie wypromował się w Spartaku Moskwa. Cena rynkowa 23-letniego napastnika wzrosła aktualnie do blisko trzech milionów funtów. Właśnie na poziomie tej kwoty, miał w kontrakcie klauzulę 'Minimum Release'. Tutaj musieliśmy się bardzo spieszyć, bo ustawiła się naprawdę długa i silna kolejka. Po Pawła Brożka wystartował Real Madryt, Borussia Dortmund, Bayern i inni. Polski napastnik wybrał jednak naszą ofertę i za to ma wielki bonus u naszych kibiców, którym od razu bardzo się spodobał.





100 tysięcy funtów więcej kosztował nas Cristiano Zanetti. Kilka lat temu znakomicie zapowiadający się defensywny pomocnik, którego talent jednak nie rozwinął się tak, jak mu to wszyscy przepowiadali. Inter postanowił się go pozbyć, a my postanowiliśmy go sprawdzić. Cena był przystępna, więc jednokrotny reprezentant Włoch jest naszym kolejnym - mam nadzieję - wzmocnieniem.

Rzymski Il Messagero określił przejście Morientesa do Atalanty jako "szok roku". Tak się złożyło, że skorzystaliśmy z nieporozumień do jakich doszło na linii Fernando Morientes - Real Madryt i wyciągnęliśmy z Madrytu 30-letniego reprezentanta Hiszpanii. Królewscy nie chcieli mu oferować takiego kontraktu jaki chciał. My złamaliśmy się po raz drugi, oferując tygodniówkę ponad 100 tysięcy funtów. Morientes zarabiać będzie 120,000 funtów tygodniowo przez 4 lata.

To jednak nie wszystko, bo blisko osiem milionów funtów wyłożyliśmy na trzykrotnego, najlepszego piłkarza świata w plebiscycie FIFA, Brazylijczyka Amoroso z Borussi Dortmund. Za dwuletnią umowę chciał 80,000 funtów tygodniówki, więc dogadaliśmy się od razu. W jego miejsce Niemcy zaangażowali Kolumbijczyka Juana Pablo Angela z Liverpoolu.
Nasi kibice po raz kolejny oszaleli z radości. Wszyscy jesteśmy pełni optymizmu i wierzymy, że w końcu uda nam się pokonać Romę na wszystkich frontach.

Ponieważ w klubowej kadrze w ciągu ostatnich dwóch sezonów doszło do istotnych zmian, doszło do ponownego rozdania numerów.





Oczywiście numery podstawowych zawodników jak Rossini, Rustico itd nie podlegały losowaniu. Nasza nowa dziewiątka, to Amoroso. Ponieważ dwóch dziewiątek być nie może, Morientes dostał dziewiętnastkę. Na numery z pierwszej jedenastki załapali się: Wome (nr 5), C. Zanetti (nr 6), Donati (nr 7), Espinal (nr 8). Nikiforenko zmienił ósemkę na dziesiątkę - to także nie podlegało dyskusji. Generalnie przydzielonych zostało 30 numerów. Reszta zawodników otrzyma numer jeżeli znajdzie się przynajmniej na ławce rezerwowych.

Teraz mogliśmy już poważnie porozmawiać o nowym sezonie w "Calcio do rigore". Czuję w stosunku do siebie zdecydowaną opozycję ze strony części zarządu, ale - zgodnie z przewidywaniami - dostałem przedłużenie kontraktu o rok. Po raz kolejny celem jest miejsce w tabeli gwarantujące "european qualification". Część zarządu domagała się "serious championship challenge" a jeden nawet "great success in every area", ale ostatecznie stanęło na top 6.

Mecz o Superpuchar Włoch jak zwykle rozpoczyna sezon piłkarski we Włoszech. I już na dzień dobry niespodzianka - Inter wygrywa 1-0 z Romą, po bramce Nedveda. I dobrze. Czy czas Romy minął? – pyta retorycznie tłusty i spocony prezenter stacji RAI

Ze Steauą uporaliśmy się bez straty gola, a bynajmniej nie wystąpił pierwszy garnitur. Enke bronił znakomicie, choć za wiele pracy nie miał. W pierwszym meczu Rumunów zniszczył Nikiforenko, którego w rewanżu zastąpił Pearson. Szkot też przeprowadził rozstrzygającą akcję meczu, zakończoną bramką Amoroso. Najlepszy w obu meczach był Cristiano Zanetti (noty: 8,9). Z losowania jestem umiarkowanie zadowolony: Barcelona, Feyenoord i Sporting Lizbona. We wrześniu będzie
strasznie ciężko, bo mecze w Lidze Mistrzów będziemy przeplatać makabrycznymi potyczkami w Serie A m.in. Inter i Roma. Jesteśmy jednak bardzo dobrze zmotywowani i już na początku sezonu chcemy pokazać, kto tu rządzi.

W ostatniej chwili skorzystałem z okazji i sprzedałem Topora (Arka Bąka) do Parmy, a pozyskałem za darmo Klaasa Jana Huntelaara, czyli nowego Van Bastena, który nieoczekiwanie wylądował na Free Transferze! Holender w swoim debiucie strzelił dwa gole rezerwom Perugii, z którą - na wyjeździe - zaczynamy zmagania w Serie A.

Tutto Sport z 27 sierpnia na pierwszej stronie wydrukował dwa wyniki. Z lewej strony Roma - Leeds 0-0 (karne 2-3) oraz Perugia - Atalanta 1-2. Wszystko poprzedzone wielkim napisem: "ZMIANA WARTY". Redaktor turyńskiej gazety prognozuje, że będzie to sezon upadku Romy i wielkiej chwały Atalanty. Może wyjazdowe zwycięstwo 2-1 z Perugią nie daje jeszcze podstaw do takich stwierdzeń, ale to co istotne, to fakt, że jednego gola zdobył Amoroso, asystował Morientes, a Cristiano Zanetti zagrał kolejne znakomite spotkanie (nota 9). Wszystko zgodnie z planem. Nowe twarze grają tak, jak tego oczekiwałem.

Ciekawe plotki pojawiają się ostatnio w brytyjskiej prasie. Jedna z nich głosi, że...





... ale to jedna wielka bujda. Owszem, spotkałem się niedawno z Dżezim, ale dajmy temu spokój. Szóstego bramkarza nam nie potrzeba! Prawdy w tym, że to Dżezi chce u nas grać jest tyle co nic. W ciągu minionych pięciu sezonów rozegrał dla Liverpoolu ponad 250 meczów i jest tam "very happy".

Plotki póki co nie przeszkadzają nam w odnoszeniu kolejnych sukcesów, a za taki należy uznać wynik 4-0 z Parmą, w Serie A. Znakomity mecz rozegrała cała drużyna.





Gdybym się musiał na siłę do czegoś przyczepić, to martwi mnie, że na razie nic nie puknął Morientes. Nikiforenko pokazuje z kolei, że dziesiątka na koszulce w pełni mu się należy. Powoli krystalizuje się obsada naszej podstawowej jedenastki. Myślę, że niewiele się już tutaj zmieni.





W takim składzie po raz pierwszy zagraliśmy ze Sportingiem, w inauguracyjnym meczu Champions League. Spotkaliśmy się już z Portugalczykami cztery lata temu, także w Lidze Mistrzów. Wówczas zremisowaliśmy wyjazd 1-1, a u siebie wygraliśmy 2-0. Liczę oczywiście na powtórkę tych wyników, a szczególnie domowego. Feta na Atleti nieprawdopodobna, bo pierwszy mecz w sezonie zagra Fausto Rossini.
Wracający do zdrowia ulubieniec kibiców, nie został bohaterem tego meczu, ale zaliczał się do wyróżniających postaci widowiska. Rozstrzygająca okazała się 16 minuta, kiedy - po akcji Nikiforenki - gola zdobył znakomity Amoroso. Więcej bramek kibice nie zobaczyli, ale najważniejsze, że znów wygraliśmy.

Wiele osób zastanawia się, ile czasu będzie potrzebował Rossini, by wrócić do swojej normalnej dyspozycji. Wszystko dlatego, że zbliżają się mecze z Interem, Barceloną i Romą. Boję się, by w zespole nie porobiły się jakieś mniejsze grupki, a pojawiają się ku temu pierwsze zaczątki, bo Cufre coś zaczął przebąkiwać, że jego zdaniem Comandini zasługuje na to, by odgrywać w klubie większą rolę. Nawiasem mówiąc, Argentyńczykiem zainteresowała się Fiorentina, ale możliwość jego transferu do tego klubu, za 2.3 miliona funtów, szybko upadła. To nasz "important first team player" w tym sezonie.





Być może Comandini zasługuje, ale najpierw musi to udowodnić na treningach. Jak na razie ustępuje zarówno Rossiniemu jak i Amoroso.

Jeżeli ktoś martwił się o formę Rossiniego, to po meczu z Torino zapewne przestał. Gwiazda Rossiniego rozbłysła pełnym blaskiem. Nasz as atutowy zdobył w wyjazdowym meczu z Torino dwa gole! Trzeciego dołożył Espinal, a Enke dał się tylko jeden raz zaskoczyć i antrakt między meczami w Champions League wygraliśmy 3-1.

Żeby nie było tak pięknie
, musiały się pojawić jakieś problemy. Nathan Clarke - załamany utratą miejsca w pierwszej jedenastce - kompletnie się rozkleił. Żal mi chłopaka, bo wiązałem z nim wielkie nadzieje i wcale nie było dla mnie przesądzone na amen, że Wome będzie do końca sezonu partnerem Rustico. Doszło też do spotkania z agentem piłkarza, po którym zgodziłem się wystawić Clarke'a na listę transferową. Oficjalny powód...





Kolejne problemy doszły po meczu z Feyenoordem, w Rotterdamie. Wynik 0-0 jeszcze nas jako tako zadowala, ale postawa Morientesa z pewnością nie. Otóż nasz lekko sfrustrowany "Mister 120 tysięcy funtów tygodniowo" pojawił się na murawie w 71 minucie za Amoroso, a zszedł z niej w 79 minucie, po czerwonej kartce, za atak dwoma wyprostowanymi nogami! To prawdziwy cud, że atakowany przez Morientesa Makaay, był w stanie kontynuować udział w zawodach. Po meczu Morientes dostał oficjalne ostrzeżenie i śmiertelnie się obraził. Żałowałem, że nie wlepiłem mu tygodniówki. Nie wiem jeszcze co z nim zrobię. Nie wykluczam ... wystawienia na listę transferową!

Tymczasem Roma chyli się ku upadkowi, bo jak skomentować takie wydarzenie:





Problemy z Morientesem wyszły na dobre... Comandiniemu. W ten sposób bowiem Gianni uzyskał szansę na swój pierwszy występ w tym sezonie. I to nie z byle kim, bo z Interem! Uznałem, że odpocznie sobie Amoroso i Comandini zagra w ataku z Rossinim. Klasyka. Znają się znakomicie, więc liczę na dobry wynik z Interem, który - tak jak my i Roma - jeszcze nie przegrał w Serie A.

Po meczu z Interem już tylko jeden z potykających się na Atleti zespół może szczycić się tym, że jeszcze w tym sezonie nie przegrał w lidze. Najpierw strzelec jedynej bramki:





Rossini po raz trzeci w tym sezonie! Asystował Cristiano Zanetti, były gracz Interu, który jest dla mnie rewelacją początku sezonu. Jego AvR z ośmiu meczów: 8.38, odbiór piłki 4.5 plus 3 asysty. Bardzo uniwersalny zawodnik. Jak tak dalej będzie, to zwątpi kolejny Anglik, Sean Davis, i poprosi o transfer.

Wcześniej od Davisa zwątpiła jednak Barcelona. Koncert na Atleti. Nie mogliśmy się przebić przez pół godziny, ale w końcu, dobrze zorganizowana początkowo w defensywie Barca, z Buffonem na bramce, została trafiona dwukrotnie. Najpierw trafił Nikiforenko, a tuż przed gwizdkiem na przerwę Rossini - bohater meczu. W drugiej części wynik ustalił Donati, który niespodziewanie pojawił się w wyjściowej jedenastce, w miejsce Espinala.





Po tym meczu pomyślałem sobie, że to może być naprawdę nasz sezon. Oczywiste zatem, że w znakomitych nastrojach jechaliśmy do Rzymu. Jesteśmy w o tyle komfortowej sytuacji, że nawet porażka pozwala nam utrzymać prowadzenie. Nikt jednak nie myśli o porażce. Jedziemy tam wygrać!
W odróżnieniu od meczu z Barcą nastąpi tylko jedna zmiana. I to na ławce rezerwowych! Zamiast Brożka wezmę Morientesa. Być może będzie to pierwszy z cyklu meczów ostatniej szansy dla Hiszpana, by zaistnieć w Bergamo. Roma w najsilniejszym składzie.

Początek meczu dla nas, ale na przerwę schodzimy przy wyniku 1-0 dla Romy! Ronaldinho, obecnie as numer jeden w ataku Rzymian, uciekł moim obrońcom i stało się coś, na co się zupełnie nie zanosiło. Widać trochę brak świeżości u moich podopiecznych. Wychodzi zmęczenie meczem z Barceloną, który był przecież ledwie przed czterema dniami. W przerwie już wiedziałem, że zrobiłem błąd wystawiając tych samych zawodników co z Barcą.
Drugą połowę rozpoczyna starcie Cufre z Vryzasem, po którym obaj wędrują po prysznic. Decyduję się zagrać ofensywnie, ale przy defensywniejszym ustawieniu: Amoroso wędruje na pozycję Cufre (DM L). Pociągnięcie okazało się trafione, gramy lepiej. Jednak na kwadrans przed końcem nadal 1-0 dla Romy. W końcu Pires fauluje w szesnastce Nikiforenkę i karny dla nas! Rossini
okazał się po raz kolejny bezbłędnym egzekutorem. Roma natychmiast dokonała zmiany i za Piresa wszedł Firmani. Zdecydowałem się ściągnąć zmęczonego Amoroso, którego zastąpił Marianinho. Wcześniej za Donatiego wszedł Espinal i gra się kręci. Niestety, ale w 83 minucie Ronaldinho był po raz kolejny za szybki dla moich obrońców i znów Roma prowadzi. Emocje sięgają zenitu. Wojna trwa. Pojawia się Morientes w 87 minucie, bo wówczas jest już 3-1 dla Romy, a strzelcem gola rezerwowy Firmani. Hiszpan zdążył jednak pokazać się tylko w ładnej koszulce z numerem 19 i mecz się zakończył.





Ewidentnie opadliśmy z sił w ostatniej „dziesiątce” i Roma bezwzględnie to wykorzystała. Szkoda straconych punktów, ale nie ma co rozdzierać szat. "Przegraliśmy bitwę, ale wygramy wojnę" - taką deklaracją zakończyłem pomeczową konferencję prasową. Czas trochę odpocząć. Mamy 13 dni wolnego.

Dwa tygodnie wolnego spędziłem na poszukiwaniu młodych talentów z myślą o ich zakupie do klubu.





Moją listę życzeń otwiera 21-letni Anglik Adam Evans, napastnik aktualnie grający w Celtiku Glasgow. Jego cena rynkowa, to ok. 6 milionów funtów. Na razie.

Rustico wrócił do nas z „reprezy” w gipsie! Przerwa w grze potrwa miesiąc. Ewidentnie zaczynają się dla nas schody. Los nas nie rozpieszcza. Z Genuą wystawiłem Bartolucciego obok Wome i... na szczęście zagrał znakomicie. Niestety, ale młody Włoch nie został zgłoszony przeze mnie do Ligi Mistrzów, więc będę musiał przesunąć do obrony Belliniego.
Wracając do meczu z Genuą, wystawiłem w nim niecodzienny atak: Brożek - nieudacznik Morientes. Obaj napastnicy zdobyli po jednym golu! Jeżeli chodzi o Morientesa wypada powiedzieć: nareszcie! W końcówce oszczędzałem Nikiforenkę i pojawił się na murawie Pearson. Szkot wykorzystał swoją szansę i także zdążył zdobyć gola. W sumie wygraliśmy w lidze po raz piąty. Tym razem 3-0.
Sensacyjną informację otrzymałem po meczu: Fabio Cannavaro (Inter) chciałby zmienić klub. Ponoć bardzo chciałby grac u nas. Wystosowałem od razu ofertę: 5 milionów funtów za 33-letniego reprezentanta Włoch.

Barcelona za wszelką cenę chce nam się zrewanżować za klęskę 0-3 na Atleti. Mają ku temu okazję, bo w takim meczu bez Rustico może być nam bardzo ciężko zachować czyste konto. W obronie para Bellini - Wome, który pod nieobecność Rustico, przejął opaskę kapitana.
Barca ruszyła z impetem. Znakomite okazje mają Saviola (nieobecny w meczu na Atleti) oraz Keżman. W obu przypadkach znakomicie interweniuje Enke. Bardzo niepewny jest Bellini. Po 30 minutach dokonuję zmiany, ale Bellini zostaje. Schodzi Donati, który w środku pola jest zupełnie bezproduktywny. Szansa dla Espinala.
Obraz gry nie ulega zmianie. Pojedyncze akcje Espinala z Rossinim kończą się na defensywie Barcy lub Buffonie. Cudem udaje się nam dojechać do przerwy bez utraty gola.
Po przerwie wszystko wskazywało na to, że gol dla Barcy w końcu padnie. W 47 minucie gospodarzy wykonywali nawet rzut wolny, ale nic z niego - na nasze szczęście - nie wynikło. Co więcej - do piłki wywalczonej znakomitym 'tacklingiem' przez Nikiforenkę dopadł Espinal i popędził w kierunku bramki gospodarzy. To co się stało w ciągu następnych kilkunastu sekund wstrząsnęło Camp Nou...





Espinal przeprowadził akcję w stylu Owena z meczu z Argentyną na France '98. Z tą różnicą, że strzelił nieco niżej od Anglika! Wszyscy wyskoczyliśmy w górę. Espinal - już bez koszulki - biegnie w stronę naszych kibiców. Amok! Z drugiej strony boiska biegnie Enke. Szał absolutny.
Przyszłość pokazała, że był to moment decydujący o losach meczu, a przede wszystkim o wyniku. Bramki już później żadne nie padły, bo Enke był tego dnia nie do pokonania. Zasłużenie został wybrany najlepszym piłkarzem meczu.
Barca do końca atakowała, momentami wręcz rozpaczliwie. Nic dziwnego. Nie mieli nic do
stracenia, a tą porażką praktycznie zaprzepaścili szansę awansu do II fazy. Pokazały to najlepiej kolejne mecze załamanej Barcy, która zremisowała 0-0 w Rotterdamie i przegrała 1-2 u siebie ze Sportingiem, który dalej będzie grał tylko w Pucharze UEFA.

Dla nas mecz z Barcą okazał się także w istotny sposób przełomowy. Nie przegraliśmy bowiem meczu do końca I fazy grupowej w Champions League jak również kolejnych spotkań w Serie A. Kilka meczów w znacznym stopniu potwierdziło klasę mojego zespołu. W Lizbonie od 21 minuty graliśmy w dziesiątkę, po wykluczeniu Zenoniego przy stanie 0-0, a mimo tego zremisowaliśmy 2-2. Z kolei w ostatnim meczu I fazy daliśmy koncert widowiskowej gry przeciwko Feyenoordowi, który został pokonany 4-2, a po dwa gole zdobyły dwie największe gwiazdy mojego zespołu: Fausto Rossini i Sergey Nikiforenko.

Media podkreślają, że w tym sezonie w szczególny sposób potrafimy pogodzić ligę z pucharami. 3-0 z Piacenzą, 4-1 z Regginą, 2-1 z Lecce i wreszcie 3-2 we Florencji, to nasze ostatnie dokonania. W tym ostatnim meczu przegrywaliśmy 0-2 po pół godzinie gry, ale jeszcze do przerwy wyrównaliśmy, by - już w drugiej części - zadać przeciwnikowi decydujący cios za sprawą Nikiforenki.

Sukces zapewnia nam szeroka i - chyba po raz pierwszy - naprawdę wyrównana ławka. Na przykład w pierwszym meczu II rundy Coppa Italia, potrafiliśmy poradzić sobie z Cagliari, grając w wyjściowym składzie z debiutującymi Załuską oraz Holenderem Huntelaarem. Ten drugi zdobył nawet gola w 42 minucie. Wygraliśmy 2-1 i mimo tego, że goście zdobyli gola, jestem spokojny o awans.
Po meczu z Cagliari sfinalizowałem ostatnie dwa transfery. Mamy Cannavaro! Obyło się bez jakichś specjalnych targów i jest nasz! Ten drugi, to 22-letni Chilijczyk Miguel Abrigo. Ten ofensywny pomocnik na razie praktykował będzie w drużynie rezerw. Wierzę, że wyrośnie z niego zawodnik klasy Nikiforenki.

Najwspanialsze jednak jest to, że mimo porażki w lidze z Romą, obecnie mamy nad naszymi najgroźniejszymi rywalami 4 punkty przewagi, prowadząc w Serie A. Roma nie potrafiła bowiem zdobyć choćby punktu z Lecce.

Skłamałbym jednak gdybym powiedział, że nie czekamy z utęsknieniem na przerwę świąteczno-noworoczną. Wybuchła bowiem wielka awantura w drużynie za sprawą Anglika Nathana Clarke'a, który najpierw otwarcie przyznawał, że tęskni za domem, a potem zaczął się dopieprzać do niektórych zawodników, że niby... kiepsko grają!?
Awantura trwała całe 5 dni i Anglika już nie ma w klubie. Za niespełna pół miliona funtów sprzedałem go w trybie ekspresowym do Preston. Atmosfera od razu się poprawiła. Spieszyłem się, bo zależało mi na tym, by wszystko wróciło do normy jeszcze przed naszym pierwszym meczem w II fazie grupowej. Wszyscy wyczuwamy historyczną szansę osiągnięcia czegoś więcej w tym sezonie. Szczególnie w Europie. W końcu mogę być zadowolony z obsady naszej grupy, bo potykać się będziemy z wicemistrzem Anglii - londyńskim Fulham, Borussią Dortmund (mecz z podtekstami - Amoroso) oraz rewelacyjnym mistrzem Danii FC Kopenhaga. Powszechnie uważa się, że awansujemy obok Niemców.

I potwierdziła te spekulacje pierwsza seria spotkań. Dortmund zmiażdżył ambitnych Skandynawów 5-2, a my wróciliśmy z Londynu z cennym remisem 1-1, choć pozostał mimo wszystko spory niedosyt. Straciliśmy gola dopiero w 92 minucie! Zaspał Cufre, któremu uciekł Michael Bridges. Dla nas gola zdobył Amoroso.

Do Turynu na mecz z Juventusem jedziemy zmęczeni meczem z Fulham, ale liczę przynajmniej na remis, chociaż dwie ostatnie konfrontacje na Delle Alpi przegraliśmy. Najgorsze, że nie mogę skorzystać z Rustico i Cufre, którzy pauzują za kartki. Plusem dla nas jest nieobecność w składzie Juve kontuzjowanego Trezegueta. Mimo tego nasze osłabienia są istotniejsze. Oczywiście zagramy na maksa z Enke w bramce, Cannavaro i Wome na środku obrony, Bellinim z lewej i Zenonim z prawej strony. Parę piwotów utworzą wciąż nie pokazujący stu procent swoich możliwości Sean Davis oraz Cristiano Zanetti, coraz częściej narzekający na drobne urazy. Na
lekki uraz narzeka też Espinal, więc szansę otrzyma Donati, który już zdążył zdobyć kilka ważnych bramek. Oczywiście dalej Nikiforenko i dwójka napastników. No właśnie - którzy? Amoroso i Morientes - to zawodnicy, z których korzystam najczęściej w Lidze Mistrzów. Stawiam na dwie łyse kobyły: Comandini - Rossini.
W Juve na bramce zagra wychowanek Vilanovense, Portuglaczyk Miguel Angelo, aktualnie pierwszy bramkarz reprezentacji. Spodziewam się też trójki defensorów: wciąż niezastąpionego Urugwajczyka Montero, solidnego Baldiniego i Akassou, jednego z największych gwiazdorów Serie A, rodem z Wybrzeża Kości Słoniowej. Na bokach z Bellinim i Zenonim rywalizować będą: Duńczyk Jorgensen, znany z występów w Udinese oraz najdroższy obecnie piłkarz świata Gianluca Zambrotta, wyceniany przez media na 24 miliony funtów. Parę środkowych pomocników tworzą kreatywny Baronio oraz znakomity drybler, Anglik Kieron Dyer. Prasa włoska i angielska wiele pisała na temat przejścia Dyera do nas, ale ostatecznie wylądował w Turynie za 12 milionów funtów. Prawda jest taka, że mogłem go mieć u siebie, ale ostatecznie zrezygnowałem z tego transferu, bo akurat środek i prawa strona drugiej linii nie wymaga u nas istotnego wzmocnienia. Rok temu wrócił do Turynu Del Piero i zdobył 20 goli. Teraz przesunięty za dwójkę napastników strzela mniej goli, ale zalicza więcej asyst. W ataku bajeczna para: Elber - Cipriani. Brazylijczyk kosztował niespełna 4 miliony funtów, kiedy przychodził z VFB Stuttgart, ale pieniądze wydane na niego zwróciły się Starej Damie już w jego pierwszym sezonie, kiedy zdobył 23 gole i zajął czołowe miejsca w wielu plebiscytach. Jego partnerem w pierwszej linii jest Giacomo Cipriani, który ostatnio jakby zanotował obniżkę formy. Jednak nadal jest to napastnik numer 1 reprezentacji Włoch, dla której rozegrał 36 meczów i zdobył 19 goli.
Mecz z Juve jest dla nas szalenie ważny, ale dla gospodarzy też. Są daleko w tabeli i jeżeli jeszcze o czymś marzą w tym sezonie, muszą zacząć wygrywać. Mecz z nami traktują jako bardzo ważny w kategoriach psychologicznych. W tym samym czasie Roma gra z Milanem na San Siro i też nie będzie jej łatwo, choć Milan w tym sezonie znów gra w kratkę.

Mecz zaczął się dla nas w sposób wprost wymarzony. Poszła nasza kontra, Donati wypatrzył Rossiniego w szesnastce, który zgubił obrońców i od 2 minuty prowadzimy! Juve siadło, a my wykorzystaliśmy słabość rywala i już do przerwy rozstrzygnęliśmy w zasadzie mecz. W tym samym czasie Sheva pogrąża Romę, bo Milan prowadzi 1-0. Oby tak dalej - powiedział do mnie Darek Wdowczyk, który cały czas nasłuchuje jednym uchem wieści z Mediolanu.





W drugiej połowie już nic się u nas nie zmieniło, ale Roma za sprawą fenomenalnego Ronaldinho i Tottiego skasowała Milan 3-1 (!). Oczywiście rzymski Il Messagero od razu podniósł wrzawę o powrocie wielkiej Romy i takie tam bzdury.





W Cagliari nie mogę za bardzo ryzykować, bo wygraliśmy w końcu tylko 2-1 u siebie. Zatem na ławce siądzie armata, a w pierwszym składzie wyjdą tylko Enke, Zanetti i Nikiforenko.
Lekki dreszczyk emocji od 19 minuty, bo przegrywamy 0-1. Pierwsza kontra gospodarzy i siedzi! Rykoszet, Enke był bez szans. Dreszczyk trwał całe 120 sekund, kiedy przymierzył Comandini. Jakżesz głody bramek jest ten Nikiforenko krzyknął w 39 minucie komentator stacji Stream. Fenomenalną bramkę zdobył bowiem 28-letni Białorusin. To jego 14 trafienie w 19 meczu. Po przerwie 33-krotny reprezentant Białorusi pogrążył Cagliari strzelając na 3-1.

Uważnie obserwowałem reakcje grupki trzystu naszych kibiców, którzy przyjechali do Cagliari, kiedy Nikiforenko biegł w ich stronę po zdobyciu każdej bramki. Za każdym razem eksplodowali jak po bramkach Rossiniego. Muszę przyznać, że jak tak dalej będzie, to nie wiem, czy Fausto zostanie po raz szósty ulubieńcem kibiców, chociaż to właśnie on jest klubowym wychowankiem.

Wyjątkowo nudne derby Rzymu
zakończyły się klęską Lazio 1-4. Cholera, Roma chyba znów jest tak silna jak zwykle. Wszak Lazio, to czwarty zespół w Serie A.





Para Rustico - Cannavaro dała się jeden raz zaskoczyć Luce Toniemu, ale para Laursen - Caballero dała się wyprowadzić w pole trzykrotnie. Laursen i Toni, byli gracze Atalanty, przed meczem warczeli w prasowych wywiadach, że złoją nas i że wybiją nam z głowy mistrzostwo. Skompromitowali się. Nasze zwycięstwo nad Milanem nie podlegało dyskusji. 10 gola w lidze zdobył Rossini, trafił też Comandini oraz - w ostatniej minucie, na 3-1 - Espinal. W Milanie zagrał też trzeci były zawodnik Atalanty, Deco. Wszyscy zagrali słabo. Co dziwne tragicznie zagrali Sheva i Ambrosini, dwa największe filary Milanu, tym razem zupełnie wyłączone przez Davisa i Zanettiego.

Ostatni mecz pucharowy w 2007 roku zagramy z Dortmund. Liczymy na pewne 3 pkt. Szkoda, że nie zagra Cannavaro, ale gotów do gry jest Wome.

"ATALANTA MIERZY W PUCHAR!", "NIKIFORENKO - AMOROSO - ROSSINI: TRZECH KILLERÓW" - takie nagłówki pojawiły się w depeszach agencyjnych po naszym meczu z Niemcami.





Wszystko jasne. Zagraliśmy najlepszy mecz w sezonie. Po raz kolejny zagraliśmy niesamowicie w końcówce pierwszej połowy. "Nikiforenko jest obecnie najlepszym piłkarzem świata" - na taką deklarację zdobyłem się podczas pomeczowej konferencji prasowej. No, ale jak określić zawodnika, który zdobywa dwa arcyważne gole (na 1-0 i 3-1) oraz notuje trzy asysty! Jest według mnie "absolutely invaluable for Atalanta".

Thriller na Olimpico. W 4 minucie Scarlato przelobowuje za daleko wysuniętego przed bramką Enkego. Szybko pada wyrównanie, bo w 10 minucie Amoroso strzela na 1-1. Przejmujemy inicjatywę i przychodzą tego wymierne efekty. Na 2-1 dla nas strzela Davis, po fatalnym błędzie bramkarza Lazio, Agliardiego. Gospodarze się nie poddają. Ponownie Scarlato i Inzaghi wyprowadzają Rzymian na prowadzenie. Tym razem nie popisał się Enke. Czasu coraz mniej, a tu ciągle 3-2. Wchodzi Comandini za Amoroso i w 89 minucie wyrównuje, po kolejnym fatalnym błędzie Agliardiego. 3-3 po dramatycznym, ale nie stojącym na wysokim poziomie meczu. Fatalny mecz bramkarzy (Enke nota 5, Agliardi nota 4). Najgorsze, że wygrała 2-0 Roma w Palermo i mamy już tylko 2 pkt przewagi.

Zaczyna się powoli okres polowania na "Bosmanów". Mój cel numer 1 nazywa się Rafael van der Vaart i na razie gra we Freiburgu.
W końcu doczekaliśmy się też przeciwnika w Coppa Italia. Będzie nim... Roma! Od razu po losowaniu powiedziałem, że cieszę się z wyników losowania, bo bardzo chcielibyśmy choćby trzykrotnie pokonać Rzymian. Riposta Capello była oczywista - pokonajcie nas choćby raz. A niech się odszczekuje - pomyślałem sobie.

Z Palermo dałem odpocząć Zenoniemu, Cannavaro, Belliniemu i Nikiforence. Zastępujący Białorusina Pearson dopiero w 77 minucie zapewnił nam 3 punkty, zdobywając gola na 2-1. Wcześniej, po golach Espinala i Toniego Brogno, był remis 1-1.

No i pierwszy mecz pucharowy z Romą. Najpierw jedziemy na Olimpico. Wcześniej jednak spotkanie z van der Vaartem i jego menedżerem. Zaproponowaliśmy 100,000 funtów tygodniówki i półtorej bańki do łapy. Van der Vaart zaczął się krzywić i poprosił o czas do namysłu.

Szokiem dla obserwatorów jest wyjście w naszej pierwszej jedenastce Rolando Biancheigo, który dotąd nie zagrał ani jednego meczu w pierwszym składzie. Jeszcze większy szok kibice Romy przeżyli w 24 minucie kiedy Rossini zdobył gola na 1-0 oraz w 59 minucie kiedy Nikiforenko strzelił na 2-1 dla nas. Zapowiadało się na nasze zwycięstwo, kiedy w 86 i 89 minucie Ventola dwukrotnie pokonał Łukasza Załuskę broniącego dotąd bardzo dobrze. Ręce opadają, który to już raz głupio tracimy punkty z Romą. W rewanżu wygramy, ale faktem jest, że przegraliśmy z odwiecznym rywalem po raz drugi w tym sezonie.

W czasie świąt poleciałem oczywiście do Polski. Przyda się kilka dni odpoczynku od
wielkiej piłki. Jednak dzień przed Wigilią jeden z moich współpracowników oznajmił mi szokującą nowinę. Darek Wdowczyk zapowiedział, że chce wrócić do Polski na stałe! Właśnie teraz, w środku sezonu! Co ty robisz?! - powiedziałem wzburzony do Darka, kiedy zadzwoniłem do niego kompletnie zszokowany. Co się z tobą chłopie dzieje?! Mamy niepowtarzalną szansę osiągnąć wielki sukces, a Ty dezerterujesz? Darek wyjaśnił, że kiedy przyleciał do Polski nie wiedział jeszcze, że kilka dni później postanowi zrezygnować z pracy w Bergamo. Sprawy osobiste zadecydowały.
Znamy się tyle lat, czemu nic mi wcześniej nie powiedział, że ma problemy rodzinne, których nie będzie w stanie rozwiązać mieszkając dalej we Włoszech. Już nie jestem zły, tylko rozczarowany. Wiedziałem, że może nie jesteśmy najbliższymi przyjaciółmi, ale taką sprawę mógł mi chyba zasygnalizować. To też trochę nie fair z jego strony. Trudno.

Sytuacja potoczyła się w ciągu następnych kilkudziesięciu godzin w tempie ekspresowym. Już 27 grudnia, tuż po świętach, przedstawiłem drużynie mojego nowego asystenta:





Wielu uważa, że dokonałem cudu i mają rację. Nikt nie wierzył, że uda mi się ściągnąć na asystenta Argentyńczyka Passarellę. A jednak się udało. Nie było czasu, szukałem w Polsce, ale z nikim nie udało mi się szybko dogadać. Passarella nawinął się zupełnie przypadkowo. Dyrektor Mascetti poznał go kilka lat temu, podczas gry w golfa i od tego czasu, co jakiś czas spotkają się, mają wspólnych znajomych. Argentyńczyk, który swego czasu, jako selekcjoner reprezentacji narodowej, zmusił samego Batigola do ścięcia włosów, wydał mi się nieoczekiwanie człowiekiem bardzo przystępnym. Nasza współpraca, to jednak wielka niewiadoma. Z drugiej jednak strony - powtarzam - nie ma czasu na szukanie właściwego kolesia do pomocy. W fachowość Passarelli nikt nie wątpi i to było dla mnie najważniejsze.
Przed rewanżowym meczem ćwierćfinału Coppa Italia z Romą zagramy jeszcze ligowy „sparing” z Brescią.

Cała armia zaciężna została w domu lub siedziała na ławce. W bramce udanie (8) debiutuje Argentyńczyk Belforti. W obronie, obok Rustico, dobrze (7) zagrał Bartolucci. W pomocy - obok najlepszego na boisku Zenoniego - zagrał Cufre, Bellini oraz - uwaga! uwaga! kolejny debiutant w Atalancie: Gaizka Mendieta! W środku operowali Gilloli oraz Abrigo, a w ataku partnerem Morientesa (strzelca dwóch goli), był mocno lansowany przeze mnie wychowanek Bianchi (strzelec jednego gola). Wygraliśmy zatem 3-0, a po meczu dziennikarze najwięcej pytań mieli oczywiście do Mendiety, który po okresie dwóch i pół roku gry w Interze, za 4 miliony funtów dołączył do nas. 32-letni Hiszpan, który zaliczył jedną asystę w debiucie, został oceniony bardzo wysoko w La Gazzetta dello Sport (nota 9). Po meczu powiedział też, że znakomicie czuje się w nowym otoczeniu i jest szczęśliwy, że dołączył do klubu z licznymi sukcesami i dużymi ambicjami.
Dyrektor Mascetti pilotażuje jeszcze jeden wielki transfer do naszego klubu. Chodzi także o zawodnika Interu. Jak dobrze pójdzie, już za tydzień usiądzie na ławce rezerwowych w meczu z Romą.

Moje przepowiednie się sprawdziły, Dzień przed meczem z Romą, zaprezentował się na Atleti, z koszulką numer 26 Javier Zanetti. Wielkim zwolennikiem transferu Argentyńczyka był oczywiście mój nowy asystent. Pomógł nam zresztą bardzo w negocjacjach, a zawodnikowi, który chciał już opuścić Inter, nie było obojętne, że moim najbliższym współpracownikiem jest jego rodak. 33-letni Argentyńczyk kosztował blisko 3 miliony funtów.

Skład na Romę:
Enke - Rustico [c], F. Cannavaro - Wome, Bellini, Mendieta, Zenoni - Gilloli - Nikiforenko - Amoroso, Rossini.
Sensacją jest obecność w wyjściowej jedenastce Gilloliego, ale Espinal zawiódł mnie w pierwszym meczu i teraz nie znalazł się nawet na ławce rezerwowych. Inna sprawa, że obsada ławki rezerwowych jest równie szokująca: Załuska, obrońca Giovannini, Zanetti, pomocnicy Brannstrom i Pearson oraz napastnicy Rantier i
Pettina.
Roma się nie pie***yła. Capello wystawił co ma najlepsze, z samotnym Ronaldinho na szpicy. Oczywiście kluczem jest jak najszybsze strzelenie bramki.

Zdecydowanie wygraliśmy walkę o środek pola, ale Roma schowana za podwójną gardą dobrze się broni, od czasu do czasu groźnie kontratakując. W pierwszej połowie za wiele się nie wydarzyło: cztery nasze strzały i jeden Romy.
Po godzinie obraz gry nie uległ zmianie, a Roma, która zwykle się przepoczwarzała, tym razem nadal gra samotnym Ronaldinho na szpicy.
W 68 minucie zacząłem się już poważnie denerwować i delegowałem na plac gry Brannstroma i Zanettiego, na którego bardzo liczę. Argentyńczyk zmienił Zennoniego, a Brannstrom słabego Gilloliego. Eksperyment się nie powiódł, choć nie mogę powiedzieć, by 24-letni Włoch szczególnie zawiódł. Najbardziej aktywni są Rossini i Mendieta, ale bramka nie pada. Kwadrans do końca. Co tu robić? Zdecydowałem, że nic nie zrobię, bo co mogę więcej zrobić. Ruszymy jeszcze ostrzej do przodu, to nas skasują kontrą. Roma nie oddała strzału na naszą bramkę w drugiej części i broni się całą jedenastką. Ronaldinho ostatnio widziany był w roli lewego "full-backa". Kompromitacja. Rzymianie bronią się momentami rozpaczliwie, ale - co najgorsze - skutecznie.
Końcówka. Roma byle dalej, a my gramy ostatni kwadrans "na aferę". Zostały dwie minuty. Lassissi czyści (po raz... już sam nie wiem który) przedpole. Jeszcze Bellini coś próbuje zawiązać, ale zabiera mu piłkę Mendieta, który natychmiast uruchamia Rossiniego. Fausto po raz trzy tysiące dwieście piętnasty wyskakuje do góry, ale nie wiem czemu nie strzela! Jest kilka metrów od bramki! Zgrywa na dziesiątkę do Brannstroma, w ostatnim kwadransie grającego na pozycji piątego napastnika. Szwed zdecydował się na "fierce shot'a" i wreszcie wpadło! Wychowanek klubu z małego Kvarnvallen już nie ma koszulki na sobie. Coś tam pokazuje, co wymalował na swoim podkoszulku, ale nikt tego nie może odczytać, bo jest po szwedzku. Za chwilę utonął w objęciach kolegów. Capello skacze przy linii i wydziera się na Samuela. Sędzia techniczny mówi mu by się uspokoił, ale włoski szkoleniowiec go nawet nie dostrzega i dalej skacze. Niech skacze, już nic ich nie uratuje. Gramy dalej, Roma nie!

W półfinałach Pucharu Włoch zagrają:
Inter - Milan
Parma - Atalanta

Dwóch zawodników przyszło - trzech odeszło. Pożegnaliśmy Niemca Kehla (3.3 miliona funtów), który liczył na coś więcej niż tylko "squad roatation" oraz podstawowego dotąd zawodnika - Argentyńczyka Cufre (4.5 miliona funtów), którego ze znakomitym skutkiem przyuczyłem do gry na pozycji defensywnego pomocnika. Odszedł też Sean Davis, który wyraził głęboką ochotę powrotu na Wyspy i za 10 milionów funtów ponownie zasilił Celtic.

Po remisie z Chievo i wygranej Romy, musieliśmy pokonać Bolognę u siebie. Jednak jak tu wygrywać, kiedy przez ponad godzinę gra się w dziewiątkę!





Rossini z Mendietą dwoili się i troili. Gdyby lepiej trochę zagrał Nikiforenko, może byśmy ten mecz chociaż zremisowali. Z drugiej strony jestem dumny z mojej drużyny, że grając dziewięciu na jedenastu potrafiła zdobyć gola. Szkoda, że goście tak późno dostali czerwoną kartkę. Kartki dla nas były zasłużone i po meczu miałem sporo pretensji do obu obrońców. Roma oczywiście już wszystko wygrywa i zrównała się z nami w punktach.

W Parmie miał miejsce "powrót Espinala", którego bramka przesądziła o naszym jednobramkowym zwycięstwie w pierwszym meczu półfinałowym Coppa Italia. W barwach Parmy zagrali byli zawodnicy Atalanty - Rinaldi i Topór (Arkadiusz Bąk). Obaj słabo.
Trzy dni później znów jechaliśmy do Parmy, ale teraz w ramach Serie A. Skład był mocniejszy, ale wynik osiągnęliśmy gorszy (1-1). Najważniejsze i najgorsze jednak jest to, że Roma znów wygrała i straciliśmy w ten sposób fotel lidera!

2-0 Roma wygrała z Interem, który teraz będzie nas podejmował na San Siro. Dokładnie 3 dni przed kolejnym naszym spotkaniem w Lidze Mistrzów. Wraca Champions
League i tym razem - tak sądzę - jesteśmy dobrze przygotowani do tej rozgrywki. Nowi zawodnicy (J. Zanetti, Mendieta, Hersi, F.Cannavaro) powinni zapewnić nam dobre wyniki w Serie A, więc moje asy takie jak Zenoni, Bellini, Nikiforenko, Espinal, Amoroso mogą zająć się wyłącznie przygotowywaniem do meczów w najbardziej prestiżowych rozgrywkach w europejskiej piłce. Nie mogę się już doczekać na początek dwumeczu z Kopenhagą, którego antrakt będzie stanowiła ligowa potyczka z.. Romą!

Wcześniej jednak czeka nas Inter z Ronaldo, który w tym sezonie straszy tylko nazwiskiem: 17 meczów - 4 gole. W barwach Interu mają zagrać także m.in. Suardi i Cufre byli gracze Atalanty. Ja na pewno wystawię J. Zanettiego, Mendietę, Hersiego, F. Cannavaro, bo oni nie mogą grać w Lidze Mistrzów. Zagra też Donati za Espinala, a w ataku postawię na parę Comandini - Morientes. Z pewnością zagra jednak Nikiforenko, bo on będzie grał w tylu meczach ile się tylko da. Bez niego drużyna nie istnieje w ofensywie. No, może trochę przesadziłem.

Zaczęliśmy ofensywnie z Interem, który zagrał przeciwko nam klasycznym 4-4-2. Szybko Cuper przekonał się, że był to jego duży błąd. W 42 minucie gola zdobył dla nas Rustico i była to bramka na... 4-0! Wcześniej Toldo pokonali Donati, Nikiforenko oraz Mendieta. W drugiej części mogłem oszczędzić najlepszych (Nikiforenko, C. Zanetti) i pojawili się na boisku wychowanek Perico oraz Pearson. Ostatecznie wygraliśmy 5-1, a piątego gola dla nas zdobył Donati.

W znakomitych nastrojach przystępowaliśmy zatem do meczu z Duńczykami. Szybko też zdobyliśmy gola (Rossini), ale w 29 minucie ma miejsce pierwszy zgrzyt - kontuzja Cristiano Zanettiego. Sprawa wygląda dość poważnie. Chyba złamanie kości śródstopia. Przerwa kilkutygodniowa nieunikniona. Szansę otrzymuje Brannstrom. Do przerwy wynik nie ulega zmianie, bo gramy dość zachowawczo. Zostaliśmy za taką grę srogo ukarani w 63 minucie, kiedy nastąpiło poważne zgrzycisko, bo bramkę zdobyli goście (Lunden - wskoczył na moją shortlistę). Na kwadrans przed końcem robię podwójną zmianę: Donati za Espinala i "nowy van Basten" Huntelaar za Amoroso. Zaczęło się kręcić, ale nie wiem czy starczy nam czasu. Nikiforenko podkręca tempo, ale twardzi Duńczycy, przypominający raczej Szwedów lub Norwegów, nie dają się zaskoczyć. Na magię jednak nie dadzą rady! Oto w 88 minucie Rossini popisuje się technicznym majstersztykiem przy podaniu do Donatiego, któremu pozostaje tylko umieścić piłkę w siatce, obok bezradnego Stephana Anderesena. Wygrywamy, ale trudno bym był zadowolony ze stylu i okoliczności zwycięstwa. Teraz Roma.

Miałem kilka dylematów przed meczem z Romą, związanych z obsadą kilku pozycji. Pozycja Enkego, Rustico, Cannavaro, Mendiety, Nikiforenki i Rossiniego nie podlegała dyskusji. Z prawej strony ostatecznie zdecydowałem się na Javiera Zanettiego kosztem Zenoniego, w środku zagrał jednak Espinal, a w ataku partnerem Rossiniego będzie Comandini. Roma bez Zebiny, Gargo i Vryzasa, ale to małe osłabienie. Zneutralizować Ronaldinho - cel podstawowy. Roma zaczyna oczywiście jednym napastnikiem i piątką z tyłu. Po raz pierwszy w historii zdecydowałem się powierzyć obrońcy indywidualne krycie. Cannavaro zaopiekuje się Ronaldinho.

Zaczęło się znakomicie. Roma nie istnieje do tego stopnia, że na rajdy pozwala sobie nasz kapitan - obrońca Rustico. Po jednym z nich, ścięty w polu karnym przez Emersona, wywalczył rzut karny. Do piłki podszedł Rossini i...





Tuz przed przerwą na solową akcję zdecydował się Rossini.





Nikt nie był w stanie go dogonić i 2-0 dla nas! Pierwsza połowa zdecydowanie dla nas. Po przerwie może trochę zbyt pewni siebie zaczęliśmy popełniać błędy. W 69 minucie znakomitą akcję przeprowadził Cafu...





Już tylko 2-1, ale odpowiedź nasza natychmiastowa - 77 minuta...





Jaki spalony! Morientes nie brał w ogóle udziału w grze! Co to ma być! „Nie musi pan im pomagać” - krzyknąłem do arbitra, z tym że dorzuciłem jeszcze do tego trochę "mięsa", co spowodowało, że końcówkę spotkania oglądałem z trybun. Końcówkę - dodam od razu - w której nie padły już gole! Wygrywamy 2-1 i wracamy na top. Kapitalny mecz Cannavaro, który wyłączył z gry Ronaldinho. Nasz doświadczony obrońca jest cichym bohaterem meczu. Głośnym - wiadomo - strzelec trzech goli, w tym dwóch uznanych - Fausto Rossini!





Czwarta seria spotkań przesądziła już o naszym awansie do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Zmiażdżyliśmy FC Kopenhaga 5-1 na wyjeździe, nie lekceważąc już przeciwnika, tak jak to było w pierwszym meczu. W tym samym czasie Fulham drugi raz wygrał z Borussią Dortmund, zapewniając nam awans i praktycznie sobie również. Obserwatorzy podkreślają, że możemy się liczyć w tym sezonie, wszak mamy na koncie 13 meczów bez porażki w Champions League.

Z Fulham nie przewidziałem żadnej taryfy ulgowej o czym boleśnie przekonali się Anglicy. Drugi kolejny mecz w Lidze Mistrzów wygraliśmy 5-1. Fulham nie miało nic do powiedzenia. Klasą dla samego siebie był zawodnik, którego pozyskaliśmy głównie z myślą o tych rozgrywkach. Brazylijczyk Amoroso zdobył cztery fantastyczne gole, a piątego dołożył Rossini. Bramki wypracowywali napastnikom Nikiforenko, Zenoni oraz dwóch rezerwowych: Morientes i Espinal. W tym samym czasie FC Kopenhaga wygrywa (!) 1-0 z Dortmund i w ten sposób kwestia zajęcia drugiego miejsca w naszej grupie stała się znów otwarta.

Gramy w tym okresie naprawdę imponująco, a system rotacyjny, przy szerokiej ławie, sprawdza się znakomicie. Trochę atmosferę próbują nam zatruć media co raz ogłaszając, że jakiś zawodnik ma do nas dołączyć, co z kolei wpływa nienajlepiej na moich zawodników, którzy zaczynają się obawiać o swoje miejsce w składzie. Za każdym razem zapewniam, że nie zamierzamy pozyskać nowych zawodników i to jest szczera prawda.

Niecodzienny wyczyn Amoroso, powtórzył Donati w ligowym meczu z Piacenzą. Nasz pomocnik jest obecnie u szczytu formy. Także zdobył 4 gole i ma już ich na koncie w tym sezonie piętnaście! Cieszymy się też z wpadki Romy, która zremisowała u siebie z Regginą 1-1. Mamy 3 punkty przewagi, ale jeszcze daleko do końca.

Kończymy zmagania w II fazie grupowej Ligi Mistrzów w Dortmund. Niemcy, którzy stracili już wszelkie szanse na awans, będą jednak chcieli się zrehabilitować za porażkę 1-6 na Atleti. Nasza forma nie daje im jednak wielkich nadziei. W ostatnich pięciu meczach strzelaliśmy bowiem minimum 4 gole (FC Kopenhaga 5-1, Bologna 4-1, Genoa 5-0, Fulham 5-1, Piacenza 4-0). Jesteśmy mimo wszystko faworytami tego nic nieznaczącego meczu. Pojechało za nami do Dortmundu 5 tysięcy kibiców, więc nie możemy ich zawieść. Najmocniejszy skład.

I nie był to najlepszy pomysł. Enke zagrał na "czwórkę" i już po 28 minutach Niemcy prowadzili 3-0! Skończyło się 4-1, a nasz honor ratował Amoroso. Wstyd i hańba. Rewanż Borussii udany. Liczy się jednak to, że to my gramy dalej. Kary oczywiście były, a ukarani zawodnicy przyjęli je bez piśnięcia. Mam nadzieję, że to wypadek przy pracy. Awansował także Fulham, który w decydującym meczu wygrał 2-1 z FC Kopenhaga. W ćwierćfinale zagramy z Panathinaikosem. Jak dla mnie jesteśmy już w półfinale.

Na nasz następny mecz, który rozegramy w Regginie, postanowiliśmy zorganizować naszym kibicom darmowy przejazd i zapłacić za bilety. Wszystko w ramach przeprosin na słaby występ w Dortmund. Skorzystało blisko osiem tysięcy najwierniejszych fanów i nie zawiodło się. W 16 minucie prowadziliśmy już 3-0 po dwóch golach Nikiforenki i jednym Donatiego.

Po raz kolejny gubi nas zbytnia pewność siebie. Przygotowujemy się właśnie do rewanżowego meczu z Panathinaikosem. W Atenach przegraliśmy 0-2 po bardzo przeciętnej grze. Załatwił nas Kameruńczyk Zoel Epale, który zdobył oba gole. W rewanżu staniemy zatem przed
bardzo trudnym zadaniem. W lidzie nasza przewaga też stopniała, po porażce 2-3 z Milanem na San Siro (czerwona kartka Rossinieg), z którym także zremisowaliśmy 0-0 (też na San Siro) w pierwszym finałowym meczu o Puchar Włoch. Skończyła się seria zwycięstw i meczów bez porażki. Mamy lekki dołek. Przyplątały się też urazy (Morientes).

W zasadzie nie możemy stracić gola, bo wówczas awans dają nam dopiero cztery bramki. Liczę na dwa gole już do przerwy. W ataku zagrają Amoroso z Rossinim. W obronie postawię na parę Rustico - Wome.
Szybko zdobyta bramka w 8 minucie przez Donatiego dała nam trochę spokoju. Do przerwy mimo naszej przewagi bramki jednak nie padają.
Po przerwie nakazałem się nie spieszyć z falowymi atakami, by nas przeciwnik nie skontrował. Od 60 minuty zaczęliśmy się rozkręcać, ale trochę za wolno. Atakujemy non stop. Przeciwnik broni się jedenastką zawodników! Jestem coraz bardziej zdesperowany: 75 minuta 1-0. Cholera, możemy nie zdążyć! Wprowadziłem Brożka za Nikiforenkę i Comandiniego za Amoroso. Nic. Cholera co jest! 85 minuta: 1-0! Grecy już są w ogródku, już witają się z gąską. Ale nie! Gol! Zenoni! Cudowne podanie Comandiniego i nasz prawy pomocnik strzela na 2-0. Dogrywka!
Już na początku dogrywki, Grecy skosili Brożka tak, że nie wstał. Wszedł Pearson. Pierwsza połowa dogrywki bezbarwna. Nic się nie działo. W drugiej przycisnęli Grecy! Enke jednak znakomicie broni strzały Epale i... Grześka Patera! 119 minuta - będą karne. Jak nic.
A właśnie, że nie będą! Donati zdecydował się na solowy przebój i rozmontował Panathinaikos! 3-0!!! Dla Greków oznacza to koniec marzeń, koniec snów. Jesteśmy w półfinale. Sam jeszcze nie mogę w to uwierzyć. W notesie miałem już wpisanych pięć nazwisk: Rossini, Comandini, Donati, Wome i Zenoni. Ta piątka miała strzelać karne. Ale to nie będzie już potrzebne. Nie mogę w to uwierzyć. Wygraliśmy i gramy dalej.





Półfinały Ligi Mistrzów, to mecze czterech drużyn włoskich! Roma zagra z Juventusem, a my z Lazio, z którym właśnie zremisowaliśmy w Serie A 2-2 u siebie. Prowadziliśmy już 2-0 w 20 minucie i roztrwoniliśmy cały dorobek. Tracimy 3 punkty do Romy, która znów wszystko wygrywa, ale mamy jeden mecz rozegrany mniej (my 30 oni 31). Znów dodatkowe mecze? Mam nadzieję, że nie. Ostatnie cztery mecze mamy dość łatwe, ale Roma też. To będzie scudetto, które wygrają zmiennicy.

Liga Mistrzów, to nie Serie A, choć znów byliśmy bliscy roztrwonienia przewagi. W 40 minucie, po golach Rossiniego i Amoroso prowadzimy 2-0, ale obrona dwukrotnie nie potrafiła upilnować Crespo. Remisu nie było, bo bramki Crespo rozdzielił trzeci gol dla nas autorstwa Belliniego.
Zwyciężanie przychodzi nam z dużym trudem, podczas gdy Roma, na luzie, pokonała Juventus 3-0 w drugim półfinale, praktycznie zapewniając sobie udział w finale.

Gromiąc Brescię 4-0 nasłuchiwaliśmy uważnie wiadomości z Rzymu, a tam Roma przegrywała po 30 minutach z Chievo 0-1. Później wyrównał Pires w 63 minucie, ale ostatnie słowo należało do Chievo! Chevanton w 75 minucie pokonał Pelizzoliego, zapewniając swojemu zespołowi 3 punkty, a nam - tak mi się wydaje - mistrzostwo! Zrównaliśmy się punktami z Romą, ale mamy jeden mecz rozegrany mniej. Chievo pięć lat temu pozbawiło nas mistrzostwa, a teraz Romę. W znakomitych nastrojach pojedziemy do Rzymu, na rewanż z Lazio. Wystarcza nam remis, ale zagramy o zwycięstwo.

W rewanżu pokonaliśmy Lazio 2-1 na Olimpico, a bohaterem meczu był Donati, strzelec obu goli. Kiedy po naszym prowadzeniu 1-0 do przerwy, Crespo wyrównał na początku drugiej połowy, zrobiło się bardzo gorąco. Jednak bramka w 71 minucie przesądziła wszystko. Roma zremisowała 1-1 w Turynie i z odwiecznym rywalem spotkamy się w finale. Co to będzie za finał!

Z Chievo kończymy zmagania w Serie A. Wystarcza nam remis, by zapewnić sobie tytuł. Roma gra wyjazd w Perugii. W 5 minucie zdobyliśmy gola (Comandini) i zapowiada się na festiwal strzelecki. Jednak Corradi wyr´wnuje już w 17 minucie, a w tym
samym czasie Roma remisuje 0-0. Po półgodzinie Roma już prowadzi, a u nas do przerwy bez zmian: 1-1. Jest j

ZDANIEM CZYTELNIKÓW CM REVOLUTION

INFORMACJE o TEKŚCIE

Historie

Rodzi się potęga cz. 7

@BARTOSH!, 29.09.2002 23:20, czytano: 5151 razy

+55

Reklama