ARTYKUŁY

Rozdział VI

Idiosynkrazja

Są trzy rzeczy, które mogą Cię spotkać znienacka: śmierć, miłość i sraczka. Otóż i siedziałem sobie spokojnie w toalecie, zasłużonego notabene dla francuskiej piłki, klubu Valenciennes i oddawałem przyrodzie nie bez trudu skonsumowane dziś śniadanie, kiedy nagle ktoś z impetem wszedł do środka.
- Mam już tego dosyć, rozumiesz? - głos należał z pewnością do mojego ulubieńca, Bertranda.
Choćbym nie wiem jakie miał rozwolnienie, w zaistniałej sytuacji każda cząstka mojego ciała znieruchomiała tak, aby najmniejszy szmer nie wydobył się z zajmowanej przez mnie kabiny, włączając w to mięsień okrężny odpowiedzialny za blokowanie właśnie tej czynności, której od pewnego czasu jakoś zablokować nie mogłem.
- Rozumiem – drugiego głosu nie znałem. – Sikasz?
Ciężkie sapanie Bertranda zdradzało raczej, że miał ochotę na coś cięższego.
- Sikam. Nie wiem, czy sikam. Czy ty mnie w ogóle słuchasz? - Bertrand był wyraźnie poirytowany.
- Słucham. Z tym że również sikam.
Odgłos butów. Sapanie.
- Nie rozumiem tego.
- To proste. Rozpinasz. Wyciągasz...
- Przestań się zgrywać.
Nie wiem, czy westchnienie rozmówcy było wyrazem ulgi, czy zniecierpliwienia.
- Naprawdę nie wiem, dlaczego tak bardzo Ci na tym zależy. Możemy to przecież załatwić bez tych wszystkich kombinacji. A z Polakiem i tak zrobisz potem, co chcesz.
- Ty jednak nic nie rozumiesz.
- Rozumiem. Rozumiem, że niepotrzebnie wszystko komplikujesz.
- Ja komplikuję? - znałem ten ton w głosie Bertranda. Był poirytowany. - Wydaje ci się, że wystarczy sprawę załatwić na papierze i już? Nie zapominaj, że nie będziemy jedynymi udziałowcami.
- Nie jedynymi, ale najważniejszymi. Z przewagą głosów w zarządzie.
- Cóż z tego? Powiedz, na co nam ta cała przewaga się zda, jeżeli ten dupek awansuje do pierwszej ligi, hę?
- Ty chyba naprawdę wierzysz w tego Polaka? - ironiczny ton rozmówcy Bertranda był wyraźny. - Zaczynam się zastanawiać, czy to dobry pomysł, żeby go zwalniać po odejściu Bruna.
- Nie dziel skóry na niedźwiedziu.
Kroki się oddaliły, a szmer wody w umywalce lekko przytłumił głosy rozmawiających.
- Pozwól, że coś Ci powiem, Bertrand – głos rozmówcy się zmienił. Teraz był stanowczy i pewny siebie. - Może i ty się znasz na ludziach i na całym tym prawniczym bajzlu, ale zarabianie pieniędzy zostaw lepiej mi. Nie wiem dlaczego po przejęciu klubu chcesz koniecznie wywalić tego Polaka, bo jak na mój gust radzi sobie zajebiście, ale okej, nie upieram się. Twoja sprawa. Przestań mi tylko pieprzyć, że dobre wyniki mogą nam pokrzyżować jakiekolwiek plany. Nie mogą i nie pokrzyżują. Co najwyżej zmienimy tylko treść komunikatów prasowych.
- Ale...
- ...nie ma żadnego "ale", Bertrand. To nie jest piłka nożna, tylko biznes, a w biznesie zarabia się i na hossach, i na bessach. Na bessach nawet więcej.
- Myślisz, że o tym nie wiem?
- Wiesz co myślę? Myślę, że zależy Ci tylko na tym, żebyś po przejęciu klubu nie musiał się użerać z prasą i kibicami. Od dna się łatwiej odbić, nieprawdaż?
- A co ty możesz o tym wiedzieć? - krzyknął Bertrand. - Wychodziłeś kiedyś do wrzeszczącego pod Twoim biurem tłumu pięciuset bandytów?
- Najbardziej byłoby Ci na rękę – uśmiech w głosie rozmówcy był wyraźnie wyczuwalny – gdyby Polaczek spadł do trzeciej ligi, co?
- Żebyś wiedział.
- Wiem, ale zdaje się, że przy okazji tracisz kontakt z rzeczywistością. Jak na mój gust możesz spać spokojnie. On nie jest w stanie awansować, a tobie się nie uda go zdegradować.
Cisza w takim momencie nie sprzyjała perystaltyce moich jelit, ale najwyraźniej była potrzebna Bertrandowi do ochłonięcia, bo po chwili zapytał spokojnym głosem:
- Czemu w takim razie mi pomagasz? Dlaczego nie odmówiłeś, kiedy zacząłem całą tę zabawę? Po co od kilku miesięcy staramy się utrudnić mu życie?
- Och, Bertrand! - odparł tajemniczy rozmówca mego prześladowcy. - Bo ja swoich partnerów traktuję poważnie i nigdy, kiedy mnie proszą o pomoc, nie odmawiam im wsparcia, a poza tym...
Szelest ręczników papierowych.
- A poza tym akcje trzecioligowych drużyn można kupić dużo taniej.
I wyszli.

Nie wiem, jak długo tam jeszcze siedziałem. Wiem, że kiedy Noa wpadł do toalety i mnie znalazł, wcale nie miałem ochoty wychodzić.
- Dobrze się czujesz? - zapytał widząc mnie kompletnie ubranego, siedzącego w kabinie.
- Nie.
- Co Ci jest?
Jakby mu to powiedzieć? Jak wytłumaczyć podwładnemu, koledze, przyjacielowi, że to, co na co dzień robimy, czemu poświęciliśmy się bez reszty, co stało się nie tylko naszą pasją, ale do czego udało nam się przekonać tak wielu ludzi, że to wszystko robimy na darmo... Bez sensu i na próżno.
Podszedł, widząc moje zamyślenie. Pochylił się i dotknął mojego ramienia, a ja, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ocknąłem się z odrętwienia. Spojrzałem na niego, ale mój wygląd nie wzbudzał najwidoczniej zaufania, bo Noa jeszcze raz zapytał:
- Piotrze, co ci jest?
- Srałem. A teraz chyba będę rzygał.

Po powrocie do klubu wieść o moim rozstroju żołądkowym po meczu z Valenciennes rozeszła się lotem błyskawicy. Wszyscy przypisali to memu olbrzymiemu zaangażowaniu i przejęciu się porażką. Efektem tego była nadzwyczajna mobilizacja drużyny na treningach. Chłopcy uwijali się jak w ukropie, tym bardziej, że coraz częściej widzieli mnie, jak w milczeniu obserwuję ich zajęcia na boisku, co znacznie kontrastowało z moim zwykłym zachowaniem, kiedy uczestniczyłem aktywnie w treningach, udzielałem wskazówek, tłumaczyłem wybrane schematy. Myśleli pewnie, że nie jestem zadowolony z ich dyspozycji, przybity odpadnięciem z Pucharu. Nic bardziej mylnego. Byłem autentycznie dumny z tego, jak prezentowaliśmy się w ostatnich tygodniach. Od meczu z Marsylią zdobyliśmy w lidze już czternaście punktów i nawet wpadki, takie jak wyjazdowa porażka ze słabym Vannes czy remis u siebie z Angers, nie mogły tego zmienić. A już na pewno nie porażka w czwartej rundzie Pucharu Ligi z pierwszoligowym Valenciennes. Mało tego, od trzech meczów ligowych kontynuowaliśmy serię zwycięstw, które spowodowały, że zacząłem się poważnie zastanawiać, czy nie jestem jakimś pieprzonym geniuszem i czy aby na pewno nie marnowałem się przez te wszystkie lata, tkwiąc w skautingu. A tak przynajmniej sugerowała prasa. Nasza dobra passa utrwalona w ostatnich kolejkach umocniła naszą pozycję w górnej części tabeli i jakkolwiek dystans do najlepszych drużyn był wyraźny, to zadaliśmy kłam wszystkim przedsezonowym przewidywaniom.

Terminarz

Nie zmieniało to faktu, że odkrycie kuluarów intrygi Bertranda całkowicie podcięło mi skrzydła. Straciłem swój ogromny zapał i entuzjazm, a co najgorsze, zdając sobie sprawę ze swojego beznadziejnego położenia, nie widziałem sensu w dalszym przeciwstawianiu się Bertrandowi. Nad moją głową zbierały się chmury i toczyła się walka o pieniądze, a mi wytrącono oręż z ręki. Bertrand miał trzy potężne narzędzia: władzę, pieniądze i wspólników. Ja miałem tylko drużynę. Tylko wyniki. Kiedy pozbawiono mnie nawet tego, straciłem całą ochotę do walki.

Strona

Zobacz także

  • Kategoria
  • Tytuł materiału
  • Autor
  • Kiedy
FM REVOLUTION - OFICJALNA STRONA SERII FOOTBALL MANAGER W POLSCE
Największa polska społeczność Ponad 70 tysięcy zarejestrowanych użytkowników nie może się mylić!
Polska Liga Update 2016 Jedyny w Polsce dodatek do FM 2016 umożliwiający grę w II, III, IV oraz V lidze!
FM Revolution Cut-Out Megapack Największy, w pełni dostępny zestaw zdjęć piłkarzy do Football Managera.
FM 2016 Revolution Update Aktualizacje składów do FM 2016, ze szczególną myślą o polskich graczach.
Talenty do FM 2016 Znajdziesz u nas ponad 300 nazwisk wonderkidów. Sprawdź je wszystkie!
FM 2017 - co już o nim wiemy? Pierwsze spekulacje i przecieki na temat nowej gry Sports Interactive.
Copyright © 2002-2017 by FM Revolution