ARTYKUŁY

Daleko wybiegając myślami w przyszłość, zapomniałem poinformować, że bohater tekstu, Błażej Mlecz, jest człowiekiem głęboko wierzącym w moc Stwórcy tego świata.
Tak, jest katolikiem, choć w innych warunkach mógłby być muzułmaninem, buddystą czy poganinem, ale piłka z religią nie powinny się łączyć.
Daleko wybiegając myślami, ponieważ siła wiary ma w tym wypadku ważniejsze znaczenie niż tylko dawanie na tacę więcej pieniędzy, niż ten złodziej spod czwórki.
Daleko, ponieważ przez ostatni czas wydarzyło się bardzo wiele rzeczy stawiających wiarę Błażeja Mlecza pod poważnym znakiem zapytania.
Tak zaczynając z perspektywy neutralnego obserwatora poczynań prezesa Skonto, przejdźmy do sedna sprawy.

- Jesteś zdenerwowany? - spytał Błażej Mlecz trenera Tsarenki.
- Tak - odpowiedział.
- Daleko nam do ideału: na ostatnie 7 gier wygraliśmy ledwie jedną, dwie zremisowaliśmy, a reszta to porażki.
- Ode mnie zależy tylko część aspektów wpływających na porażki, o resztę można obwinić też piłkarzy, zarząd, prezesa…
- Mnie?!
- Czasami tak się dzieje…

Jednak niezbyt długo potrwała przygoda rosyjskiego szkoleniowca w Rydze, który bądź co bądź poukładał przecież drużynę, nadając jej początkowy kształt i formując go przez 8 spotkań.
Blisko Skonto jest strefa spadkowa, 6 punktów to nie jest dorobek życia, a Błażej Mlecz coraz częściej zaczynał się zastanawiać, gdzie popełnił błąd.
Tak nerwowych tygodni jak te kilka ostatnich, prezes Skonto nie miewał chyba nigdy, a i odbijało się to na jego najbliższych, w tym oczywiście na żonie.

Mogę jednak z całą pewnością powiedzieć, że Błażej Mlecz się nie poddał w obliczu takich przeszkód, miał w końcu wsparcie swojego łotewskiego kolegi Jānisa, który jednak coraz bardziej patrzył na działania Mlecza z niepokojem, a zwolnienie Tsarenki uważał za zbyt pochopne.
Porozmawiać trzeba było zatem jak najszybciej, jak się okazuje nie tylko z Jānisem, ale o tym za chwilę.

- Z kim Ty trzymasz? - spytał poddenerwowany Błażej Mlecz.
- Tobą za bardzo kierują emocje i pośpiech, to źli doradcy w piłce - odpowiedział Jānis.
- Czasem należy postawić na odważne zmiany.
- Czasem należy dać sobie czas. - odparł Łotysz i nic już nie mówiąc oddalił się, zostawiając Mlecza samego.

- “Znajdujesz się w trudnym położeniu, porozmawiaj z kimś!” Phi! Z kim? Z żoną, która ma pretensje, że niby ostatnio stałem się chamski? Z piłkarzami, którzy coś szepczą między sobą? - kpił z rad przyjaciela Błażej Mlecz, przygnębiony ostatnimi wynikami drużyny (w tym dwie porażki 0-4).

Dla Mlecza nie było zatem aktualnie lepszego partnera do rozmowy niż sam Bóg, który przecież na pewno wysłucha strudzonego człowieka, mającego dość problemów rodzinnych i klubowych. Udał się zatem do kościoła, ale nie na ryskiej starówce, lecz gdzieś na ubocze, gdzie sam może porozmawiać ze Stwórcą.

Mnie nie potrzeba wiele”- zaczął prezes Skonto klęcząc przed ołtarzem.
Czas nie działa na moją korzyść, czasu nie mam już na nic, dlaczego stawiasz mnie w takiej sytuacji?” - ciągnął dalej.
Chciałbym wiedzieć!” - syknął Mlecz.

Coś skrzypnęło w kościelnych ławach, ale nikt nie odpowiedział na pytania trapiące Błażeja Mlecza.
Powiedzieć Ci coś?” - mruknął zdenerwowany prezes wpatrując się w namalowany na sklepieniu wizerunek Boga.
O mnie wiesz wszystko, czemu ja o Tobie nic?! Czemu mi nie chcesz pomóc? Czemu zostawiasz mnie bez odpowiedzi w takiej sytuacji?”- grzmiał Mlecz.
Tobie się wydaje, że sam mam się tym zająć? Spoko, od dziś nikt mi nie jest potrzebny! Dam sobie świetnie radę sam!” - powiedział mężczyzna na odchodne, opuszczając świątynię.

Tak zły dzień zwiastował tylko kolejne kłopoty…

Często w życiu piłkarzy trafiają się trudniejsze momenty, ale przyjście nowego łotewskiego trenera, 47-letniego Ivansa Bikse miało wszystko zmienić.

- Czuję się gotowy do podjęcia pracy w Skonto - powiedział Bikse.
- Twoją misją będzie wyjście z tym zespołem na prostą, powodzenia! - powiedział Błażej Mlecz do nowego szkoleniowca przed pierwszym treningiem.

Siłę Skonto widzowie mieli zaobserwować w meczu z FK Jūrnieks, zespołem przeciętnym a nawet słabym.
Nic nie wskazywało na inny scenariusz niż zwycięstwo Skonto nad zespołem, który zgromadził raptem 2 oczka więcej, czyli 8.

-”Się porobiło…” powiedział kapitan Prohorenkovs do reszty zespołu, widząc zmierzającego w ich stronę nowego trenera…
Nie był to zbyt optymistyczny głos...

Dzieje się - to dobre stwierdzenie określające przebieg meczu, od którego zależały nerwy skonfliktowanego ze wszystkimi - od żony, przez kolegę, po Boga - prezesa Skonto. Ciężki to był mecz, ciężkie chwile dla wszystkich. 

Przypadkowo wybita pod nogi Prohorenkovsa piłka sprawiła, że gracz Skonto znalazł się w polu karnym sam na sam z bramkarzem i pewnie go pokonał. To był jedyny gol w meczu walki z obydwu stron.
Chociaż wygrana miała zapewnić spokój, to każdy w Skonto miał jednak przeczucie, że coś jest nie w porządku.
Tak, takie rzeczy po człowieku widać, a gdy na jego zmęczonej twarzy wypisana jest suma jego błędnych decyzji, to objawia się to innym kilka razy bardziej niż zazwyczaj.
Często główny zainteresowany w ogóle tego nie widzi.
W tym wypadku nie było inaczej.
To bliscy w trudnych momentach dają wsparcie, jednak gdy się tego nie widzi to pozostają jedynie pretensje do wszystkich, życie.

Wątpiłem w życiu w wiele rzeczy, teraz wątpię w bliskich, w klub, w Boga, w siebie…” - ta myśl nie dawała Błażejowi Mleczowi spać w nocy na kanapie, bo tam wygoniła go żona po kolejnej niemiłej odzywce.

Tak mijały kolejne dni aż do meczu.
Bardzo duże przejęcie dało się wyczuć już w szatni przed spotkaniem:
Chciałbym zobaczyć taką walkę jak ostatnio” - motywował piłkarzy trener przed spotkaniem z silnym zespołem SK Upesciems.
Zostać na nowo łotewskim hegemonem nie okazało się tak łatwe jak się to prezesowi Skonto wydawało.
Kumplem Mlecza coraz bardziej przestał być Jānis, który już coraz rzadziej rozmawiał z Polakiem, a to w efekcie dość krytycznego spojrzenia na chaotyczne i emocjonalne zarządzanie zespołem.

Twym obowiązkiem jest odpowiedzialne podejmowanie decyzji, a nie kierowanie się emocjami nawet bez przemyślenia tego co robisz” - tak mu ostatnio powiedział.

Tak, może i miał rację, ale Błażej Mlecz nie dopuszczał tego do siebie.
Bardzo żywiołowo reagował również na meczach, co jakiś czas spoglądając przy tym w stronę nieba, szepcząc coś.
Chciałbym, abyś coś w końcu zmienił w moim życiu” - wyrwało mu się podczas kolejnej z pretensji do Boga.

Daleko było w tym meczu do stworzenia sytuacji bramkowej w polu karnym Upesciems.
Tak, goście musieli to wykorzystać i wygrali mecz 2-0.
Daleko było również do tak upragnionej pozycji dającej awans do play-offów z drużynami z innych regionów, których stawką był awans na drugi poziom rozgrywek.
Daleko było do normalności.
Tak źle nie było chyba nigdy.

Jesteś podły” - rozliczał Boga dalej prezes Skonto, który powoli zapominał też o swojej firmie informatycznej w Polsce, liczyło się za wszelką cenę wydostanie Skonto z bagna.
Tak wyglądał praktycznie każdy dzień Mlecza, ciągłe pretensje do wszystkich, szukanie rozwiązania kłopotów i kolejne próby dotarcia do Boga i jego łaski.
Daleko jednak było póki co od jakiegoś sensownego rozwiązania kłopotów.

Ode mnie wiesz co usłyszysz, to samo co od innych” - rzekła pewnego wieczoru zapytana żona Błażeja Mlecza o ocenę jego działań - “Jesteś wstrętnym cholerykiem i chamem”.
Mnie nie nauczono mocy boskiej i wpływania na rozwój sytuacji, ale wszystko szło w stronę rozwodu i psychoterapeuty dla sfrustrowanego prezesa. 
Czasami było lepiej, ale takie chwile dało się policzyć na palcach jednej ręki.
Jednak bohater tekstu nie poddawał się i dalej próbował zbawić dawnego hegemona, ale im bardziej się starał, tym bardziej spełzało to na niczym.
Blisko było już do półmetku sezonu, a pozycja w dole tabeli i brak efektu nowej miotły, którego oczekiwał Mlecz, nie napawały optymizmem.
Tak dalej być nie mogło, ale nic nie zapowiadało zmian.

Wyszedłem już z biura, może zadzwonię do Polski?” - pomyślał Błażej Mlecz
Z tego wszystkiego zniknęła troska o własną firmę, przeszła ona na troskę o Skonto.
Domu w Polsce biznesmen nie widział już dawno, toteż i problemów w firmie się namnożyło, ale większość udało się załatwić telefonicznie. 
Nie mogło się jednak obyć w końcu bez wizyty w przedsiębiorstwie, i to niedługo prezes musiał też zaplanować. 
Było różnie, ale przecież nie można zaniedbać swojego biznesu, prawda?
Nikogo nie trzeba było przekonywać o tym, jak wiele rzeczy i osób Mlecz zaniedbał przez swoje emocjonalne zaangażowanie w Skonto i sprawy z nim związane.

Zgubiłem nieco rachubę czasu skupiając się na problemach psychicznych, osobistych i zawodowych Błażeja Mlecza.
Sens jego życiu nadawało Skonto, które pod wodzą nowego trenera po spotkaniu z Upesciems zanotowało kolejno zwycięstwo i dwie porażki, co nie było zgodne z wysokimi oczekiwaniami wobec zespołu.
Upadłem na głowę, że przejąłem ten klub, diabeł mnie podkusił z tym prezesowaniem!” - gniewnie powiedział sam do siebie Mlecz, puszczając jakiś kawałek zespołu Myslovitz.
Na taki smutny obraz zespołu grającego na szkolnym boisku musiało patrzeć z bólem wschodzące i zachodzące nad Dźwiną słońce.

Twarz za dnia ogrzewana przez ciepłe promienie wśród ponurych i brudnych kamienic Rygi szukała ucieczki gdzieś w chłodniejsze miejsce.
Nocą temperatury spadały, na miasto wylewały się masy podchmielonych turystów, Rosjan, studentów czy zwykłych obywateli.
Ulice poza centrum nocą są przyjazne dla tych co je znają bądź dla tych, którzy nie próbują na siłę zwrócić cudzej uwagi.
różne typy ludzi, Ryga skupia ich mieszankę i tak egzystuje ku lepszej przyszłości, starając się poradzić coś na dramatycznie spadającą liczbę mieszkańców Łotwy.
Złe i przykre rzeczy dosięgają każdego, a każdy szuka winnego zamiast rozwiązania.

Samotność duchowa nie opuszczała Błażeja Mlecza z każdym kolejnym dniem, Jānis, widząc prezesa krzyczącego na każdego kogo się da, przestał się do niego odzywać.

Gnębi mnie problem za problemem, jak mogę się z Tobą zaprzyjaźnić?” - zwracał się po raz kolejny Mlecz do Boga zmieniając tym razem taktykę

Mocno niepokojące były także dla sponsorów poczynania prezesa. Zastanawiali się mocno nad tym jak będzie wyglądać ich współpraca w najbliższym czasie i czy w ogóle będzie. 
Tak, biznesmen z Polski da sobie radę bez nich ale przecież powtarzał na początku, że nie chce uzależniać klubu od siebie, prawda?

Poczułem to! Bóg dał mi wreszcie znak!” - wykrzyknął Mlecz, widząc reklamę jakichś płatków, które cała rodzina jadła z uśmiechem. Wspólne spędzanie czasu w radości to klucz do szczęścia!

Wtedy jednak przyszedł kolejny mecz bez zwycięstwa, tym razem remis i cały zapał i wigor Mlecza do zmian prysł jak bańka mydlana.
Wtedy nie liczyło się nic poza kolejną salwą motywacyjnych frazesów w stronę piłkarzy i wyciągania Skonto (który to już raz?) z dołu tabeli.
Że drogowskaz od Boga się pojawił, Błażej Mlecz zapomniał w tempie szybszym niż przełączenie przez przeciętnego obywatela dyskusji między politykami w TV, choć pewien telefon potem wykonał.

Jesteś pewien, że da się coś zmienić? Że to ogarnę? - pytał Jānisa prezes Skonto
- Czasem mam ochotę Cię serio pieprznąć, ale tak dasz radę. Przestań myśleć impulsywnie i otwórz uszy na to, co mówią Ci inni. Inni też mogą mieć rację - padła odpowiedź
- Znajdujesz dla mnie rozwiązania, które zawsze muszę przemyśleć. Nie da się iść na skróty i zrobić coś od razu?
- Dla mnie w piłce nie ma rozwiązań na skróty, bez pracy i czasu nie osiągniesz sukcesu. Ty pracujesz ciężko, ale jesteś zbyt niecierpliwy.
- Mnie boli to, jak ten czas ucieka, a nasza sytuacja jest beznadziejna. Na awans nie mam co liczyć.
- Czas, czas i jeszcze raz czas! A Skonto to nie tylko Ty. Cześć! - zakończył Jānis.

Tak zakończyła się rozmowa, która mimo wszelkich starań kolegi nie do końca otworzyła chyba oczy Mleczowi, bowiem dalej nie potrafił posłuchać innych.
Bardzo intensywnie starał się za to słuchać Boga, ale ten poza jednym znakiem, o którym Błażej zapomniał, nie dał mu żadnych odpowiedzi. A co, jeśli ten znak nie był żadnym sygnałem od Boga, tylko zwykłym zbiegiem okoliczności i resztkami rozsądku biznesmena?
Chciałbym znać odpowiedzi na te pytania, ale ja tu tylko piszę.
Zostać prezesem, a umieć nim być to dwie różne rzeczy, a świat widział już wystarczająco dużo Becalich czy Wojciechowskich, więc niegroźny wariat z Rygi nie robił większego wrażenia poza granicami miasta. 

Kumplem, który ocalił życie, żoną, trenerem, kim najpierw powinieneś się zająć, Błażej? 
Twym wybawcą, zaniedbaną drugą połówką, rozczarowującym szkoleniowcem?

Tak, minie chyba jeszcze dużo czasu zanim takie pytanie zagości w głowie człowieka, który w swoim życiu zwyczajnie się pogubił.
Bardzo dużo pracy przed nim, przede wszystkim pracy nad sobą.
Chciałbym abyś się zmienił.

I nie czekaj na znak ode mnie, najpierw poszukaj go sam.
Twój kumpel

Słowa kluczowe: opowiadanie Skonto Ryga Łotwa

ZDANIEM CZYTELNIKÓW CM REVOLUTION

Możliwość komentowania tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
Nie masz konta? Zarejestruj się.

Drogi Rewolucjonisto, prosimy o przestrzeganie regulaminu i zapoznanie się z FAQ

FM REVOLUTION - OFICJALNA STRONA SERII FOOTBALL MANAGER W POLSCE
Największa polska społeczność Ponad 70 tysięcy zarejestrowanych użytkowników nie może się mylić!
Polska Liga Update Plik dodający do Football Managera opcję gry w niższych ligach polskich!
FM Revolution Cut-Out Megapack Największy, w pełni dostępny zestaw zdjęć piłkarzy do Football Managera.
Aktualizacje i dodatki Uaktualnienia, nowe grywalne kraje i inne nowości ze światowej sceny.
Talenty do Football Managera Znajdziesz u nas setki nazwisk wonderkidów. Sprawdź je wszystkie!
Polska baza danych - dyskusja Masz uwagi do jakości wykonania Ekstraklasy lub 1. ligi? Napisz tutaj!
Copyright © 2002-2018 by FM Revolution
[x]Informujemy, że ta strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką plików cookies. W każdym czasie możesz określić w swojej przeglądarce warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies.