ARTYKUŁY

Od jakiegoś czasu z kręgów okołorządowych dochodzą do nas wieści na temat odnowy moralnej narodu, która ma być zasilana między innymi poprzez zajęcia z patriotyzmu w szkołach. Przebąkiwało się o jakiejś tam IV Rzeczypospolitej i takie tam inne farmazony. Niewiele z tego oczywiście wynikło, ponieważ aby odnowa moralna miała jakikolwiek sens, potrzebna jest zmiana mentalności nie tylko na szczytach, lecz przede wszystkim u podstaw. W skrócie – należałoby najpierw ograniczyć łamanie tych najpowszechniejszych zasad, a dopiero potem zastanawiać się nad tym, czy TW „Delegat” szkodził mniej lub bardziej.

Nasuwa się oczywiste pytanie, czy zdarzenie, które miało miejsce w zeszłym roku, a które – podobno – miało otworzyć nam wszystkim umysły, czyli śmierć papieża Jana Pawła II, faktycznie spowodowała, że Polacy przejrzeli na oczy i doszli do wniosku, że należy żyć tak, jak nauczał ten wielki człowiek? Jak widać po ponad roku, licha okazała się nadzieja, że wszyscy Polacy jednogłośnie przestaną się obrażać, występować z agresją wobec innych ludzi, kraść...

No właśnie – kraść. Kradzież jest przestępstwem, to nie ulega żadnej wątpliwości. Jest przestępstwem z punktu widzenia systemu prawnego, z punktu widzenia religii jest grzechem. Czy idąc na msze za papieża, zapalając lampki pod Jego pomnikami, postanawiając w myślach poprawę swojego zachowania, ktokolwiek zastanawiał się, że najtrudniejszym grzechem do wyeliminowania jest taki, o którym się nie wie, że nim jest, lub – nawet uznając fakt jego istnienia – po prostu się go bagatelizuje? Pewnie w tej chwili większość czytających ten felieton zastanawia się, co za herezje tutaj wypisuję. Czy aby na pewno są to herezje? Przejrzyjcie swoje zasoby dyskowe. Czy nie znajdziecie tam folderów o tajemniczo brzmiących nazwach DC++, Torrent, Kazaa czy eMule? Tak, moi drodzy. Chociaż ciężko jest Wam to sobie uświadomić, bierzecie bardzo często udział w przestępstwie. Przestępstwie kradzieży wartości intelektualnej, zwaną popularnie piractwem komputerowym.  

Dlaczego poruszam ten temat na łamach CM Revolution? Otóż dlatego, że rok temu podczas konferencji w Warszawie, szef SI Games, Miles Jacobson, na pytanie dlaczego nie będzie III ligi polskiej w grze odpowiedział, że jeśli chodzi o wizyty na stronę internetową SI Games oraz Forum SI, Polacy stanowią, oczywiście poza Anglikami, główną siłę osobową. Natomiast jeśli chodzi o sprzedaż gier z serii FM (i wcześniej CM) znajdujemy się na szarym końcu. Miles najzwyczajniej w świecie dał do zrozumienia: „kradniecie efekty naszej pracy, nie będziemy więc wam dogadzać”. I to nie jest ani jego farmazon, ani zemsta za puszczoną przez Shiltona pod pachą piłkę w słynnym meczu z 1973 roku. Po prostu taka jest prawda – okradając SI Games okradacie siebie.

SIEDEM GRZECHÓW GŁÓWNYCH

Jak każdy problem występujący na skalę masową, którego rozwiązanie wydaje się praktycznie niemożliwe, także i ten opiera się na złożoności. Podejrzewam, że z niemal akademicką precyzją można by rozbić to zjawisko na tak mikroskopijne czynniki, że nawet wybitny fizyk Stephen Hawking miałby problemy z ogarnięciem tych ciągów przyczynowo-skutkowych, niejednokrotnie ze sobą sprzężonych. Jedyną szansą, aby podejść do tematu nie pozbawiając go przejrzystości, jest agregacja przyczyn. Ja postanowiłem podzielić je na siedem podstawowych grup, które można określić grzechami głównymi piractwa.

GRZECH PIERWSZY: TRADYCJA

Aby zrozumieć powszechność zjawiska jakim jest piractwo komputerowe trzeba cofnąć się bardzo daleko w czasie i przeanalizować inne dziedziny życia. Kopiowanie dzieł stworzonych przez kogoś innego jest związane praktycznie z ludzkością. Falsyfikaty dzieł sztuki, fałszywe banknoty czy kamienie szlachetne, wykradanie technologii przez wywiady gospodarcze – te wszystkie zjawiska nie powstały w ostatnich latach. Oprogramowanie jest po prostu kolejnym możliwym do sfałszowania towarem. Motywacja zawsze była taka sama – zysk finansowy. Wystarczy dokonać prostej analizy – przy cenie płyty CD wahającej się w granicach 1-1,50 zł, sprzedaż płyty pirackiej za 10 zł przy wliczeniu kosztów wykonania nadruku na opakowaniu daje jednostkowy zysk rzędu 8 zł. Zresztą handel płytami to już przeszłość, gdyż użytkownicy pirackich gier wolą ściągnąć je z internetu za darmo, siedząc przed komputerem, niż szukać ich na bazarach i na dodatek płacić za nie, nawet jeśli kwota jest dużo niższa, niż cena gry oryginalnej, która waha się od kilkudziesięciu złotych do ponad stu. To jednak działa na wyobraźnię. A dlaczego tak się dzieje? O tym za chwilę.

GRZECH DRUGI: NIEŚWIADOMOŚĆ

W powszechnym mniemaniu ludzi korzystających masowo z pirackiego software wydawca i producent gry jest osobą niemal wyjętą z podręczników marksizmu – kapitalista, żerujący na biednej klasie użytkowników gier i programów. Przeciętny zjadacz chleba w tym momencie myśli sobie tak – „skoro jedna czysta płyta kosztuje 1 zł, to na jakiej podstawie dana gra kosztuje 99 zł? Przecież to jest rozbój w biały dzień!” Niestety, wyobraźnia tegoż zjadacza nie obejmuje faktu, że koszt produkcji gry to nie tylko skopiowanie jej milion razy, ale przede wszystkim – proces produkcji (ktoś przecież musi tę grę napisać, i nie robi tego za darmo), licencje na zakup gotowych komponentów (jeśli się z nich korzysta – co nie jest rzadkością), testy (też kosztują). Do tego dochodzą koszty pojawiające się już po wyprodukowaniu gry – marketing i reklama (przecież jakoś ludzie muszą się o istnieniu gry dowiedzieć), koszty utrzymywania supportu (produkcja łatek, update’ów, kontakt ze społecznością graczy), no i – oczywiście – nie każdy zna języki obce, więc dochodzi jeszcze praca tłumaczy.

Straty spowodowane piractwem w Polsce w 2003 roku

Do tego potem dochodzą marże dla właścicieli sklepów, którzy przecież też muszą osiągać zyski, bo inaczej jaki miałoby sens prowadzenie działalności? Niestety – zjadacz chleba – nie zamierza akceptować tego faktu i interesuje go jedynie własna korzyść. Przecież w takim CD Projekcie pracują ludzie, którzy pobierają pensje za to, że wydają/tłumaczą/promują Football Managera na rynku polskim. Ktoś też wydaje pieniądze na organizację konferencji w pięciogwiazdkowych hotelach, łącznie z bankietem (ech te zakąski z Radissona...). Przecież taki Miles podróżował po stolicach Europy przez około dwa miesiące prezentując dziennikarzom swój najnowszy produkt, po to aby gracze mogli dowiedzieć się o tej grze jak najwięcej. Przecież nie za darmo raczej... Tego nie uświadamia sobie nasz ukochany polski gracz, jednocześnie leń oraz nieuk. Niestety, nie uświadamia sobie również, że jego własna korzyść może być bardzo krótkotrwała, gdyż producent jego ulubionej gry może najzwyczajniej w świecie zbankrutować i niestety zjadacz chleba kolejnej części na oczy nie ujrzy (jakby co, to przed pisaniem tego zdania puknąłem trzy razy w niemalowane drewno).

GRZECH TRZECI: OBOJĘTNOŚĆ

Nie byłbym osobą sprawiedliwą, gdybym kategorycznie osądził, że wszyscy kradną. To byłoby zbyt daleko idące posunięcie, jednak faktem bardzo zauważalnym jest to, że ci co nie kradną, nie piętnują tych, co to robią. W tym miejscu pewnie ktoś od razu zada pytanie: „przecież system prawny w Polsce każe tępić piractwo”. Prawda – lecz czy ten sam system prawny nie zabrania sprzedawać alkohol nieletnim? Albo „chrzcić” paliwo? Problem polega na tym, że rozwadnianie paliwa jest uważane powszechnie za świństwo, kontrole stacji benzynowych są nagłaśniane w mediach, a w sprawach sprzedaży alkoholu pojawiają się kampanie w telewizji czy na billboardach. Czy ktoś widział reklamę w TV, w której pojawia się hasło: ”nie kopiuj nielegalnie gier komputerowych!”? Niestety, nie uważa się tego za problem wart zainteresowania mediów (nie licząc pojawiających się newsów ze spektakularnych akcji niszczenia pirackich płyt walcem drogowym – podejrzewam, znając media, że pojawiają się głównie ze względu na widowiskowość a nie misję) czy też organów ścigania. Chociaż te ostatnie próbują czasem na skalę lokalną walczyć ze zjawiskiem. Jednak powstają w tym miejscu kolejne przeszkody.

Jedna z akcji niszczenia pirackich płyt w Polsce

W Stanach Zjednoczonych pojawiła się kampania mająca na celu powstrzymanie nielegalnego ściągania muzyki. Podobne kampanie dotyczące oprogramowania mogłyby otworzyć ludziom oczy także na ten proceder. Czegoś jednak brakuje – siły przebicia, a może po prostu chęci.

GRZECH CZWARTY: AKCEPTACJA

Swego czasu w Polsce głośno było o akcji policji, która polegała na konfiskacie dysków twardych zawierających pirackie oprogramowanie. Jaka była reakcja społeczeństwa? „ubeckie naloty na spokojne domostwa”, „co szkodzi państwu jakiś piętnastoletni fan gier komputerowych?” itp. itd. Jednym słowem – winna była policja, że stosując metodę „zero tolerancji” postanowiła zabrać się za problem w najbardziej bezpośredni sposób. Akcja skończyła się oczywiście fiaskiem, gdyż presja społeczna była tak silna, że policja – niemal przepraszając – wycofała się z działań. Jaki z tego wniosek? Skoro nie zgadzamy się na to, aby popełniający przestępstwo piractwa byli szykanowani, formalnie uznajemy ich czyny za coś zupełnie normalnego i nienagannego. To nie wszystko. Skoro istnieją odbiorcy, to oczywiste jest, że istnieją też dostarczyciele. I co z nimi? Oczywiście nic. Funkcjonują na bazarach, różnych giełdach i w razie jak są jakieś przesłanki o akcji policji, to są solidarnie ostrzegani.

Największy bazar w Polsce – Stadion X-lecia

Na zasadzie – co z niego za złodziej? Po prostu chce zarobić w ciężkich czasach. Solidarność z piratami jest bardzo duża i ciężko jest jej przeciwdziałać. Chwalebnym wyjątkiem jest nasze rodzime Forum CM/FM, gdzie odkąd pamiętam dla piractwa zasada „zero tolerancji” obowiązuje. Akurat piractwo nie jest odosobnionym rodzajem przestępstwa, bo u nas jest generalnie bardzo niski poziom zaufania do policji. Wynika to głównie z pamięci działalności tych służb w poprzednim systemie a – niestety – dzisiejsza policja niewystarczająco umiała podnieść swój prestiż w społeczeństwie.

GRZECH PIĄTY: NAIWNOŚĆ

W poprzednich punktach wymieniłem grzechy dostarczycieli i odbiorców, ale nie wspomniałem jeszcze o tych, od których się wszystko zaczyna. Mianowicie o producentach gier. Mając do czynienia w bardzo dużym stopniu z przeróżnym rodzajem oprogramowania mam wrażenie, że producenci niemalże nie zwracają uwagi na łatwość skopiowania ich produktu. Zabezpieczenia niby istnieją, ale co to za zabezpieczenia, skoro wystarczy odbyć 10-minutową kanikułę po zasobach sieci i bez problemu można znaleźć albo tzw. cracka (czyli najczęściej podmieniony plik wykonywalny gry pozbawiony zabezpieczeń), czy też łamacza kodów (popularnie określanego keygenem), który generuje losowo kod umożliwiający – o zgrozo – zarejestrowanie się i korzystanie z programu tak, jakby był on oryginalny. Zastanawiające jest to, że nie ma chyba gry, która nie posiadałaby swojego cracka w sieci. Czyżby przedsiębiorstwa uznały, że nie warto silić się na tworzenie bardziej skomplikowanego algorytmu zabezpieczającego, ponieważ uznają, że i tak w końcu ktoś go rozgryzie? Albo że jednak ilość ludzi łamiących kody będzie nieistotnym procentem użytkowników programu? Na pewno ta naiwność twórców gier (przede wszystkich zachodnich) bierze się z tego, że tam mentalność społeczeństwa w kwestiach kradzieży intelektualnej jest na zupełnie innym poziomie niż u nas. Tam nawet ściąganie na klasówkach jest powszechnie uważane za coś niewłaściwego i tępione bardzo surowo.

Efekt wprowadzenia ustawy o prawie autorskim

Można więc bardzo ogólny wniosek wysnuć – producentom gier niezbyt zależy na polskim rynku. Jednak tego samego nie można powiedzieć o naszych rodzimych dystrybutorach. Skoro już sprowadzają oni gry z zagranicy, powinni starać się zadbać o właściwe ich zabezpieczenie. Jednak łatwiej jest oszacować potencjalną liczbę pirackich kopii i tę stratę umieścić w bilansie po stronie kosztów (jakby nie było, jest to pewnego rodzaju koszt alternatywny) i zniwelować ją poprzez odpowiednio wyższą cenę. Niestety, po raz kolejny okazuje się, że tylko i wyłącznie tracimy my, uczciwi gracze. Bo nie dość, że płacimy za oryginalną grę, ale pośrednio płacimy też za tych, którzy tę grę nielegalnie kopiują.

GRZECH SZÓSTY: ŁATWOŚĆ

A dlaczego kopiuje ich tak wielu? Z prostej przyczyny – aby dokonać takiego procederu wystarczy posiadać komputer z nagrywarką i nabyć sobie czystą płytę CD. Programy komputerowe są towarem zdecydowanie najłatwiejszym do skopiowania ze wszystkich, które wymieniłem na początku. Aby skopiować dzieło sztuki potrzebny jest malarz, który żmudnie odtworzy szczegóły dzieła, a tu – wystarczy pójść do sklepu komputerowego, nabyć sobie sprzęt (całkowicie legalnie) i od razu wprowadzić słowo w czyn. Swego czasu toczyła się dyskusja na temat tego, czy nagrywarki CD powinny być powszechnie sprzedawane (larum – co można było przewidzieć – podnieśli producenci oprogramowania i muzyki). Dyskusja toczyła się wtedy, kiedy ten sprzęt wchodził dopiero na rynek. Dziś nikt nawet nie zadaje sobie takich pytań. Zresztą to i tak nie rozwiązałoby problemu.

Łatwych i bezbolesnych metod piractwa jest wiele. Jedną z nich najcelniej nazwałbym „półlegalną”. Na czym ta półlegalność polega? Otóż – wystarczy, że pożyczymy od kolegi oryginalny produkt i zainstalujemy go sobie na naszym domowym komputerze. W przypadku popularnych pakietów biurowych czy systemu Windows wymaga to wyłącznie wpisania kodu podanego wraz z płytą instalacyjną. W innych przypadkach trzeba sięgnąć po wspomnianego już cracka. Firmy, takie jak chociażby Microsoft, starają się zapobiegać tym procederom poprzez wymóg aktywacji zainstalowanego software telefonicznie lub przez sieć po upłynięciu określonego czasu lub przy którymś z kolei uruchomieniu programu. To dotyczy jednak najczęściej programów biurowych czy systemów operacyjnych. W przypadku gier wystarczy skorzystać z dobrodziejstw, jakie oferuje nam Internet, skorzystać z pierwszego z brzegu powszechnie znanego systemu pobierania plików (czy bezpośrednio od innego użytkownika, czy z sieci) i wpisać tytuł nas interesujący. Od razu wyskoczy mnóstwo odnośników, co oznacza, że ludzi uczestniczących w tym procederze są tysiące. Nie dziwne jest to. Skoro programy te pisane są w taki sposób, że maksymalnie ułatwiają ludziom przekazywanie sobie plików, to nie dziwne, że nawet laik sobie z nimi radzi.

GRZECH SIÓDMY: ZANIECHANIE

Tu powstaje pytanie – skoro nawet laik ma dostęp do systemów ściągania plików, to dlaczego tymi systemami nie interesują się odpowiednie organa. Przecież tak samo jak dowolny użytkownik, policjant może wpisać dowolny tytuł chroniony prawem autorskim i na postawie podanych tam wyników odnaleźć komputery, które ten tytuł rozpowszechniają. Programy do ściągania plików są niesamowicie popularne i wcale nie są znane tylko specjalnie wtajemniczonym ludziom. Nazwy najpopularniejszych zna pewnie przeciętny nastolatek posiadający w domu komputer w każdym zakątku naszego kraju. Czemu więc nie ma zakazu tworzenia takich systemów? Kilka lat temu głośno było o walce zespołu Metallica z twórcami programu Napster. Efektem tej walki była likwidacja tego serwisu i pojawienie się legalnej odpowiedzi na niego. Wiadomo, że jest to walka z wiatrakami – w miejsce jednego systemu pojawi się następny – ale jednak pozostawienie tej „dżungli” samej sobie nie przyniesie pozytywów.

Amerykańska kampania przeciw ściąganiu muzyki z sieci

Pozwoli piratom czuć się jeszcze bardziej bezkarnymi. Czemu bazary, które są siedliskiem piractwa istnieją sobie praktycznie w każdym mieście (jak chociażby warszawski Stadion X-lecia)? W dużej mierze, wpływ na nieskuteczność organów ścigania ma powszechnie występująca korupcja. Wystarczy mieć zaufanego informatora i o każdym nalocie bazarowi piraci wiedzą na tyle wcześnie, by móc się do niego odpowiednio przygotować.

Policyjna akcja nalotów na piratów, o której pisałem wyżej, spowodowała popłoch wśród wielu ludzi, którzy wiedząc, że mają na sumieniu czyny karalne karą pozbawienia wolności, nierzadko w popłochu czyścili swoje zasoby dyskowe. Widmo kary wiszące nad piratami zawsze spowoduje, że jakiś procent ludzi będzie się zastanawiać czy jednak nie opłaca się bardziej wydać te kilkadziesiąt złotych więcej, mając przy tym czyste sumienie i święty spokój. Badania przeprowadzone przez firmę Business Software Alliance wykazały, że w Polsce stopa piractwa wynosi aż 54%. Czyli ponad połowa programów użytkowanych w naszym kraju jest użytkowana nielegalnie. BSA jest sojuszem skupiającym największych producentów oprogramowania i jego celem jest skuteczna walka z piractwem. Jego działalność skierowana jest póki co jednak na przedsiębiorstwa, więc jego skuteczność w przypadku powstrzymania procederu piractwa gier komputerowych (których użytkownikami w zdecydowanej większości są indywidualni użytkownicy) jest znikoma. Pojawiają się inicjatywy edukacyjne mające na celu zmianę mentalności, ale niestety przed nami jeszcze długa droga, aby uzyskać wymierny efekt.

PIEKŁO CZY CZYŚCIEC?

W tym miejscu musimy się wszyscy zastanowić, czy to nie od nas przede wszystkim zależy, aby ten proceder zanikał. Dokonajmy rachunku sumienia, przeanalizujmy czy nie warto zaoszczędzić tych 99 złotych, by pójść do sklepu i kupić nowego Football Managera, który będzie nas cieszył przez długie miesiące, a oryginalne opakowanie będzie zdobić naszą półkę i napawać nas dumą. Przecież zakup oryginalnej gry jest pewnego rodzaju uznaniem przez nas pracy włożonej przez twórców. Skoro zachwycamy się wspaniałą grywalnością, wysokim odzwierciedleniem realizmu, nowym silnikiem meczowym, kolejnymi opcjami, które pojawiają się w każdej kolejnej wersji gry, to czemu nie zastanawiamy się, że w implementację jednej czy drugiej opcji ktoś włożył mnóstwo pracy i za tę pracę należy mu się nagroda.

Zacząłem ten tekst z patosem, zakończę go z jeszcze większym. Jak mawiał Jan Paweł II „niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi”. Odnowienia wymaga nasza wspólna ziemia – ziemia, na której nie ma miejsca dla piratów i złodziei cudzej twórczości. Tylko my – gracze – możemy tę ziemię odnowić. Bo my korzystamy z jej plonów. A plony te, jeśli nie będzie się pozwalać na rozprzestrzenianie się chwastów, będzie rodzić długo i urodzajnie. I – co chyba najważniejsze – dużo taniej.
 

Zobacz także

  • Kategoria
  • Tytuł materiału
  • Autor
  • Kiedy

ZDANIEM CZYTELNIKÓW CM REVOLUTION

Wszystkich komentarzy: 120

FM REVOLUTION - OFICJALNA STRONA SERII FOOTBALL MANAGER W POLSCE
Największa polska społeczność Ponad 70 tysięcy zarejestrowanych użytkowników nie może się mylić!
Polska Liga Update Plik dodający do Football Managera opcję gry w niższych ligach polskich!
FM Revolution Cut-Out Megapack Największy, w pełni dostępny zestaw zdjęć piłkarzy do Football Managera.
Aktualizacje i dodatki Uaktualnienia, nowe grywalne kraje i inne nowości ze światowej sceny.
Talenty do Football Managera Znajdziesz u nas setki nazwisk wonderkidów. Sprawdź je wszystkie!
Polska baza danych - dyskusja Masz uwagi do jakości wykonania Ekstraklasy lub 1. ligi? Napisz tutaj!
Copyright © 2002-2018 by FM Revolution
[x]Informujemy, że ta strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką plików cookies. W każdym czasie możesz określić w swojej przeglądarce warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies.