ARTYKUŁY

- Na Edwood jest potrzebny nowy menedżer – powiedział chłodno John, czterdziestoletni prezes klubu Rovers.
- Mam plan, możemy spokojnie zakwalifikować się do…
- Odchodzisz – przerwał stanowczo prezes – Poszukamy zastępcy. – John popatrzył w notes – Tak… Jest paru kandydatów… - zwolniony szkoleniowiec popatrzył krzywo na Williamsa.
- Oni?! Przecież żaden z nich nie ma doświadczenia… - powiedział nie kryjąc zażenowania.
- To zdolni trenerzy… Sam popatrz na ich dorobek – John podszedł do komputera i otworzył dokument.

Georgi Dimitrow – 77-krotny reprezentant Bułgarii. Blackburn miało być jego drugim klubem w karierze – w pierwszym, drugoligowym Wełbdyżu – nie odnosił sukcesów, jednak gdy odszedł do Lewskiego, by odbyć tam staż, okazał się nader utalentowanym asystentem. Angaż raczej mało prawdopodobny, ze względu na znikomą znajomość angielskiego.

Lubos Kubik – prowadził w swej karierze takie kluby jak Fiorentina, Metz, Slavia Praga, czy FC Norymberga. Ostatnimi czasy nie wiodło mu się jednak najlepiej – podjął pracę w Śląsku Wrocław, gdzie zwolniono go po niespełna roku pracy. Faworyt kibiców, angaż bardzo prawdopodobny.

Kurt Jara – Austriak. Były zawodnik m.in. Valencii, ostatnio pracował w Salzburgu, skąd zwolniono go po przyjściu możnego sponsora. W swojej karierze prowadził takie kluby jak Kaiserslautern czy HSV Hamburg. Bodaj najbardziej utytułowany ze wszystkich kandydatów. „Wymyślił” go… Jakub Gruchalski, jeden z kandydatów do objęcia funkcji pierwszego trenera Rovers.

Właśnie – czarny koń – Jakub Gruchalski, członek sztabu szkoleniowego za kadencji Marka Hughesa. Bardzo lubiany przez Williamsa, popierany przez sztab szkoleniowy, stąd też jego angaż jest prawdopodobny. Aha – jest Szkotem, ale jego rodzina wywodzi się z Polski. Blackburn byłoby jego pierwszym klubem, w którym sprawdziłby się w roli pierwszego szkoleniowca.

- Weź Gruchalskiego, John. – powiedział beznamiętnie zwolniony coach.
- Co? – prezes wydawał się był zaskoczony – Gruchalski? Ale on nigdy…
- Weź go. Zobaczysz, sprawdzi się.  To ambitny chłopak… i tylko on zna realia panujące u nas. A przecież chcesz wyników od zaraz…
- Hm. – zamyślił się Williams – Chyba… Chyba możesz mieć rację. Przyjmę go!

Kilka godzin później

To był zwyczajny dzień. Jako, że do moich obowiązków należało przygotowywanie treningów – byłem w klubie od czwartej. Wszedłem do biura, zaparzyłem kawę i rozsiadłem się czytając gazetę. Artykuł dotyczył bombardowań w Tadżykistanie. Całkiem ciekawe, pomyślałem wertując kolejne strony w poszukiwaniu działu sportowego. Jest. Nagłówek krzyczał „Anelka najdroższym piłkarzem świata?!”. Zaciekawiony miałem się pogrążyć w lekturze, gdy nagle ktoś zapukał przerywając mi lekturę. Kto to jest, do cholery, przecież oficjalnie klub działa od szóstej…
- Proszę… - powiedziałem tłumiąc irytację.
- Witam – głos był znajomy… To był sam prezes! Poderwałem się na nogi i stanąłem przed samym Johnem Williamsem, moim pracodawcą. Zaskoczony nie zatraciłem jednak zimnej krwi. – Może kawy – zaproponowałem grzecznie.
- Z chęcią. Napiłbym się, i tobie też radzę, Jacob. Mam dla ciebie propozycję pracy…

Oho, pomyślałem. Nowa robota, cholera. Tak się mówi… Pewnie degradacja zawodowa. A tak się starałem!

 - Interesuje cię posada menedżera? – powiedział spokojnie, sącząc powoli cappuccino.

Oniemiałem. Nie byłem w stanie wydusić z siebie słowa. Prezes jednak – wyczuwszy sytuację - ułatwił sprawę. Położył gotowy kontrakt na stole. Po pobieżnym zapoznaniu się z warunkami podpisałem bez wahania. W tej właśnie chwili zostałem menedżerem Blackburn Rovers!

Postanowiłem zacząć od przeglądu kadr. Pierwszy zespół prezentuje się całkiem nieźle, jest z czego wybierać. Problemem może być mała liczba pomocników, którzy sprawdziliby się w mojej nowatorskiej taktyce. Mamy praktycznie tylko Savage’a i Tugaya, którzy są – prawdę mówiąc za starzy (odpowiednio 32 i 36 wiosen), by grać przez cały sezon na wysokim poziomie.

Taktyka:



Kadra:



Na kogo liczę najbardziej?

Brad Friedel – światowej klasy bramkarz, reprezentant USA. Wybroni nam niejeden mecz!

Ryan Nelsen – stoper niemal nie do przejścia – twardy jak skała. Nie chciałbym go spotkać w ciemnej uliczce... Świetne atrybuty stricte obronne, do tego dość szybki.

Robbie Savage – walijski środkowy pomocnik, walczak. Dostanie opaskę kapitana. Typowy lider, w razie niebezpieczeństwa na pewno podniesie zespół z kolan.

Morten Pedersen – Norweg. Twardy, ale zabójczo szybki i błyskotliwy skrzydłowy. Liczę na jego centry oraz na drybling, którym miejmy nadzieje oczaruje fanów z Edwood.

Benni McCarthy – postrach bramkarzy. Zawsze chciałem go mieć w drużynach, które prowadziłem. Szybki, zwinny, świetny technicznie – niemal idealny łowca bramek. Liczę na ~20 goli w sezonie.

Mamy wakaty na kilku pozycjach – potrzebujemy lewego obrońcy, stopera, prawego pomocnika i cofniętego napastnika. Na mojej liście życzeń pojawili się:

Erik Edman – ofensywnie usposobiony obrońca reprezentacji Szwecji. Aktualnie występuje we Francji. Zachwyca dryblingiem, świetnie dośrodkowuje oraz posiada bardzo dobre atrybuty „fizyczne”. Do wyciągnięcia za 5 milionów funtów. Status: Obowiązkowy.

Orlando Engelaar – holenderski lewoskrzydłowy, mogący grać również na ataku. Idealny, wręcz stworzony do roli cofniętego napastnika, atakującego z głębi pola. Kłopotem może być suma odstępnego – ok. 4 milionów funtów – po zakupie Edmana nie będzie mnie na niego stać… Status: potrzebny.

Carlos Edwards – gracz uniwersalny. Może grać zarówno na prawej obronie, jak i na pomocy. Reprezentant Trynidadu. Może być mój za jakieś 2,3 miliona. Status: potrzebny.

Duilio Davino – świetny stoper rodem z Meksyku. Z pozwoleniem na pracę nie powinno być kłopotów – to reprezentant kraju. Silny, skoczny, bardzo dobry jeśli chodzi o odbiór piłki. I co najważniejsze: DARMOWY. Zakup praktycznie pewny.

Asamoah Gyan – raczej pieśń przyszłości, nie mamy na razie funduszy na zakup tego jakże utalentowanego prawoskrzydłowego. Drybling na poziomie 19 będzie straszyć… o ile uda się go zakupić.

Największą przeszkodą w drodze do świetności będzie budżet – zaledwie 3,6 miliona funtów. Trzeba będzie sprzedawać. Klub opuści David Bentley – jego wartość to ponad 5 milionów, a ustępuje on umiejętnościami reszcie zespołu. Ustaliłem, że suma odstępnego będzie wynosić 7,5 miliona.

Tymczasem przeszedłem do pierwszej części mojego planu – „zaatakowałem” Edmana.

W oczekiwaniu na transfery trzeba będzie jednak coś zagrać. Rzut oka na terminarz… Mamy zaplanowane tournee po archipelagu wysepek basenu Morza Śródziemnego – najpierw ruszamy na Cypr, a potem mamy do pokonania dwie drużyny rodem z Grecji. Nie przypuszczam, by były trudne do ogrania. Za to będę mieć świetny poligon doświadczalny, do wypróbowania moich założeń taktycznych. Z pierwszym rywalem – Panseraikkosem spotkamy się już za kilka dni.

Jeszcze przed pierwszym meczem doszło do nas dwóch graczy – spodziewany Davino oraz… kostarykański ofensywny pomocnik Walter Centeno, który urzekł mnie świetnymi dryblingiem. Póki co będzie tylko zmiennikiem – zdecydowałem, że w środku pola zagra „walczak” Savage oraz Tugay – weteran z Turcji. A oto jak się prezentują nowe nabytki…

Nadszedł dzień pierwszego meczu. Nie powinno być trudno – to Cypryjczycy, większość zwykli „szaracy”. Niemniej nie można zlekceważyć rywala. Meczowa jedenastka prezentuje się w taki oto sposób:

Zastanawiałem się nad doborem „prawej strony” składu, ale uznałem, że przesunięcie Emertona na obronę wyjdzie zespołowi na dobre. Dzięki temu mógł zagrać Rigters, wręcz stworzony do naszego ustawienia

Rozległ się pierwszy gwizdek. Pierwsze dziesięć minut – koszmar. Cypryjczycy mają 64% posiadania piłki, spychają nas do defensywy. Zaczynam się denerwować. W 11. minucie impas wydaje się być przełamany. Friedel wybija piłkę daleko od bramki, Santa Cruz przedłuża głową do McCarthy’egoBenni wyprzedza obrońcę, dobiega do piłki, wychodzi na sam na sam z bramkarzem rywala… i kopie w sam środek, golkiper nie ma problemów ze sparowaniem futbolówki – nie ma bramki. Klnę pod nosem. Kilka chwil później idzie jednak druga akcja – tym razem Pedersen wszedł „na przebój” w pole karne. Przedziera się przez obrońców… i gubi futbolówkę w polu karnym. Idzie kontra. 3 podania i gracze z Cypru są pod moją bramką. Strzał z 20 metrów… Friedel kiksuje. 1-0 dla rywala. Do końca połowy walimy głową w mur. W przerwie wymieniam – jak to mam w zwyczaju – niemal cały skład. Jednak i to nie pomogło.

Pięknie się zaczyna, myślę. Najgorsze, że już za tydzień gramy z Hapoelem (chyba, że odpadnie w dwumeczu z Rumunami) w Pucharze Intertoto. Przed tym czeka nas jednak mecz z OFI Kreta. Zadecydowałem, że ustawię taką samą jedenastkę co w poprzedniej potyczce.

Spotkanie z OFI przypominało mecz z Panserraikosem. To znaczy spychają nas do defensywy, potem odzyskujemy inicjatywę… i tracimy gola z kontry, tym razem w 18. minucie. Z tym, że udało nam się wreszcie coś strzelić. Piękna, dwójkowa akcja Santa Cruza z Bennim, zakończona golem tego ostatniego. Niestety, w drugiej połowie nasz drugi skład nie wykorzystał licznych sytuacji i wydawało się, że skończy się na 1-1. Nic z tych rzeczy. Rzut rożny, centra, niepewne wyjście Friedela i bramka. Druga porażka. Wystawiam cierpliwość fanów z Edwood na ciężką próbę.

Już za trzy dni pierwszy mecz w Intertoto – przeciwnikiem ma być Gloria Bistrita, która w dwumeczu wyeliminowała sam Hapoel!

Nauczony doświadczeniem z meczów towarzyskich, zdecydowałem zmodyfikować trochę taktykę. Zmiany miały być kosmetyczne – wysunąłem linię obronną i ustawiłem pułapki ofsajdowe. Do tego odznaczyłem ścisłe krycie.

Pomogło. Po 20 minutach gry prowadzimy z Glorią 1-0, po golu Santa Cruza (strzał z 26 metrów). Gramy pięknie. Powinno być już 4-0, jestem pełen optymizmu. Kibice na Edwood Park mają powody do radości. Jednak Savage niepotrzebnie rozpoczyna przepychanki – po jego faulu jeden z Rumunów musiał opuścić plac gry. Odpowiedź Glorii jest natychmiastowa – poobijany Tugay (60% kondycji) musi zostać zmieniony. Zaraz po tym tracimy bramkę. Kapitalny przerzut ponad obrońcami, minięcie Nelsena sprytnym zwodem i strzał z 18 metrów. 1-1. Publiczność zamilkła.

„Menedżer ruga zespół” – brzmi dumnie tytuł jednej z miejscowych gazet. Rzeczywiście – zremisowaliśmy arcyważny mecz, Puchar UEFA oddala się. Musimy wygrać na boisku Glorii (remisu 2-2 nie przewiduję). Sytuacja się nieco komplikuje. W poprzednich meczach zawodzą snajperzy, skuteczność jest praktycznie zerowa. Trzeba coś z tym zrobić – wyruszam na poszukiwanie łowcy bramek.

Na szczęście udaje się sprzedać Bentleya – za 7,25 mln – do Portsmouth. Za pieniądze uzyskane tą drogą kupuje Edmana i prezentuje go zachwyconym kibicom:
 

 
Przed nami ostatnie spotkanie towarzyskie – przeciwnikiem Levadeiakos. Wystawiam mocno drugi skład – z Brownem w bramce, Robertsem na ataku, czy Reidem na pomocy. Remisujemy bezbramkowo, jednak nie to jest najważniejsze – posypał się nam Savage. Lider środka pola nie zagra przez tydzień. Uznałem, że mimo wszystko nie warto narażać Walijczyka na głębszy uraz aplikując mu zastrzyk – lepiej niech wykuruje się na ligę. Bo inauguracja już za dwa tygodnie.

Nie idzie nam na rynku transferowym – Edwards odrzucił ofertę kontraktu…
 

... fiaskiem zakończyły się też próby pozyskania Gyana:


… a BBC wyczuło, że interesuję się skrzydłowym reprezentacji RPA:



Nadszedł czas potyczki z Rumunami. Przygotowywałem zespół na ten mecz od dawna. „Oczekuję zwycięstwa!” – oznajmiłem wchodząc do szatni zespołu. „Ten mecz jest spokojnie do wygrania” – dodał asystent.

Zabrzmiał pierwszy gwizdek

Zaczęliśmy – ze względu na kontuzje – z Ooijerem na obronie, Reidem na pomocy, oraz z Robertsem na ataku. Wyszło. Zaatakowaliśmy z wielką pasją, nękaliśmy rywali co kilka minut, miejscami spychając ich do rozpaczliwej wręcz obrony. W 37. minucie wypalił Benni. Szybka akcja na jeden kontakt – kilka podań rozbrajających rumuńską obronę – McCarthy stanął po raz kolejny w tym sezonie oko w oko z golkiperem. Strzela… Rumun broni! Jednak wybija wprost pod nogi nacierającego reprezentanta RPA – dobitka i goool! Do końca połowy wynik się nie zmienił. W drugiej odsłonie nakazałem piłkarzom grać bardziej asekuracyjnie… jednak – wbrew moim obawom – przeważaliśmy jeszcze mocniej, jednak bramki nie padły. 1-0, zagrzmiał spiker. Wygraliśmy. Puchar UEFA będzie nasz!

Nazajutrz w prasie pojawiły się pochlebne artykuły:





Jedynym, co martwi to kontuzja Reida – mam nadzieję, że Savage dojdzie do formy wystarczająco szybko, bo będzie cienko ze zmiennikami. Tymczasem nadszedł czas określania premii. Obiecałem duże premie za wysoką lokatę w lidze, oraz za dobrą postawę w europejskich pucharach. Jako, że Puchar Anglii mnie nie interesuje – ustaliłem normalne wynagrodzenia.

Odbyło się losowanie Drugiej Rundy Kwalifikacyjnej Pucharu UEFA – los był dość łaskawy. Szwedzi z AIK to niezbyt wymagający przeciwnik, jednak należy pamiętać, że tak samo miało być z drużyną Glorii – jak było – wszyscy pamiętamy. Najadłem się trochę strachu, więc teraz nie mogę pozwolić na lekceważenie rywala.

Tymczasem kilka klubów zgłosiło chęć zasilenia kadry Savage’em. Dla mnie nie było rozmowy – Robbie jest piłkarzem kluczowym. Jednak ze względu na szczupłą kadrę pomocników podjąłem negocjacje z Waalwijk w sprawie kupna Obbodaia – szalenie utalentowanego pomocnika rodem z Ghany. Zwrócił moją uwagę wielką boiskową walecznością (17), która sprawia, że mógłby być idealnym następcą Savage’a. Okazało się jednak, że Holendrzy nie potrafią negocjować – zażądali  2,5 miliona funtów od razu, nie przystali na moje prośby zapłacenia tej sumy w ratach. Cóż, będziemy zmuszeni się obejść bez Ghańczyka.

Inauguracja sezonu nadeszła! Meczem z Fulham rozpoczniemy ligowe rozgrywki. Nie oczekuję łatwej przeprawy, jednak liczę na zwycięstwo. Bukmacherzy nijak nie podzielają mojego optymizmu:



Cóż, miejmy nadzieję, że tym razem się pomylą... A tak prezentują się meczowe jedenastki. Co ciekawe, zdaniem eksperta, kluczowym piłkarzem Blackburn będzie dziś Friedel. Po tym, jak się prezentował Amerykanin w sparingach – zaczynam mieć wątpliwości…



Pierwsze dwadzieścia minut – raczej spokojnie. Mamy przewagę, strzelaliśmy już kilka razy na bramkę Niemiego, jednak niestety – niecelnie. Żaden z zespołów nie kwapi się do frontalnego ataku. W 26. minucie powiało grozą – niezdecydowanie Nelsena wykorzystał… Volz, który wyłuskał piłkę w polu karnym – oddał mocny strzał, który jednak zatrzymał się na nodze Edmana. Dobijał Konchesky – jednak wysoko ponad bramką. 30. minuta – dramat. Niegroźny w sumie atak Fulham kończy się rzutem karnym – Smertin podał do McBrigde’a, którego krył Samba – Kongijczyk popchnął rywala. Jedenastkę pewnie wykorzystał Kamara. Rywale szli za ciosem. W 34. minucie miękkie dośrodkowanie Daviesa zakończył główką McBrigde – na szczęście futbolówka zatrzymała się na słupku. W 44. pokaz bezsilności pokazał Nelsen, który kryjąc Kamarę przewrócił się, czym umożliwił napastnikowi Fulham spotkanie oko w oko z Friedlem. Senegalczyk nie zmarnował okazji i zrobiło się 2-0. Do przerwy przegrywamy po słabej grze. Statystyki nie oddają beznadziejnej sytuacji na boisku:



Jak widać jedyną naszą przewagą było posiadanie piłki. No cóż, może rozmowa motywacyjna podziała na moich podopiecznych?

- Dajcie z siebie więcej! – krzyknąłem po przekroczeniu progu szatni. Zawodnicy spuścili głowy. Udzieliłem im kilku rad i – w niezmienionym składzie – udaliśmy się na drugą połowę. Pierwsze minuty drugiej odsłony mogły nastrajać pozytywnie – najpierw Santa Cruz oddał strzał z 30 metrów, który zatrzymał się na bocznej siatce, a zaraz potem zespół przeprowadził wręcz podręcznikową akcję. Pedersen wrzucił piłkę w pole karne, Roque zastawił się z futbolówką, oddał ją Erikowi Edmanowi, który wrzucił piłkę prosto na korpus Rigtersa. Ten obrócił się z piłką, uderzył z półobrotu. Bramkarz Fulham obronił co prawda ten strzał, jednak dobitka McCarthy’ego okazała się zabójcza. 1-2!

Niestety, moi zawodnicy nie poszli za ciosem, sytuacji bramkowych było jak na lekarstwo. W 73. minucie zdecydowałem się na zmianę. Za Tugaya wszedł Centeno, natomiast Santa Cruza zmienił Derbyshire. Zapowiadało się 15 nerwowych minut. Menedżer Fulham zmienił taktykę – za napastnika wstawił środkowego obrońcę (sic!) i zmienił formację na 5-4-1. Na nic jednak to się zdało. W 80. minucie Edman oddał piłkę Pedersenowi, reprezentant Norwegii minął gracza Fulham, zacentrował na wprowadzonego kilka minut wcześniej Derbyshiere’a… a ten zdobył bramkę! 2-2! Comeback! W 82. minucie powinno być po meczu. Znów akcja lewą stroną, znów Derbyshire w roli głównej – wyłuskał piłkę na trzydziestym metrze, strzelił… Niemi sparował uderzenie, piłka trafiła pod nogi McCarthy’ego… a ten nie trafił do pustej bramki. Wynik nie zmienił się już do końca meczu. Remis i poczucie niedosytu, choć po 1. połowie wynik ten wziąłbym w ciemno. 



Teraz przyszedł czas na Puchar UEFA. Mecz miał odbyć się za parę dni, więc miałem wystarczająco dużo czasu na przygotowanie się do spotkania. Wiedziałem, że od tego meczu będzie zależeć los klubu w najbliższych sezonach – bez zwycięstwa i kwalifikacji nie będzie pieniędzy na transfery, a bez transferów stracimy szanse na zaistnienie w Europie. Tak więc nie wolno było zlekceważyć szwedzkiej ekipy.

W międzyczasie sztab zasilili kolejni szkoleniowcy – Ricky Martin (z takim nazwiskiem na pewno zrobi karierę) oraz Duncan Gordon. Ricky zajmie się szkoleniem technicznym moich podopiecznych, natomiast Gordon przygotuje ich pod względem taktycznym. Rozwiązałem kontrakt z „trenerem siłowym” – okazało się, że jest beznadziejny (atrybut 13 – płaciłem mu krocie!). Na szczęście zgodził się na obustronne rozwiązanie kontraktu. Poszukam kogoś lepszego w jego miejsce.

14 sierpnia do klubu wróciło dwóch skautów. Szczerze mówiąc – wyniki ich poszukiwań nie zachwyciły mnie. Jedyni piłkarze, o których bym wcześniej nie wiedział, to juniorzy. Kłopot w tym, że taki średni junior kosztuje ok. 500tys. funtów, więc automatycznie angaż takowego staje się niemożliwy.

Słowa kluczowe: Blackburn opowiadanie

Strona

Zobacz także

  • Kategoria
  • Tytuł materiału
  • Autor
  • Kiedy

ZDANIEM CZYTELNIKÓW CM REVOLUTION

Wszystkich komentarzy: 22

INFORMACJE o TEKŚCIE

Historie

Czerwone Róże - część 1

@demrenfaris, 23.02.2008 23:25, czytano: 20719 razy

+6

Reklama