ARTYKUŁY

Nie miałem obaw od samego początku, kiedy programiści, pracownicy spod znaku Sports Interactive z Milesem Jacobsonem na czele, zaczęli udoskonalać i poprawiać Football Managera - pod względem szczegółowości, większej liczby opcji, ale też zatruwać życie przeciętnego gracza. Nie posiadłem tej tchórzliwej cechy charakterystycznej dla wielu fanów gry, którą można było spostrzec wczytując się jakiś czas temu, tuż przed premierą, a może odrobinę wcześniej w komentarze, wypowiedzi, a nawet felietony – wszystkie razem przestrzegające przed tym, że podążanie w stronę symulatora, zwiększanie poziomu trudności może zabić radość. W Football Managerze 2009, a już na pewno 2010 dawało mi się we znaki, że powoli staję się takim kalkulatorem i liczyłem sobie od czasu do czasu co i z kim można wygrać – średnim klubem Barcy nie ogram, nastawiałem się na porażkę i często po ciężkich bojach w Lidze Mistrzów zacząłem polegać zgodnie z oczekiwaniami. Bukmacherzy bardzo rzadko się mylili.

Automatycznie zepchnąłem to na taką, a nie inną istotę tej wersji gry. Na trudność, na większe zbliżenie do rzeczywistości. Także na coś w rodzaju urealnienia potencjalnych sukcesów, możliwości pokonywania poszczególnych szczebli. Zmianę w FM-ie można było zauważyć gołym okiem. Jednak coraz częściej, teraz już mam pewność: była to tylko wiara w mit. W taki oto, że tego gola nie dało się strzelić, że tego meczu, tych rozgrywek po prostu wygrać się nie da, to niemożliwe. I tak się działo – moje zespoły wraz ze mną oddawały mecze w szatni i skupiały się nie na tym, co mogłyby w ramach sprzyjających okoliczności, szczęścia i Bóg wie czego wygrać, ale na tym, na co je w zestawieniu z rywalem stać. Piękne porażki, walka do ostatnich minut, sędzia krzywdzący drużynę, nagłe obudzenie snajpera rywali, gol w doliczonym czasie, jakaś czerwona kartka, karny, samobój. Zawsze było na styk, ale przeważnie, najczęściej na korzyść rywala i mówię tu o przeciwnikach znacznie bogatszych, lepszych od moich zespołów. Takie obrzydliwe i polskie – no, to teraz skupimy się na lidze. Jednak gdzieś budował mnie ten upór z jakim bardzo często chciałem zaprzeczyć tezie, iż czasy wygrywania dużych rozgrywek, powtarzania czegoś w rodzaju Grecji na Euro 2004 pozostaje już poza zasięgiem wzroku przeciętnych klubów. Że to czas, który minął i nie wróci – można sobie jedynie odpalić starego CM-a, lub FM-a 2005, 2006, czy może 2007. Taka trochę nekrofilia i kopanie, prawie że łopatą w szafie z grami, które gdzieś tam pod starymi numerami Piłki Nożnej szukają swojego miejsca. I to, co mnie zawsze najbardziej odrzuca, że trzeba skupić się na tym, co wydaje się najbardziej prawdopodobne – na pewno nie po to od dziesięciu lat grywam w piłkarskie gry menedżerskie, na pewno nie po to instaluję, włączam Football Managera. I zaczarowuje, zaklinam piłkarski świat klubami z krajowej, europejskiej drugiej dziesiątki.

Niedawno zrozumiałem, że wiara w zbudowany mit, to głupota, ale też prostota, bo daje wytłumaczenie wewnętrznej frustracji. Jednak nie zadawalało mnie takie zestawienie, w którym faktycznie mam prawo do niezadowolenia, ale siedzę sobie przed monitorem i modlę się, żeby stał się cud, żeby moi piłkarze wreszcie zrobili coś naprawdę wbrew losowi. Ciągniecie za suwaki, zmienianie taktyki i piłkarzy też oczywiście nie pomagało. Ale pomyślałem sobie: spoko, mam przecież tych  wariatów i ich poradniki. Jednakże teksty w stylu Teorii i ram taktycznych, bądź Wizji taktycznych tratowałem jako nudnawe dysputy teoretyków, bardziej filozofów gry, niż menedżerów. Przydługie i wyciągające tyle recept na sukces, grę drużyny, że gdyby mój zespół był pacjentem na szpitalnym łóżku, to kopnąłby w kalendarz od nadmiaru farmakologicznych wynalazków. Nagle zrozumiałem, okazało się, że najwięcej zależy od aktywności, energii, bacznego, szczegółowego obserwowania – przede wszystkim własnego zespołu. Przyglądanie się rozgrywanym spotkaniom, a nie parzeniu kawy, herbaty, czy robieniu drinków. Najlepiej, jeżeli chodzi o tzw. rozszerzone, a nie tylko kluczowe i ciekawe sytuacje podczas przebiegu spotkania. Ale porady Milliego & wwfana dały mi przede wszystkim szersze spojrzenie na istotę samej taktyki, bo do tej pory budowałem drużyny w oparciu o zawodników, o mentalność, morale. To był doskonały przepis, ale trzeba było nauczyć się gotować inaczej. Wejść wreszcie na wyższy poziom.

Drugi oddech, test dla zmiany w mojej menedżerskiej przygodzie dało mi Dinamo Zagrzeb, którym nie przegrywam z Manchesterem United, które daje radę Liverpoolowi, Atletico Madryt, Chelsea, Manchesterowi City i dumnie stanie w finale przeciwko Barcelonie. I to nie jednostkowy przypadek, bo team spirit i taktyczną odpowiedzialność tym razem zbudowałem inaczej, ale już drugi sezon z rzędu. Zrozumiałem, że warto sięgać po inne głosy, uczyć się więcej i więcej, bo gra się lepiej. Nawet wtedy, kiedy w połowie sezonu decyduje się na sprzedaż trzonu zespołu, którego codzienne ambicje sięgają daleko poza Chorwację. Im mam szersze pojęcie o złożoności, różnych aspektach Football Managera, tym czuję się lepszym menedżerem i tym bardziej chcę wygrywać. I najważniejsze - udaje się coraz więcej.

Zobacz także

  • Kategoria
  • Tytuł materiału
  • Autor
  • Kiedy
FM REVOLUTION - OFICJALNA STRONA SERII FOOTBALL MANAGER W POLSCE
Największa polska społeczność Ponad 70 tysięcy zarejestrowanych użytkowników nie może się mylić!
Polska Liga Update Plik dodający do Football Managera opcję gry w niższych ligach polskich!
FM Revolution Cut-Out Megapack Największy, w pełni dostępny zestaw zdjęć piłkarzy do Football Managera.
Aktualizacje i dodatki Uaktualnienia, nowe grywalne kraje i inne nowości ze światowej sceny.
Talenty do Football Managera Znajdziesz u nas setki nazwisk wonderkidów. Sprawdź je wszystkie!
Polska baza danych - dyskusja Masz uwagi do jakości wykonania Ekstraklasy lub 1. ligi? Napisz tutaj!
Copyright © 2002-2018 by FM Revolution
[x]Informujemy, że ta strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką plików cookies. W każdym czasie możesz określić w swojej przeglądarce warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies.