ARTYKUŁY

Wygranie Ligi Mistrzów poza korzyściami finansowymi oraz tym, ze zaspokaja sportowe ambicje, ma tez jeden podstawowy walor dla klubu. Znacznie zwiększa jego reputację. Było zatem oczywiste, że teraz praktycznie każdy zawodnik będzie chciał grać dla Newcastle. Mając do dyspozycji ogromny budżet (jak na Newcastle) będę miał zresztą okazję się o tym przekonać.
W finale Mistrzostw Europy 2012, które odbyły się w... Norwegii (sic!) wygrali Anglicy, którzy po golu Walcotta pokonali Włochów. W kilku meczach zagrał nasz as atutowy Jermain Defoe, który finału jednak nie będzie wspominał zbyt mile, gdyż w przerwie musiał zostać zmieniony z uwagi na uraz, którego się nabawił. Strzelec jedynej bramki znalazł się w XI marzeń turnieju, w której znalazło się dwóch zawodników, którzy są obiektem mojego szczególnego zainteresowania. Właściwie powinienem uściślić, gdyż jeden podpisał już kontrakt z NUFC, a drugi mam nadzieję, że podpisze wkrótce.
1 lipca zawodnikiem NUFC stał się 15-krotny reprezentant Francji Frederic Nimani, który przeszedł do nas na zasadzie wolnego transferu z Monaco. Był to jedyny zawodnik, na którego polowaliśmy od początku stycznia, gdy możliwie było rozpoczęcie rozmów z zawodnikami, który kontrakt kończyły się w czerwcu. Klubowi szperacze doradzali, że Francuz powinien być zatrudniony za wszelką cenę, a zatem tym bardziej jeżeli w grę wchodził wolny transfer. Już jego przyjście spowodowało, że wydatki poczynione na jego pozyskanie zaczęły się zwracać w sprzedaży klubowych gadżetów.
Natomiast drugim zawodnikiem z XI marzeń jest najlepszy zawodnik finału – środkowy obrońca Aston Villi Michael Mancienne. Początkowo Aston Villa zażądała aż Ł17M, ale udało nam się zbić cenę do Ł14M i tyle zdecydowaliśmy się zapłacić. Zawodnik zgodził się także na nieco niższe od żądanych (Ł52k) pobory, więc 17 lipca wszystko zostało dogadane i Mancienne stał się zawodnikiem NUFC. Spotkało się to z entuzjastycznym przyjęciem kibiców NUFC, jak również byłych zawodników klubu z St. James’ Park.
Latem Defoe został po raz kolejny wybrany najlepszym napastnikiem Europy.



Ja tu gadu gadu o wzmocnieniach, a jakie cele na nadchodzący sezon? Nie ma się co oszukiwać – celem może być tylko sukces... na wszystkich frontach! Jeżeli uda się przeprowadzić wszystkie operacje transferowe, to wynik ten będzie realny, choć oczywiście szczypta szczęścia także będzie nieodzowna. W planie mamy jeszcze pozyskanie klasowego prawego obrońcy, a to dlatego, że Szwedem Boskailo zainteresował się Juventus i nie będę mu czynił przeszkód jeżeli będzie chciał odejść. Faworytem numer jeden na prawą obronę jest 19-letni Holender Fabio Gudde, za którego zapłacić trzeba będzie zapewne około Ł9M... Aston Villi. Wygląda na to, że klub z Birmingham zarobić może latem ponad Ł20M.
Szukam zawodników z Anglii, gdyż wolałbym oszczędzić sobie problemów z aklimatyzacją, które boleśnie dotknęły mnie w przypadku Alessandro Rosiny. Włoch miał się zaaklimatyzować szybko, a ostatecznie zdążył dopiero na finał Ligi Mistrzów ;-). Nie oznacza to wszakże, że kompletnie zrezygnowałem z szukania zawodników perspektywicznych i także poza Wyspami.
Ponieważ mam dobre doświadczenia z pozyskiwania Brazylijczyków, zarzuciłem sieci na aż trzech grajków z tego kraju. Jednego obserwuję od ponad roku, ale przed ukończeniem przez niego 18 lat nie było szans na to, by go ściągnąć na St. James’ Park z Sao Paulo. W końcu jednak stało się to możliwie i przez chwilę nie zawahałem się wykładając Ł1.7M na napastnika Silvę. Oczywiście były małe problemy z pozwoleniem na pracę, ale ostatecznie – po odwołaniu się – udało się je uzyskać. Jeżeli chodzi o pozwolenia na pracę, identycznie sprawa miała się z drugim „napadalcem” z Brazylii Soaresem.Najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło. Po co mi tylu napastników? Powiedzmy sobie szczerze, że Ekwadorczyka Esterilli mam już serdecznie dość, a Miccoliemu latka lecą. W ten sposób zostają Defoe, Ruben Ramos oraz Goodwillie, który mimo tego, że ładnie się wprowadził w końcówce sezonu, nie jest jednak zawodnikiem z najwyższej światowej półki. Wierzę natomiast, że będą nimi wspomniani Brazylijczycy. Jest jeszcze Francuz Bourgeois, ale on poprzedni sezon spędził w większości w gabinetach fizjoterapeutów i nie wiadomo na co będzie go stać. Żartownisie dodają, że przecież jest jeszcze 35-letni Maciek Żurawski, któremu z czystego sentymentu zaproponowaliśmy nowy kontrakt w zespole rezerw, ale na takie zaczepki pozwolę sobie nie odpowiadać. Poważniej traktuję te wypowiedzi, które dotyczą Kyle’a Blacka aka Nowy Shearer, który w poprzednim sezonie trzykrotnie pojawił się w meczach pierwszego zespołu. Faktem bowiem jest, że Black rozwija się znakomicie i pozostaje jednym z najdroższych nastolatków na świecie.

Poza wyżej wspomnianymi do kadry NUFC dołączyli tym razem dość średni juniorzy oraz byli zawodnicy:
- Leverkusen, jak 20-letni reprezentant niemieckiej młodzieżówki Robert Schwarz oraz
- Marsylii, jak 22-letni Raffaele Chiarelli, aktualnie już 17-krotny reprezentant Belgii
Temat prawego obrońcy, czyli transferu Fabbio Gudde, stanął na kwocie Ł8.25M i Holender też jest już naszym zawodnikiem.
Lista zawodników, który od września ubiegłego roku opuścili NUFC jest dość obszerna.

Poczynione przed sezonem wzmocnienia powinny pozwolić nam bez problemu na osiągniecie stawianego przez zarząd celu. Jak wspomniałem na wstępie - mierzymy jednak znacznie wyżej. Buki też nas cenią, choć Chelsea znacznie wyżej. Nic dziwnego, wszak w znakomitym stylu wygrali poprzedni sezon i to mimo tego, że przegrali z nami trzykrotnie 2-1 (2x liga plus Tarcza). Wierzymy jednak, że szybko przyjdzie czas, gdy buki będą musieli zrewidować swoje wcześniejsze przewidywania. Okazja ku temu nadarzy się dość szybko, gdyż na Stamford Bridge gramy pierwszy mecz nowego sezonu! Wszyscy liczą na dobre otwarcie.

Przed inauguracją byłem jednak wściekły, bo reprezentacyjne wycieczki (Thiago, Diego) bądź urazy (Defoe) sprawiły, że musieliśmy zacząć składem odbiegającym od optymalnego. Na szczęście dobrze zorganizowana defensywa, z najlepszym na boisku Mancienne, nie dała się zaskoczyć. Pod koniec meczu straciliśmy też kolejnego napastnika (Miccoli), ale było to już w doliczonym czasie gry, więc nie miało większego znaczenia na przebieg meczu. Inauguracja bezbarwna, ale to Chelsea grała u siebie, więc to przede wszystkim gospodarze powinni odczuwać niedosyt.


Nie podlegało dla mnie jakiejkolwiek dyskusji, że za 3 dni, jak przyjedzie od nas West Ham, zgarniemy trzy punkty. Zagraliśmy już z Diego i Quaresmą w wyjściowej jedenastce, przez co mogłem przesunąć Nimaniego do ataku. W środku z Kallstromem zagrał Rosina, który zwolnił na prawej stronie miejsce dla Quaresmy. I właśnie Portugalczyk już w 8 minucie dał nam prowadzenie, wykorzystując klasowe podanie Nimaniego. Szybko zdobyty gol sprawił, ze w nasze poczynania wdało się wiele nonszalancji i marnowaliśmy kolejne okazje, co prawie skończyło się tragicznie. W 84 minucie goście wyrównali i kiedy wydawało się, że zaczniemy sezon od dwóch remisów, pokazał się Rosina, który strzelił na tyle mocno, że Foster odbił piłkę przed siebie, do której jako pierwszy dopadł Ruben Ramos i nie dał szans amerykańskiemu bramkarzowi Młotów. Wymęczone 2-1, ale najważniejsze że są trzy punkty.



Szansa na zdobycie pierwszego trofeum w sezonie przyszła z końcem sierpnia, gdy naprzeciwko nas wybiegła jedenastka Bayernu Monachium, triumfatora Pucharu UEFA. Chodzi oczywiście o Superpuchar Europy. Miałem pewne wątpliwości jak zestawić drugą linię na ten mecz. Chodziło głównie o Nimaniego, który jest świetny na lewej pomocy i w ataku. Ostatecznie Frnacuz wyszedł w pomocy, przez co w pierwszej linii zagrał DEMON z DETONATOREM.
Od początku meczu przejęliśmy inicjatywę, ale Bawarczycy mieli tego dnia w zespole zawodnika, który był znakomicie dysponowany – Łukasza Podolskiego. To on po półgodzinie nie dał szans Ustariemu strzałem z 16 metrów. Chyba trochę zaspał z asekuracją Klinkers i stało się. Niemcy dowieźli 1-0 do przerwy, choć Defoe powinien co najmniej wyrównać.
Co nie udało się do przerwy udało się tuż po wznowieniu gry: 46’ Defoe i jest remis.
Ruszyliśmy za ciosem i od 50 minuty już prowadzimy po bombie Kallstroma z dystansu. Podolski po indywidualnej akcji jednak wyrównuje. Tym razem zawinił trochę Ustari. Na dodatek mocno poobijany został Defoe i muszę dokonać zmiany. Za najlepszego napastnika Europy wchodzi Chiarelli, co oznacza przesunięcie Nimaniego do ataku. Reprezentant Belgii zajął oczywiście miejsce Francuza. Nasze ataki nie słabą. Bayern gaśnie w oczach, ale jakimś cudem na tablicy ciągle remis 2-2. Zapowiadała się gorąca i dramatyczna końcówka, bo po kontrze Podolskiego w 79’ uratował nas chyba tylko... Pan Bóg. Supersnajper Bayernu miał przed sobą praktycznie pustą bramkę, lecz trafił w słupek!
Dwie minuty później NUFC po raz drugi prowadzi w meczu, a strzelcem gola niezwykle aktywny i – co najważniejsze – skuteczny Nimani. Wiadomo było, że Bayern teraz się już nie podniesie, bo po prostu nie ma nas czym postraszyć. 62% Podolskiego przesądza o tym praktycznie. Tak też się stało. Superpuchar dla NUFC!



24 sierpnia pierwszy sukces, a dwa dni później pierwsze kłody pod nogi. Oto bowiem Taylor wypada ze składu na 3 tygodnie, a Nimani... ma problemy z aklimatyzacją!!?? O co tu chodzi??


Na szczęście absencja Taylora nie jest dla nas aż tak straszna skoro mamy Maduro i Mancienne, ale to w końcu kapitan zespołu! Po meczu z Bayernem miałem też obawy, jak będzie ze zdrowiem Defoe, ale okazało się, że był tylko potłuczony. Kolejnego meczu nie będzie jednak dobrze wspominał, podobnie jak debiutujący w wyjściowej jedenastce Brazylijczyk Soares. Rozkojarzeni pod bramką przeciwnika, zmarnowaliśmy wiele okazji, co srodze się na nas zemściło. Chyba jeszcze niektórzy rozpamiętywali sukces nad Bayernem, bo pojechaliśmy do Preston i skończyło się dwójką w plecy. Po meczu żałuję, że nie zastąpiłem dublerami niektórych gwiazdorów. Sierpień zakończył się jednak dość miłym akcentem, gdyż Fabio Gudde znalazł się w trójce najlepszych młodych zawodników miesiąca.



Zależało nam na tym, by jak najszybciej wrócić do równowagi po klęsce w Preston, gdyż zbliża się inauguracja w Lidze Mistrzów. Trafiliśmy zresztą do dość ciekawej grupy z CSKA, Hearts i... Legią Warszawa! Wiadomo zatem dlaczego ciekawej. Oczywiście z wyjściem nie będzie najmniejszych problemów, ale plan na fazę grupową tych rozgrywek jest iście szatański. Chcę pomóc Legii w wyjściu z grupy, więc spróbujemy dwukrotnie rozpykać CSKA i Hearts, co w przypadku Rosjan nie będzie łatwe, a Legii podarujemy 6 pkt. Zgoda, nie ma to wiele wspólnego z fair play, ale przecież to tylko gra ;-). Nie ukrywam też, że byliśmy w lekkim szoku, gdy okazało się jak nisko buki oceniają nasze szanse na obronę Pucharu Ligi Mistrzów: 16-1 !!??


W klubie nikt nie ma cienia wątpliwości, że zakończenie przygody z Ligą Mistrzów przed półfinałem będzie klęską, a nie dotarcie do finału niemiłą niespodzianką, choć trzeba pamiętać, że los lubi czasem płatać figla i czy to kontuzja ważnego zawodnika, czy czerwona kartka może czasem diametralnie zmienić obraz gry, a przez to końcowy wynik rywalizacji.

Cieszy pewne 2-0 z Southampton przed meczem z Hearts, bo traktujemy to jako dobry prognostyk i oczekiwaną zwyżkę formy. Czas pokazał, że była to trafna ocena, bo Szkoci nie byli nas w stanie powstrzymać, gładko ulegając u siebie 0-2. Niestety Legia poległa 0-2 z CSKA na Łazienkowskiej, więc nie jest to wynik oczekiwany przeze mnie z uwagi na mój „szatański” plan. Kolejny mecz zagramy właśnie z Legią na St. James’ Park. W związku z tym w meczach ligowych z Aston Villą i Portsmouth pozwoliłem sobie na wystawienie najmocniejszego składu, co pozwoliło nam zdobyć 6 punktów. Bitwa na Villa Park była niezwykle frapująca za sprawą pojedynku Baros – Defoe. W ramach ich pojedynku najpierw trafił Baros, potem dwukrotnie Defoe, ale Baros nie pozostał w tyle i też trafił po raz drugi. Ostatecznie jednak Jermain ‘DEMON’ Defoe trafił po raz trzeci w 84’ i był to gol, który zadecydował o końcowym wyniku. Wygraliśmy 4-3, a poza wspomnianym snajperami po bramce zdobyli także: Daerden (AV) i Thiago (NUFC). Dwa kolejne zwycięstwa w lidze (So’ton i AV) wywindowały nas na 4 pozycję w Premiership. Zgodnie z przewidywaniami zakończył się także mecz z Portsmouth. Tym razem skończyło się na 2-0, kolejnym golu Defoe i awansie na 2 miejsce w tabeli. O dziwo znakomicie w tym sezonie radzi sobie Man City.

Jak zapowiedziałem, tak uczyniłem. Legia ogrywa najlepszą drużynę Europy ubiegłego sezonu na St. James’ Park (!). Wszyscy zastanawiają się, czy wysłać mnie do psychiatryka...


Nikt nie potraktował moich słów i konieczność sprawdzenia głębokich rezerw wobec długiego sezonu i przemęczenia niektórych zawodników pierwszego, drugiego i.... trzeciego składu :D. Nie ukrywam, że były też pewne obawy co do tego, czy tego typu eksperymentu nie odbiją się wkrótce na morale i formie zespołu, lecz czas pokazał, że były całkowicie bezpodstawne, gdyż po kolejnym meczu ligowym zajęliśmy po raz pierwszy w tym sezonie pozycję lidera!


Oczywiście w konsekwencji świetnej formy i wyników w lidze doczekaliśmy się wyróżnień za wrzesień.


W październiku zagramy pięć meczów, choć pierwszy dopiero 17 X i będzie to arcyważne spotkanie w Lidze Mistrzów z CSKA.

Przed CSKA moje obawy dotyczyły tylko jednego – by moje asy wróciły zdrowe do domu po meczach reprezentacyjnych. Na szczęście tym razem obeszło się bez przykrych raportów i do meczu z Rosjanami przystąpiliśmy prawie w najsilniejszym składzie. Ciekawy jest raport w meczu Anglików ze Szkotami. Wygrali dumni synowie chłodnego Albionu 2-0, a oba gole zdobyli zawodnicy NUFC!
W tych okolicznościach, mogliśmy sobie pozwolić na to, by zgnieść lekko przestraszonego rywala ostrym presingiem i tak na dobrą sprawę po pół godzinie było po sprawie. 3-0. Do tego dobra wiadomość nadeszła Edynburga, gdzie Legia bezbramkowo zremisowała z Hearts! Szansa na to, że „szatański” plan wypali stała się bardziej realna.

W lidze swoje mistrzowskie aspiracje potwierdzili zawodnicy Man City, którzy zdołali nas zatrzymać na swoim stadionie. Spowodowało to, że straciliśmy pozycję lidera, choć wierzę, że na krótko. Muszę przyznać, że 4 stracone gole w 9 meczach przez Man City robi wrażenie.

Udanie zainaugurowaliśmy Puchar Ligi, pewnie pokonując 4-1. Ciekawostką jest gol zdobyty przez Maćka. Co więcej, były reprezentant Polski miał okazję do zdobycia dwóch goli, ale minutę przed zdobyciem gola, spartaczył rzut karny. Mimo tego jego półgodzinny występ był lepszy od połówki wschodzącej gwiazdy NUFC – Kyle’a Blacka. Nasz Nowy Shearer co mecz zdobywa hattrick w kadrze U-18 (!). Ciekawe kiedy będzie tak pakował dla pierwszego zespołu. Na razie pewne jest tylko to, że nie jest na sprzedaż, choć zainteresowanych nie brakuje.

Zbliża się nasz rewanżowy mecz z CSKA. Z tej przyczyny zagraliśmy ligę z Evertonem trochę luźniej i niestety skończyło się 1-2, choć sprawiedliwszy byłby remis. Chwila nieuwagi w ostatniej minucie i stało się. Co tam jednak liga – tu zdążymy jeszcze zdobyć tyle punktów, że wystarczy do wygrania ligi. Co innego Liga Mistrzów, gdzie gramy za dwóch :D.

Powiem tak 1-0, to najniższy wymiar kary dla Rosjan. Zagraliśmy perfekcyjnie w defensywie, a gospodarze tak na dobrą sprawę dopiero w ostatnim kwadransie uzyskali wyraźną przewagę i to głównie dlatego, że zdecydowaliśmy się na kontratak. Muszę przyznać, że w drugiej połowie interesowałem się więcej, jak tam radzi sobie Legia z Hearts, bo po pierwszej połowie Polacy prowadzili 1-0. Dzięki Bogu wynik nie uległ zmianie przez co zespół polski i prowadzony przez polskiego menedżera są na czele grupy C (!).



Fulham jest ja k na razie bardzo słaby więc nie mogła nam się zdarzyć lepsza okazja na zdobycie kolejnych trzech punktów, by nadrobić stratę powstałą po pechowej porażce z Evertonem. Tak też się stało i kolejny raz wygraliśmy pewnie 2-0 wracając do trójki. Nadal jesteśmy nie do zatrzymania w Pucharze Ligi, choć niektórzy dublerzy rozczarowują. Zwycięstwo w IV rundzie nad Leeds zapewnił nam Cameron, a Kyle Black znów zagrał poniżej oczekiwań.



Zbliża się piąta seria spotkań w Lidze Mistrzów. Teoretycznie możemy sobie razem z Legią zapewnić awans, ale my musielibyśmy pokonać Hearts, a Legia CSKA w Moskwie, co jednak wydaje się nierealne. Choćby mając na uwadze porażkę 0-2 z pierwszej serii.

Grając składem niewiele odbiegającym od tego, który pokonał Leeds w Pucharze Ligi, łatwo rozprawiliśmy się z Hearts 4-0. Cieszy gol zdobyty przez Kyle’a Blacka, ale martwi to, że w 68 minucie musiał opuścić boisko i na razie nie wiadomo ile potrwa jego przerwa. Teraz nasłuchuję wieści z Moskwy i jestem w kompletnym szoku. Legia pokonała CSKA!!!


Legia i NUFC grają dalej! Mogę nawet zmłócić Legię w Warszawie! Kto by się tego spodziewał. Widać sukces na St. James’ Park dodał mistrzom Polski wiary we własne możliwości.

Wobec takiego obrotu sprawy, postanowiliśmy się teraz ostrzej zabrać za ligę. Co jednak z tego, skoro w Watford nie uznano nam dwóch goli i skończyło się 0-0. Po meczu powiedziałem co nieco i teraz w meczu z Reading zespół będzie musiał prowadzić mój asystent. Trzeba przyznać, że Oleg wywiązał się ze swojego zadania wyśmienicie, gdyż od 45 minuty graliśmy w dziesiątkę, a mimo tego udało się nam wygrać z niewygodnym przeciwnikiem 2-1, ponownie wracając na 3 miejsce w tabeli.
Wydawało się także, że 3 punkty na Leeds to czysta formalność, ale nic z tych rzeczy. Leeds zagrali praktycznie to samo co w niedawnym meczu Pucharu Ligi. My wyszliśmy znacznie mocniejszym składem, ale raziliśmy skutecznością. To co wyprawiał Defoe (9 strzałów, 2 celne) woła o pomstę do nieba. Praktycznie w każdym meczu mamy przewagę, ale gdy będziemy tak nieskuteczni, to nie ma co marzyć o tytule. Z Leeds skończyło się 0-0 i jedyne co cieszy to fakt, że najważniejsi rywale nie potrafią wykorzystać naszej niefrasobliwości i także tracą punkty.

Listopad nie był dla nas zbyt udany w lidze, ale w comiesięcznym plebiscycie doceniony został Thiago, który uznany został najlepszym młodym piłkarzem miesiąca.



Grudzień będzie bardzo ważnym miesiącem dla NUFC. Przyjdzie nam bowiem zmierzyć się w Klubowych Mistrzostwach Świata, co oznacza kolejną szansę na trofeum. Do tego dojdą trzy arcyciężkie mecze tuż po KMŚ. Najpierw zagramy z Man City w ćwierćfinale Pucharu Ligi, a potem dwa mecze ligowe, w których przeciwnikami będą Chelsea i Liverpool. Nie obejdzie się bez rotacji przy tylu meczach, co oznacza, że konieczne jest utrzymanie możliwie jak najwyższej formy u jak największej liczby zawodników.

Jak powiedziałem – tak uczyniłem. Z Gabrielem Alonso i Silvą w wyjściowej jedenastce pojechaliśmy na Blackburn, a młodziutki Brazylijczyk odstawił taką sambę, że gospodarze jeszcze długo ją popamiętają. Wynik 3-1 dla nas ustaliliśmy już do przerwy i było w sumie wiadomo, że jest już po meczu, bo gospodarze przy stanie 2-1 dla nas stracili zawodnika i nie wyobrażał sobie nikt, by byli w stanie jeszcze coś w tym meczu zmienić. Była świetna okazja, by przełamał się ostatnio nieskuteczny Defoe, ale nic z tego. Niektórzy złośliwcy zaczynają mu już liczyć minuty bez gola.



5 grudnia dokończyliśmy grupową fazę Ligi Mistrzów i tak jak należało się tego spodziewać pokonaliśmy Legię w Warszawie 3-1. Gospodarze wprawdzie prowadzili od 3 minuty, ale potem obudził się DEMON, poprawił Silva i drugi mecz po rząd wygraliśmy 3-1.


W tym samym czasie trzy wielkie firmy angielskiej Premiership grały dla nas. Liverpool, Arsenal i Man Utd przegrały swoje mecze ligowe (!)



Wiadomo było, że w pierwszym meczu KMŚ z Auckland City będę sobie mógł pozwolić na grę dublerami, lecz nikt nie sądził, że sięgnę aż tak głęboko. Gwiazdą pierwszej linii okazał się Fabrizio Miccoli, który ustrzelił hattrick, a mógł nawet pokusić się o jeszcze jednego gola.


Byli tacy, którzy liczyli, że w finale będą emocje, ale tak się jednak nie stało o czym świadczy poniższy obrazek. Po meczu, w którym mieliśmy miażdżącą przewagę, zdobyliśmy Klubowy Puchar Świata!!!.



Powrót z dalekich wojaży mógł się skończyć pożegnaniem z Pucharem Ligi. Za sprawą Taylora i Ustariego tak się jednak nie stało, choć gospodarze postawili poprzeczkę bardzo wysoko. Gdy się ciągnie wszystkie sroki za ogon potrzeba czasem trochę szczęścia i my je mieliśmy tym razem na City.


Nasza forma po światowych wojażach pozostawia jednak wiele do życzenia i obawiam się, czy w meczu z The Reds szczęście nam wystarczy.

Przyjechał Liverpool i nie było ani szczęścia ani punktów. Zaczęło się od przypadkowego gola Pandeva (17’), a potem wykluczenia Thiago (51’) i było po sprawie. Mieliśmy swoje okazje, ale znów nieskuteczny był Defoe. Niezłą zmianę dał mu Ruben ‘DETONATOR’ Ramos, ale też brakło mu trochę szczęścia w ostatnim kwadransie. Dobił nas Nani i skończyło się 0-2.

Przed meczem z Chelsea pewne było, że w ataku musi zagrać Ruben Ramos. Dylemat dotyczył natomiast tego z kim ma grać Hiszpan. Kandydatów dwóch: Defoe – Silva i ostatecznie padło na naszego asa. Ten tym razem gola nie zdobył, ale zaliczył asystę przy jednym z dwóch goli DETONATORa, który odstawił nieprawdopodobny koncert. Lider sam sobie strzelił gola i skończyło się niespodziewanym 3-0. Dwie asysty zaliczyli środkowi pomocnicy (Kallstrom, Schwarz), którzy zdominowali środek pola.


Do Chelsea tracimy kilka punktów, ale mamy też dwa mecze rozegrane mniej, więc nie jest źle. W drugiej części będzie mniej meczów do rozegrania, więc wierzymy cały czas w końcowy sukces. Rok 2012 zakończyliśmy zwycięstwem nad West Ham 2-1 w Londynie.


Sypnęło także wyróżnieniami dla trzech zawodników NUFC.



Sytuacja z napastnikami wygląda naprawdę ciekawie. W dobrej formie jest Ruben Ramos, który po przybyciu Brazylijczyków miał prawo obawiać się o miejsce na... ławce rezerwowych. Z dójki Brazylijczyków (Soares, Silva) zdecydowanie szybciej zaaklimatyzował się ten drugi – młodszy. Do tego skuteczność z poprzednich sezonów i początku bieżącego zatracił Defoe i kto by pomyślał, że nadejdzie czas, że jego miejsce w wyjściowej jedenastce stanie się zagrożone.

W Nowy Rok gol Silvy dał nam 3 punkty w meczu z Preston.


Nasz dystans do Chelsea zmalał do 2 punktów, gdyż Londyńczycy kontynuują serię meczów bez zwycięstwa. Lideruje obecnie solidny od początku sezonu Man City. Forma Silvy znalazła uznanie działaczy Liverpoolu, którzy zdecydowali się złożyć niemałą ofertę za tego 19-latka.


Oczywiście odrzuciłem ofertę, bo pieniądze są mi teraz niepotrzebne, lecz mocny i zgrany zespół.

Silva okazał się zdobywcą jedynego gola w meczu z Blackburn, tym razem w ramach III rundy Pucharu Anglii. Podchodzimy tym razem poważnie do wszystkich rozgrywek i stąd wystawiłem prawie najmocniejszą jedenastkę. Tak samo będzie także w kolejnym pucharowym meczu – pierwszym meczu półfinałowym o Puchar Ligi. Nie może być inaczej, skoro naszym przeciwnikiem ponownie londyńska Chelsea. Z dublerów zagrali tylko: Morley (etatowy bramkarz drużyny młodzieżowej), Grek (do niedawna podstawowy lewy obrońca), O’Shea (idealny, uniwersalny rezerwowy obrońca), Chiarelli oraz wielka nadzieja Kyle Black. W związku z występem Chiarellego do ataku przesunięty został Nimani. Wystawiając niedoświadczonego Blacka, musiałem znacznie wzmocnić pierwszą linię, więc rzuciłem to, co mam najlepszego = Nimaniego. Do tego na prawej obronie kontuzjowanego Gudde zastąpi Andreolli.

Walka trwała przez niecałą godzinę. Szalał Nimani (2 gole + asysta), ośmieszał przeciwników Rosina. Goście w odróżnieniu od meczu ligowego zdołali jednak zdobyć gola i skończyło się 3-1.


Wydaje się, że awans do finału jest blisko, choć porażka 0-2 w rewanżu z takim zespołem jak Chelsea jest możliwa przy zbiegu niekorzystnych okoliczności.

Bez Defoe poradziliśmy sobie z So’ton 2-1, co jest równoznaczne z trzema punktami i zrównaniem się w tabeli punktowo z Chelsea.


Man City siedem punktów z przodu, ale oni mają aż cztery mecze rozegrane więcej do nas. Sytuacja wygląda zatem całkiem dobrze. Jeden z tych meczów zaległych rozegraliśmy na St. James’ Park podejmując Arsenal. Ponownie w ataku Ruben Ramos z Silvą, ale to nie moi napastnicy byli pierwszoplanowymi postaciami tego meczu. Po kwadransie nieoczekiwanie jest 0-2 (Reyes, Toure), choć mecz ma przebieg... wyrównany(!) Tuż przed przerwą wyborny Rosina wymanewrował obronę gości, a Ruben Ramos trafił praktycznie do pustej bramki zdobywając kontaktowego gola. W drugiej połowie rzuciliśmy się na Arsenal, ale bez efektów. Nie mam za bardzo kogo wprowadzić, bo sypnęło urazami wśród napastników. Choćby Defoe nie gra tym razem z uwagi na kontuzję, ale gdyby był zdrowy znalazłby się co najwyżej na ławce. Trochę za mało miałem atutów na ten mecz, więc mimo dzielnej postawy Ruben Ramosa i Rosiny , skończyło się 1-2. Mamy jednak kolejny raz dobre wieści z innych boisk, gdyż Chelsea poległa w Liverpoolu 0-1 z Evertonem, więc wciąż mamy tyle samo punktów
co drudzy Londyńczycy.

Przed naszym trzecim meczem w ciągu miesiąca z Chelsea, gramy z AV. Diego rzadko dotąd grał w wyjściowej jedenastce po przybyciu Nimaniego, ale tym razem dostał szansę, gdyż Francuz znów znalazł się w pierwszej linii razem z Silvą. Na ławce Defoe z Rubenem Ramosem. Nimani znów nie zawiódł i jego gol z 4 minuty dał nam spokojny mecz. Asystował najlepszy na boisku Diego. Ciekawy to był mecz, bo w 73 minucie pojawili się Defoe z Rubenem Ramosem i ten drugi podwyższył na 2-0 w 79’ po akcji tego pierwszego ze zmienników. Goście zdołali zdobyć kontaktowego gola w 84’, ale na nic więcej nie było ich stać. Chelsea tez wygrała, ale poległ Man City w Londynie z Fulham, co jest sporą niespodzianką. Wciąż jesteśmy na trzecim miejscu, choć coraz bliżej mamy do szpicy.

Rewanż z Chelsea był wyjątkowo nudnym widowiskiem. Z upływem czasu liczyłem tylko na to, że wreszcie gola zdobędzie Defoe. Tak się jednak nie stało i mecz zakończył się wynikiem bezbramkowym. Mamy finał Pucharu Ligi, gdzie naszym przeciwnikiem będzie Arsenal.

Sytuacja z Defoe wygląda tak, że już sam zawodnik martwi się o swoją strzelecką formę.


Podoba mi się profesjonalizm DEMONA, bo do kolejnego meczu z Evertonem podszedł niezwykle skoncentrowany. Everton wygrał na St. James’ Park, więc mieliśmy dodatkowy powód by wygrać ten mecz. Defoe przełamał w końcu swoją niemoc, otwierając wynik w 20 minucie. Chwilę potem poprawił Silva, a trzeciego gola zdobył rezerwowy tym razem Ruben Ramos. Mogę być w końcu zadowolony z formy napastników.



Wygląda na to, że wszystko zaczyna wracać do takiej normy, jakiej bym sobie życzył. Styczeń kończymy meczem hokeja w Portsmouth. Wygląda na to, że formę odnalazł Defoe, bo wygraliśmy głównie dzięki niemu. Cieszy także to, że w końcu przeskoczyliśmy Chelsea w tabeli. Man City mamy na wyciągnięcie dłoni, pamiętając o dwóch meczach rozegranych mniej od lidera (i trzeciej Chelsea także). Jak co miesiąc zaliczyliśmy kolejne wyróżnienia w comiesięcznych plebiscytach.


Dublerzy nie bez problemu poradzili sobie z Cardiff (1-0, gol Gabriela Alonso), ale z Kogutami pewnie nie pójdzie nam tak łatwo. Napięty terminarz spowodował, że 9 i 13 lutego zagramy dwa mecze ligowe z Tottenhamem. Najpierw wyjazd, potem dom.

Mecz na White Hart Lane stał się trudny od 44 minuty, gdy z murawy wyleciał Gudde. Na szczęście już wówczas prowadziliśmy po golu Silvy. Czerwona kartka wymusiła na nas grę z kontry i po jednej z nich oko w oko z Robinsonem znalazł się Rosina. Bramkarz Kogutów ściął Włocha w szesnastce i musiało się skończyć rzutem karnym. Pewnie wykorzystał go sam poszkodowany. Gospodarze rozczarowali, co bynajmniej wcale mnie nie martwi przed meczem na St. James’ Park. Kolejna znakomita wiadomość przyszła z Manchesteru, gdzie City potknęli się na Reading. To oznacza ni mniej ni więcej, jak lidera dla NUFC plus trzy mecze w zapasie! zanim przyjdzie nam jednak zacząć powiększać tę przewagę w meczu z Evertonem, musimy trochę „popucharzyć”, a będzie tak:
· V runda Pucharu Anglii ze Scunthorpe,
· Liga Mistrzów z Bayertnem Monachium, który już w tym sezonie puknęliśmy w Superpucharze Europy,
· Finał Pucharu Ligi z Arsenalem.

Trzeci skład nie spisał się ze Scunthorpe (1-1, gol Kyle’a Blacka) i niefajnie zaczął się ten serial pucharowy. Kto by pomyślałem, ze trzeba będzie powtarzać takich patafianów.
Do Monachium pojechała oczywiście cała armada. Pojechała po co najmniej bramkowy remis. Ciekawiło mnie też, jak poradzi sobie Legia z Galatasaray.

Niespodzianką było wyjście w pierwszym składzie Soaresa, ale Brazylijczyk pograł sobie tylko 50 minut, gdyż niemiłosiernie obity w starciu z Taylkorem (!) musiał zejść, by nie osłabiać nadto naszej siły rażenia. Zejść musiał także Taylor, ale tutaj także nie było problemu ze zmiennikiem. Kwadrans przed końcem trzeba było zmienić także tragicznego Defoe (6 strzałów, 0 celnych). Wszyscy zmiennicy zagrali dobrze a jeden z nich (Ruben Ramos) dał nam w 79 minucie prowadzenie, wkrótce podwyższone na 2-0 przez Nimaniego, który był klasą dla samego siebie w tym meczu. W tych okolicznościach nie będzie przesadą, gdy powiem, że będziemy grali dalej w tych rozgrywkach.
Wszystkie znaki na niebie wskazują, że nadal grać będzie także warszawska Legia, która rozprawiła się z Galatasaray 4-1!!! Szok, totalny szok nad Wisłą. Cztery gole Wiśniewskiego do przerwy!!! Co za mecz!!!

Do meczu o kolejne trofeum, Puchar Ligi, przystąpiliśmy z trzema zmianami w wyjściowej jedenastce. Poobijanych w Monachium Taylkora i Soaresa zastąpili Maduro i Ruben Ramos, a za chorego Gudde zagrał O’Shea.
Pierwsze 45 minut okazały się jednak koszmarem nie do opowiedzenia. Wszystkie siły ciemności sprzysięgły się przeciwko nam. Najpierw praktycznie niezawodny dotąd Mancienne dał się dwukrotnie ograć Carlosowi Veli (12, 39), co skutkowało stratą bramek, a jakby tego było mało, Thiago do 38’ zdołał dwukrotnie zasłużyć na żółtko co oznaczało w efekcie grę w osłabieniu przez ponad połowę meczu i to finałowego! Dodać należy, że Arsenal nie miał nawet optycznej przewagi, lecz był piekielnie skuteczny. Zdecydowałem jednak, że zmiany zrobię dopiero od 60 minuty i ostatnie 30 minut zagramy va banque.

Tymczasem od 55’ jest tylko 2-1 dla Arsenalu, gdyż gola zdobył Gabriel Alonso po akcji Nimaniego. Za słabego Kallstroma wprowadziłem wirtuoza Rosinę (61’). Zarządziłem atak środkiem i udało nam się uzyskać przewagę, ale niestety – bez efektu bramkowego. W 81’ podwójna zmiana: Evandro za słabego Welkampa oraz Silva za tragicznego Defoe.
Po chwili mamy kopię akcji z 55’: Nimani podaje, a schodzący do środka i zamykający akcję z prawej strony Gabriel Alonso strzela nie do obrony! Szok i jest 2-2!
To j3ednak nie koniec, bo minutę przed końcem Hiszpan rewanżuje się Francuzowi i ten także nie marnuje okazji!!! Co się dzieje!? Jak to możliwe!? Jest 3-2 dla NUFC!!! Sam w to nie wierzę, ale tablica świetlna pokazuje wyraźnie przy NUFC cyfrę „3”. Londyńczycy rzucają się do desperackiego ataku, przechodząc na ustawienie 2-3-5. Nic im to jednak nie dało. To jest hit! Po niesamowitym meczu , zdobywamy Puchar Ligi!


Zawodnikiem meczu mógł być tylko ktoś z dwójki Nimani – Gabriel Alonso. Ostatecznie został nim Francuz.

Na szczęście teraz powtórka ze Scunthorpe, bo muszę dać odsapnąć kluczowym zawodnikom. Tym razem nie było sensacji gładko wygraliśmy 2-0 awansując do VI rundy po golach Diego i Camerona. Kolejnym naszym przeciwnikiem będzie... Chelsea. Znowu!? To już jest jakaś paranoja!?
Nie był w stanie się nam przeciwstawić także Everton, gdyż po akcjach Defoe i Gabriela Alonso gole zdobyli Taylor i Soares, co wystarczyło do zgarnięcia trzech punktów. Zagraliśmy w tym meczu na 80%, bo wraca Liga Mistrzów. Choć sądzę, że mecz z Bayernem będzie tylko formalnością po 2-0 w Monachium, to jednak nie wolno nam lekceważyć nikogo i nigdy.

Mimo tego zdecydowałem się postawić na paru dublerów i nie zawiodłem się. Pokonaliśmy Bawarczyków drugi raz, choć tym razem tylko 1-0. Nie zawiodła także Legia remisując 1-1 w Turcji.


O ile nasza przygoda z Ligą Mistrzów na Romie nie powinna się skończyć, o tyle ćwierćfinał Ligi Mistrzów będzie maksimum możliwości dla Legii.



Chelsea nie ma do nas szczęścia w tym sezonie. Z trójką Brazylijczyków w składzie (Thiago, Soares, Silva) okazaliśmy się ponownie poza zasięgiem klubu ze Stamford Bridge i kolejny raz udało nam się zdobyć trzy gole. Mancienne z Taylorem nie pozwolili napastnikom gości na absolutnie nic. Łupem bramkowym podzielili się tym razem coraz skuteczniejszy Soares, utrzymujący się w znakomitej formie Gabriel Alonso (wygryzł Quaresmę ze składu!) oraz wreszcie pokazujący pełnię swoich możliwości Rosina, który wygrywa rywalizację z Kallstromem.

Nie mogliśmy sobie wyobrazić lepszego momentu na rozprawienie się z Man City, a jednak tym razem szczęście nas opuściło. Zaczęło się od kontuzji Gabriela Alonso, potem goście wyszli na prowadzenie, które udało nam się zniwelować golem Defoe, który znów trafił po długiej przerwie. Po przerwie gol Rosiny wydawał się nam zapewniać 3 punkty, lecz tragiczny błąd defensywy w 75’ sprawił, ze skończyło się podziałem punktów.


Defoe – jak widać – ostatnio strzela gola co kilka godzin.


Mimo znakomitego początku sezonu, jest jednym z jego największych rozczarować w naszym zespole. Pojawiają się nawet głosy, by rozważyć pobycie się go z drużyny póki nie jest za stary. Traktuję jednak te głosy jako kompletnie niedorzeczne.

Po zwycięstwie 2-0 nad Fulham w 30 kolejce czujemy się praktycznie mistrzami Anglii. Nie widzę ekipy, która mogłaby nam zagrozić jeszcze w tym sezonie. Na 8 kolejek przed końcem mamy 2 punkty przewagi nad Chelsea mimo dwóch meczów rozegranych mniej. Do tego gramy dobrze, a Chelsea z trudem wygrywa jak choćby ostatnio z Portsmouth. Niektórym z tego wszystkiego w głowach chyba się poprzewracało, bo Maciek chyba za bardzo zabalował przed poniższą wypowiedzią dla prasy.



Graliśmy dwa mecze ligowe pod rząd z Tottenhamem, możemy zagrać i z Charlton. Potraktowałem je trochę jako test-mecze, a najlepszym dowodem na to fakt, że w pierwszym, wygranym 1-0 na St. James’ Park zwycięskiego gola zdobył Miccoli.
W rewanżu nie poszło nam tak łatwo i mimo mocniejszego składu tylko zremisowaliśmy 0-0. Na nasze szczęście był to remis bez większych konsekwencji, gdyż Chelsea nie dała rady w Cardiff tym razem tracąc gola w 90 minucie. Po częściowym odrobieniu zaległości nasza przewaga w tabeli wynosi 5 punktów.
Nasza postawa znalazła swoje odzwierciedlenie w plebiscycie.



Roma przystąpiła do meczu z nami chyba bez wiary w końcowy sukces. Po kwadransie było bowiem 2-0 dla nas, a po godzinie było już po meczu. Roma na kolanach – bez dwóch zdań.


Nikt nie ma wątpliwości, że był to nasz najlepszy mecz w sezonie jak dotąd, a Ruben Ramos zagrał mecz życia. Czujemy się już półfinalistami i chyba nie ma się co dziwić.

Zetknięcie z Rubenem Ramosem okazało się bolesne także dla Reading...



Natomiast w rewanżu z Romą mogłem sobie pozwolić na eksperymenty i pozwoliłem sobie. Gol Rosiny wystarczył do remisu 1-1 i spokojnego awansu do półfinału, gdzie nie spotkamy już jednak Legii.


Zagramy natomiast z Valencią, która będzie na pewno wymagającym przeciwnikiem.


Teraz jednak frapuje nas półfinał z Aston Villą w Pucharze Anglii. Jesteśmy faworytami, ale tak to już jest, że nie zawsze faworyt wygrywa. Jednak dość szybko wychodzimy na prowadzenie (10’ Rosina). Co z tego, skoro 9 minut później do naszej siatki trafia Ridgewell. Mija 120 sekund i znów prowadzimy (Ruben Ramos), ale nie na długo: Owen w 30’ trafia na 2-2. Tuż po przerwie gdy trafił aktywny Defoe wydawało się, że jest po sprawie. Nic z tych rzeczy – obudził się Baros i jest znów remis w 58’. Tuż przed gwizdkiem kończącym regulaminowe 90 minut murawę na noszach opuszcza Defoe. Na szczęście nie wykorzystałem wszystkich zmian. Mimo zmęczenia zaryzykował w dogrywce trochę presingu i opłaciło się! Rezerwowy Schwarz i niezawodny Nimani zapewnili nam w końcu zwycięstwo 5-3! W finale zagramy z... Reading, co oznacza, że niektórzy już dziś twierdzą, że PA mamy w kieszeni. Szczerze powiedziawszy sam się do nich zaliczam.

Zgodnie z tym czego należało się spodziewać, uraz Defoe jest poważny i wygląda na to, że straciliśmy go do końca sezonu.



W lidze chcemy jak najszybciej zapewnić sobie tytuł. Boleśnie przekonał się o tym Watford, a potem Blackburn. W tym drugim wypadku pozwoliłem sobie na nie lada ekstrawagancję, wystawiając w wyjściowej jedenastce Maćka Żurawskiego!!!.

Z Valencią skończyły się jednak żarty. U siebie strzeliliśmy tylko jednego gola, ale najważniejsze, że zachowaliśmy czyste konto. Hiszpanie będą jednak u siebie groźniejsi i nasze szanse na awans oceniam tylko (aż?) na 60%. Wiele będzie zależało od indywidualności (Ustari, Nimani). Do rewanżu czeka nas mecz ligowy z Arsernalem. Na szczęście nasza sytuacja w tabeli pozwala nam oszczędzić siły na rewanż w Valencii kosztem nawet utraty punktów w Londynie.
Tak też się stało i mimo wyrównanego meczu polegliśmy 1-2.


Honorowego gola zdobył dla nas Soares, który w końcówce sezonu jest bardzo skuteczny. Zresztą spośród naszych przedsezonowych nabytków nie tylko Soares pokazuje klasę. Świadczą o tym choćby wyróżnienia za kwiecień dla Mancienne oraz Schwarza.



Do rewanżu z Valencią przystąpiliśmy w dobrych nastrojach. Cel był jeden – zdobyć gola i kontrować. Valencia jednak skutecznie zabezpieczyła tyły, praktycznie betonując środek pola. Mieliśmy więcej swobody na skrzydłach, lecz okazało się, że nie mam ludzi, którzy potrafiliby to wykorzystać. Na lewej flance nie najlepiej radził sobie Rosina, ale o to kiepska postawa Gabriela Alonso na prawej była dla mnie zaskoczeniem. Nimani zaczął tym razem w ataku z Soaresem. Tymczasem w 19 minucie Valencia odrabia straty. Od połowy pierwszej połowy uzyskujemy przewagę, ale nie udaje nam się jej przekuć na gola. W przerwie dokonuję zmiany – za Schwarza wchodzi Ruben Ramos. Nie to, by Niemiec kiepsko radził sobie w środku, ale celem tej zmiany było przesunięcie Nimaniego na lewą pomoc. Miejsce Francuza zajął Hiszpan, a Rosina z lewej flanki przeszedł do środka. Ku radości kibiców gospodarzy, tuż po wznowieniu jest 2-0! Nie muszę chyba mówić co to oznacza. Co więcej, między 46 a 55 minutą Valencia ma trzy kolejne okazje i tylko cudowne parady Ustariego ratują nas przed klęską. Jesteśmy w totalny odwrocie. Od 65 minuty jednak gospodarze opadają z sił. Decyduję się na presing i podjęcia walki w środku. Skrzydłowi mają schodzić do środka, więcej uderzamy też z dystansu. Potrzebujemy tylko jednego gola w końcu. Czas mija... 68... 69... 70..., a gol nie chce paść. Uzyskujemy jednak przewagę. 71..., 72..., 73..., 74.... Nic nam nie idzie, choć coraz łatwiej przedostajemy się pod bramkę gospodarzy. W 75 minucie na indywidualną akcję zdecydował się Rosina i mieliśmy powrót z finału Ligi Mistrzów: bomba! – gol! Jeeeest! Odetchnąłem z ulgą, bo kiepsko to wyglądało od początku drugiej połowy. W końcówce gospodarze próbują coś jeszcze zawalczyć, ale my tez nie cofamy się. Dopiero na ostatnie pięć minut decydujemy się na kontrataki – wchodzą Chiarelli i Silva. Właśnie ta dwójka dublerów w 88 minucie definitywnie przesądziła o losach dwumeczu: 2-2 i nie wiem, co by się musiało stać byśmy mogli nie znaleźć się w finale. Wrzuciłem na luz... dojechaliśmy!



W finale powtórka sprzed roku!!!



Wycieńczeni meczem z Valencią, mamy okazję do tego, by w zbliżającym się meczu ligowym przypieczętować zdobycie tytułu mistrzowskiego. Jest jednak pewien problem: poza tym, że jesteśmy wykończeni, naszym przeciwnikiem będzie Man Utd, z którymi musimy zagrać jeszcze dwukrotnie.

Z Man Utd odpoczną Mancienne, Nimani, Rosina, Gabriel Alonso, Thiago.


Przystąpiliśmy do tego meczu jednak wyjątkowo zdeterminowani i było to widać, gdy w 5 minucie wyszliśmy na prowadzenie (Soares !!!). Muszę przyznać, że zawodnicy, którzy zastąpili tych kilku podstawowych zawodników, zaskoczyli także mnie. Na flankach Quaresma i Chiarelli radzą sobie całkiem przyzwoicie. Nasza defensywa nie pozwala gościom praktycznie na nic. Po przerwie, już z Nimanim w składzie, Man Utd zostaje dobity. Po akcji Welkampa trafił najpierw Schwarz, a w 64 minucie wszyscy zaczęli śpiewać „we are the champions”, gdy na 3-0 podwyższył Nimani. Goście praktycznie nie zdołali zaistnieć. Mistrzostwo NUFC w wielkim stylu!!!


Wkrótce Man Utd udanie nam się zrewanżował na Old Trafford, wygrywając 2-0, ale dla nas był to już mecz bez znaczenia. Jako mistrzowie zdołaliśmy jeszcze wygrać 1-0 w Leeds (Nimani) oraz w Liverpoolu.


Pożegnanie sezonu ligowego było zatem dość udane. Koniec sezonu ligowego nie oznacza bynajmniej końca sezonu dla NUFC, gdyż w kolejce czekają jeszcze dwa trofea: 18 V finał Puchar Anglii z Reading oraz cztery dni później finał Ligi Mistrzów z Chelsea, którą w tym sezonie klepaliśmy regularnie. Zanim jednak o tych meczach końcowe statystyki Premiership.








Dwa dni przed finałem Pucharu Anglii Maciek Żurawski zdecydował się oznajmić, iż zamierza definitywnie zawiesić buty na kołku.


Doszedłem wówczas do wniosku, że dam mu zagrać w finale Pucharu Anglii i to w parze z jego ziomasem, gdy stanowili o sile ataku NUFC. Mowa oczywiście o Fabrizio Miccolim. Na tyłach i w drugiej linii jesteśmy na tyle potężni, że mogę sobie pozwolić na taką fanaberię w ataku. Zresztą Soares będzie czekał w pogotowiu, gdyby któryś z dziadków-napastników miał nawalić lub się połamać. Ta nonszalancja przez godzinę okazywała się zabójcza dla nas, bo Reading od 6 minuty prowadziło. Nie dokonywałem jednak żadnych ruchów, bo przewagę mieliśmy zdecydowaną i wydawało się tylko kwestią czasu, kiedy padną dla nas gole. Tak też się stało i – ostatecznie – spokojnie wygraliśmy 3-1. Szkoda tylko, że bramek w tym meczu nie strzelali napastnicy, ale dla nich sukcesem jest zapewne rozegranie pełnych 90 minut w finale prestiżowych rozgrywek.


Fenomenalny Nimani bije kolejne rekordy...



Przed finałem Ligi Mistrzów wygląda na to, że jesteśmy w lepszej sytuacji. U nas kontuzjowany jest tylko Defoe, który być może i tak nie zagrałby w finale. w Chelsea kontuzjowanych jest aż trzech zawodników.


Wyjściowe składy były dość przewidywalne.


Niepewność u nas dotyczyła tylko lewej strony, gdyż nie byłem do końca pewien, gdzie ustawić Nimaniego. Ostatecznie jednak zagrał w drugiej linii, więc parę napastników tworzyli Brazylijczycy Si-So. Fachowcy nie potrafią wskazać faworyta...


Po 45 minutach jednak trudno mieć wątpliwości co do tego, kto może ten mecz wygrać...


Od 57 minuty sytuacja jednak się znacznie komplikuje, gdy nerwy puściły Gabrielowi Alonso. Przez głupotę Hiszpana będzie ostatnie pół godziny grać w dziesiątkę. Na dodatek drugą połowę Chelsea zaczęła dość udanie i przekonaliśmy się dość szybko, że mecz nie jest jeszcze rozstrzygnięty. Bojinov zdobywa kontaktowego gola w 68 minucie, więc Chelsea ma jeszcze sporo czasu na wyrównanie. Nie ma sensu podejmować walki, bo przewaga jednego zawodnika przy takim poziomie drużyn, to bardzo dużo. Stąd decyduję się na zdecydowane przejście do obrony.
Okazało się to dobrym pomysłem, bo nasi rywale choć uzyskali przewagę w polu, to jednak nie stwarzali wielu dogodnych okazji. Do 91 minuty. Wówczas po rzucie rożnym Matias Fernandez uprzedził Mancienne i wyrównał na 2-2!!! Dramat NUFC!!! Będziemy dogrywać i w tym momencie oddałbym wiele za rzuty karne. Mancienne został zmieniony przez Maduro. Całe szczęście, że zostawiłem sobie możliwość dokonania jednej zmiany, bo reprezentant Anglii z upływem czasu był coraz słabszy.
W pierwszej połowie dogrywki – na szczęście – nie wydarzyło się praktycznie kompletnie nic. W drugiej części Chelsea zaryzykowała, ale Bojinov dwukrotnie został powstrzymany – najpierw przez Ustariego, a następnie przez Taylora. Jednak karne!
Kto na siłach, by walić? - pytam. Oczywiście Rosina, Nimami i DETONATOR. Z pozostałymi dwoma mam problem. Ostatecznie postawiłem na Niemca Schwarza, który – mam nadzieję – że przedziurawi siatkę oraz Kallstroma dysponującego równie mocnym strzałem.
Tymczasem w pierwszej serii Rosina przekombinował i przegrywamy 0-1. W drugiej serii Joe Cole zrobił to, co Rosina chwilę wcześniej. Uderzył jak na przedszkolnym festynie i Ustari nie miał problemów ze złapaniem piłki, a Schwarz - zgodnie z przewidywaniami - rozwalił siatkę, więc wracamy do gry! Trzecia seria, to największe asy: Bojinov – gol!, Nimani – gol!. W czwartej serii DETONATOR zdetonował jak należy, podobnie jak chwilę wcześniej John Terry, lecz z tą różnicą, że piłkarz Chelsea wystrzelił pocisk prosto w niebo!!! W piątej serii Dia musi zatem trafić i trafił. Emocje sięgają zenitu, bo jeżeli trafi Kallstrom wygramy finał Ligi Mistrzów. Trafił!!!! Biało-czarne szaleństwo na Santiago Bernabeu!!!. NUFC WYGRYWA WSZYSTKO W SEZONIE 2012/13!!!


Najlepszym piłkarzem Ligi Mistrzów wybrano tym razem Bułgara Bojinova, który mógł wygrać Ligę Mistrzów dla Chelsea, a królem strzelców tych rozgrywek został... Piotrek Wiśniewski z Legii Warszawa!!! Cztery gole w meczu z Galatasaray zrobiły zatem swoje.
Jedenastka marzeń Ligi Mistrzów.



W ten sposób zakończył się SEZON MARZENIE dla NUFC, w którym rozegraliśmy aż 69 meczów!.



Statystyki indywidualne poszczególnych zawodników wyglądają nastęująco:
Wg wartości rynkowej:


Wg średniej ocen:



Mimo znakomitego sezonu jesteśmy na razie trzecim klubem Europy biorąc pod uwagę wyniki w pięciu ostatnich latach.


Widać jednak, że wszystko idzie ku dobremu. Dwójka naszych nowych nabytków uznana została za najlepsze transfery minionego sezonu.


Kasy z końcem sezonu oczywiście nie brakuje...


... a Maciek Żurawski postanowił kontynuować swoją pracę w NUFC w roli trenera.


Słowa kluczowe: BARTOSH! Newcastle NUFC opowiadanie

Zobacz także

  • Kategoria
  • Tytuł materiału
  • Autor
  • Kiedy

INFORMACJE o TEKŚCIE

Historie

NUFC cz. 12: Nowa era

@BARTOSH!, 03.06.2007 13:02, czytano: 21949 razy

+23

REKLAMA

Zobacz także

WYSZUKIWARKA

Reklama

FM REVOLUTION - OFICJALNA STRONA SERII FOOTBALL MANAGER W POLSCE
Największa polska społeczność Ponad 70 tysięcy zarejestrowanych użytkowników nie może się mylić!
Polska Liga Update 2016 Jedyny w Polsce dodatek do FM 2016 umożliwiający grę w II, III, IV oraz V lidze!
FM Revolution Cut-Out Megapack Największy, w pełni dostępny zestaw zdjęć piłkarzy do Football Managera.
FM 2016 Revolution Update Aktualizacje składów do FM 2016, ze szczególną myślą o polskich graczach.
Talenty do FM 2016 Znajdziesz u nas ponad 300 nazwisk wonderkidów. Sprawdź je wszystkie!
FM 2017 - co już o nim wiemy? Pierwsze spekulacje i przecieki na temat nowej gry Sports Interactive.
Copyright © 2002-2017 by FM Revolution