Artykuły
Minęło już trochę czasu od mojego ostatniego wpisu w pamiętniku. Trochę czasu, ba, kogo ja oszukuję – minęły już dwa miesiące, co oznacza, że nie miałem jeszcze możliwości podzielić się z Wami moimi wrażeniami dotyczącymi najnowszego Football Managera. Są one dość... interesujące, muszę przyznać.
Od zawsze należałem do grupy ludzi, która dość łatwo się zniechęca. Ile to razy rozpoczynałem grę w FM-a tylko po to, żeby po pierwszych 3 przegranych meczach skasować save. Brakowało mi zawziętości i woli walki. Nie potrafiłem po prostu zacisnąć zębów i kombinować dalej z taktyką – wolałem wyłączyć grę i przenieść się do innej drużyny. Aż trudno uwierzyć, że udawało mi się od czasu do czasu rozgrywać „kilkusezonówki”. W połowie listopada przyleciał do mnie nad fiordy Football Manager 2008. Pachniał jeszcze nowością i spoconymi rękami Speeda, który to został oficjalnym dystrybutorem polskiego FM-a w Norwegii. Obowiązków miałem dużo, ale oczywiście odpaliłem go w celu bliższego zapoznania się z pełną wersją, gdyż do tej pory grałem tylko w wersję beta. Aby corocznej tradycji stało się zadość, rozpocząłem od mojej ukochanej Legii Warszawa. Kilka meczów wygranych, kilka przegranych, trochę remisów – ogólnie mówiąc to grałem w kratkę. Myślałem sobie, że jak w końcu porządnie przysiądę to będzie tylko lepiej. Wraz z przypływem wolnego czasu grałem w FM-a coraz więcej, jednak ilość spędzonych godzin nad managerem wcale nie przeniosła się na ilość wygranych meczów, a moja Legia Warszawa okupywała pozycje, delikatnie mówiąc, bliżej strefy spadkowej niż mistrza. Myślałem sobie - „no dobra, mistrzem taktyk nigdy nie byłem, zawsze jednak jakoś dawałem radę”. Okazało się, że nie tym razem. Wywalili mnie z Legii. Cóż powiedzieć, było mi wstyd. Postanowiłem sobie, że przejmę jakąś inną drużynę na tym samym sejwie, po czym wrócę jeszcze kiedyś do Legii i w glorii i chwale wzniosę „Wojskowych” na sam szczyt tabeli. Przyszła oferta z Włoch, od klubu z drugiej ligi, którą z ciekawością przyjąłem. Niestety, okazało się to tzw. „Mission Impossible” - do odrobienia 9 punktów w 7 kolejek. Choć kilka ważnych "oczek" udało mi się zdobyć, to nie uchroniłem drużyny przed spadkiem, co oznaczało koniec gry dla mnie, gdyż niestety nie planując rozgrywki nigdzie indziej niż w Warszawie, nie załadowałem sobie trzeciej ligi włoskiej. Zacząłem się lekko denerwować na najnowszego FM-a, wstąpiło we mnie zniechęcenie do tej gry i ją wyłączyłem. Jednak frustracja nie trwała zbyt długo, gdyż już po kilku dniach postanowiłem powrócić do drużyny, z którą osiągałem swoje największe sukcesy w FM-a, a mianowicie U.D. Almerii S.A.D.. Połowa sezonu, a ja nie mogę wygrzebać się ze strefy spadkowej. Koniec sezonu i Almeria znajduje się na zaszczytnej 16 pozycji, a jej menedżer zaciera ręce, gdyż wydaje mu się, że w końcu znalazł odpowiednią taktykę. Kilka ważnych transferów w okienku wakacyjnym (napastnik, bramkostrzelny napastnik był potrzebny!) i zarząd usłyszał ode mnie, że mam zamiar wpasować Almerię gdzieś w okolice środka tabeli. A co, w końcu znalazłem tę odpowiednią taktykę. Niestety, realia najnowszego dziecka Sports Interactive okazały się brutalne – statek Almeria leżał zatopiony na samym dnie tabeli Primera Division, z wynikami za które dotąd jest mi wstyd. Powiem tylko tyle, że pierwsze zwycięstwo przyszło w 9 kolejce, wolno człapiąc za 6 porażkami i 2 remisami. Bilans po prostu tragiczny, oczekiwałem dnia kiedy to zarząd postanowi mnie zwolnić...
Zatrzymajmy się w tym miejscu. Coś jest chyba nie tak. Czy ja przypadkiem nie jestem tym gościem, który kilka linijek wyżej napisał, że łatwo się poddaje i ciężko mu przychodzi motywowanie samego siebie w takich sytuacjach jak ta teraz zaprezentowana? Czy normalnie nie wyłączyłbym po prostu gry i zaczął kolejną karierę? No ale zaraz, na pewno nadal jestem sobą i faktycznie już półtora sezonu kieruję drużynę, która cały czas obija się wokół ostatniej pozycji w lidze. Co się takiego stało, że nie porzucam tonącego statku jak normalnie bym zrobił, ale w końcu, jak na kapitana przystało, zostaję na nim do samego końca? Czy to od tego morskiego powietrza z fiordów, czy może po prostu dorosłem i nauczyłem się walczyć?
Na początku myślałem, że to wszystko faktycznie przyszło z wiekiem. Jednak po czytaniu ostatniej polemiki jaka nam się wywiązała na CM Revolution, wydumałem inną teorię. To wszystko dzięki „faktorowi X”, który panowie programiści z SI Games dorzucili do garnuszka, w którym tworzą Football Managera. To właśnie dzięki temu faktorowi X nadal znajduję przyjemność w przegrywaniu. Zaraz, to było niefortunne określenie. Wcale nie znajduję przyjemności w przegrywaniu. Po prostu przyjemność jaka płynie z korzystnych wyników dziesięciokrotnie przebija wszystkie zawody jakie przychodzą z przegranymi meczami. To jest satysfakcja, której dotąd nie doświadczyłem podczas gry w żadnego innego FM-a. Aż do tego, udoskonalonego o faktor X, Football Managera 2008. Dziękuję Profesorze Atomusie, bardzo dziękuję...
Od zawsze należałem do grupy ludzi, która dość łatwo się zniechęca. Ile to razy rozpoczynałem grę w FM-a tylko po to, żeby po pierwszych 3 przegranych meczach skasować save. Brakowało mi zawziętości i woli walki. Nie potrafiłem po prostu zacisnąć zębów i kombinować dalej z taktyką – wolałem wyłączyć grę i przenieść się do innej drużyny. Aż trudno uwierzyć, że udawało mi się od czasu do czasu rozgrywać „kilkusezonówki”. W połowie listopada przyleciał do mnie nad fiordy Football Manager 2008. Pachniał jeszcze nowością i spoconymi rękami Speeda, który to został oficjalnym dystrybutorem polskiego FM-a w Norwegii. Obowiązków miałem dużo, ale oczywiście odpaliłem go w celu bliższego zapoznania się z pełną wersją, gdyż do tej pory grałem tylko w wersję beta. Aby corocznej tradycji stało się zadość, rozpocząłem od mojej ukochanej Legii Warszawa. Kilka meczów wygranych, kilka przegranych, trochę remisów – ogólnie mówiąc to grałem w kratkę. Myślałem sobie, że jak w końcu porządnie przysiądę to będzie tylko lepiej. Wraz z przypływem wolnego czasu grałem w FM-a coraz więcej, jednak ilość spędzonych godzin nad managerem wcale nie przeniosła się na ilość wygranych meczów, a moja Legia Warszawa okupywała pozycje, delikatnie mówiąc, bliżej strefy spadkowej niż mistrza. Myślałem sobie - „no dobra, mistrzem taktyk nigdy nie byłem, zawsze jednak jakoś dawałem radę”. Okazało się, że nie tym razem. Wywalili mnie z Legii. Cóż powiedzieć, było mi wstyd. Postanowiłem sobie, że przejmę jakąś inną drużynę na tym samym sejwie, po czym wrócę jeszcze kiedyś do Legii i w glorii i chwale wzniosę „Wojskowych” na sam szczyt tabeli. Przyszła oferta z Włoch, od klubu z drugiej ligi, którą z ciekawością przyjąłem. Niestety, okazało się to tzw. „Mission Impossible” - do odrobienia 9 punktów w 7 kolejek. Choć kilka ważnych "oczek" udało mi się zdobyć, to nie uchroniłem drużyny przed spadkiem, co oznaczało koniec gry dla mnie, gdyż niestety nie planując rozgrywki nigdzie indziej niż w Warszawie, nie załadowałem sobie trzeciej ligi włoskiej. Zacząłem się lekko denerwować na najnowszego FM-a, wstąpiło we mnie zniechęcenie do tej gry i ją wyłączyłem. Jednak frustracja nie trwała zbyt długo, gdyż już po kilku dniach postanowiłem powrócić do drużyny, z którą osiągałem swoje największe sukcesy w FM-a, a mianowicie U.D. Almerii S.A.D.. Połowa sezonu, a ja nie mogę wygrzebać się ze strefy spadkowej. Koniec sezonu i Almeria znajduje się na zaszczytnej 16 pozycji, a jej menedżer zaciera ręce, gdyż wydaje mu się, że w końcu znalazł odpowiednią taktykę. Kilka ważnych transferów w okienku wakacyjnym (napastnik, bramkostrzelny napastnik był potrzebny!) i zarząd usłyszał ode mnie, że mam zamiar wpasować Almerię gdzieś w okolice środka tabeli. A co, w końcu znalazłem tę odpowiednią taktykę. Niestety, realia najnowszego dziecka Sports Interactive okazały się brutalne – statek Almeria leżał zatopiony na samym dnie tabeli Primera Division, z wynikami za które dotąd jest mi wstyd. Powiem tylko tyle, że pierwsze zwycięstwo przyszło w 9 kolejce, wolno człapiąc za 6 porażkami i 2 remisami. Bilans po prostu tragiczny, oczekiwałem dnia kiedy to zarząd postanowi mnie zwolnić...
Zatrzymajmy się w tym miejscu. Coś jest chyba nie tak. Czy ja przypadkiem nie jestem tym gościem, który kilka linijek wyżej napisał, że łatwo się poddaje i ciężko mu przychodzi motywowanie samego siebie w takich sytuacjach jak ta teraz zaprezentowana? Czy normalnie nie wyłączyłbym po prostu gry i zaczął kolejną karierę? No ale zaraz, na pewno nadal jestem sobą i faktycznie już półtora sezonu kieruję drużynę, która cały czas obija się wokół ostatniej pozycji w lidze. Co się takiego stało, że nie porzucam tonącego statku jak normalnie bym zrobił, ale w końcu, jak na kapitana przystało, zostaję na nim do samego końca? Czy to od tego morskiego powietrza z fiordów, czy może po prostu dorosłem i nauczyłem się walczyć?
Na początku myślałem, że to wszystko faktycznie przyszło z wiekiem. Jednak po czytaniu ostatniej polemiki jaka nam się wywiązała na CM Revolution, wydumałem inną teorię. To wszystko dzięki „faktorowi X”, który panowie programiści z SI Games dorzucili do garnuszka, w którym tworzą Football Managera. To właśnie dzięki temu faktorowi X nadal znajduję przyjemność w przegrywaniu. Zaraz, to było niefortunne określenie. Wcale nie znajduję przyjemności w przegrywaniu. Po prostu przyjemność jaka płynie z korzystnych wyników dziesięciokrotnie przebija wszystkie zawody jakie przychodzą z przegranymi meczami. To jest satysfakcja, której dotąd nie doświadczyłem podczas gry w żadnego innego FM-a. Aż do tego, udoskonalonego o faktor X, Football Managera 2008. Dziękuję Profesorze Atomusie, bardzo dziękuję...
- Dodaj do:
- Wykop.pl
- Gwar.pl
- Digg.com
- del.icio.us
Zobacz także
- Kategoria
- Tytuł materiału
- Kiedy
- Artykuły

- Z pamiętnika eFeManiaka: Moralne ględzenie
- [05.11] 21:23
- Artykuły

- Z pamiętnika eFeManiaka: Częściowe dywagacje
- [17.03] 16:40
- Artykuły

- Z pamiętnika eFeManiaka: Łapać czas
- [13.02] 22:18
- Newsroom

- Objawienie Reapera
- [17.03] 16:31
- Artykuły

- Z pamiętnika eFeManiaka: Klucz do sukcesu
- [17.03] 16:30
- Newsroom

- Archiwum X, ekhm... faktor X
- [16.01] 14:47
- Newsroom

- Siódme: Nie kradnij
- [05.11] 21:45
Komentarze internatuów
Informacje o tekście
Najnowsze teksty
Football Manager 2009 - beta test
15-10-2008 13:51, autor: M8_PL
Jeśli nie wiecie, kim zagrać...
09-10-2008 14:25, autor: Pawisco
Wywiad z Milesem Jacobsonem
29-09-2008 00:00, autor: CM Revolution
A może ligę do tego?
24-09-2008 21:35, autor: M8_PL
Przystanek ostatni - nadzieja spełniona?
11-09-2008 00:45, autor: M8_PL
Blogujecie? Blogujemy!
23-08-2008 16:16, autor: Perez
Pozostałe z tej serii
Z pamiętnika eFeManiaka: Klucz do sukcesu
17-03-2008 16:30, autor: Reaper
Z pamiętnika eFeManiaka: Moralne ględzenie
05-11-2007 21:23, autor: Reaper
Z pamiętnika eFeManiaka: Dwunasty zawodnik
18-07-2007 08:51, autor: Reaper
Z pamiętnika eFeManiaka: EUROoptymista
29-04-2007 20:54, autor: Reaper
Z pamiętnika eFeManiaka: Czy to już jest koniec?
02-04-2007 15:56, autor: Reaper
Z pamiętnika eFeManiaka: Częściowe dywagacje
17-03-2007 16:40, autor: Reaper
Z pamiętnika eFeManiaka: Łapać czas
13-02-2007 22:18, autor: Reaper
autor: 
Wszystkich komentarzy: 21
Weź udział w dyskusji - zobacz pełne komentarze