ARTYKUŁY

Po pięciu sparingach naszedł czas szlifowania formy. Obcokrajowcy dostali prywatnych nauczycieli języka angielskiego. Chociaż, co po niektórzy twierdzą, że futbol jest językiem uniwersalnym, wolałem, by w szatni i na murawie panowało pełne zrozumienie. Patrice Loko nie był zadowolony, podobnie jak Materrazi. Chociaż, akurat włoski stoper znał po trosze brytyjski. Na przełomie lat 1998-1999 występował przecież w Evertonie.

Po ogarnięciu spraw komunikacyjnych nastąpiła delikatna metamorfoza w systemie treningów. Otóż, po wstępnym przygotowaniu motoryczno-siłowym nadeszła pora doskonalenia umiejętności taktyczno-technicznych. Chciałem wytrenować po dwa, trzy sposoby rozgrywania stałych fragmentów gry. I tak, rzuty rożne podzieliłem na trzy kategorie: bite na długi słupek, na krótki, na środek. Nie interesowało mnie kompletnie zagrywanie przed pole karne, a już pomysł z rozegraniem kornera na krótko graniczył dla mnie z utopią. Drugie w kolejności były wyrzutu z autów. Te podzieliłem na: pod polem karnym rywala, w środku boiska przy pressingu. Te pierwsze trenowaliśmy w sposób, do którego przyzwyczaił nas Roberto Carlos – długi wrzut, wprost na środek lub na krótki słupek. Te drugie zaś mieliśmy rozgrywać tak, by piłka po wyrzuceniu i dotarciu do zawodnika jak najszybciej została odegrana na dwie klepki. Nie mogłem sobie pozwolić na głupie straty. Zwłaszcza, że akurat środkowi pomocnicy w silniejszych drużynach są bez wątpienia fantastycznie wyszkoleni technicznie.

Trzecia kategoria stałych fragmentów gry to rzuty wolne. I te zostały podzielone na takie kategorie jak: pośrednie, bezpośrednie, bite na głowę, na krótko, strzały na bramkę. Po przeskanowaniu całej drużyny ustaliłem, iż najlepszym pomysłem będzie powierzyć odpowiedzialność za bezpośrednie uderzenia na bramkę następującym piłkarzom: Sebastian Larsson, Craig Gardner (najczęściej rezerwowy), Henri Saivet, Stephane Sessegnon. Hierarchia nie była przypadkowa. Stworzyli mi ją trenerzy, którzy pracowali z piłkarzami w zeszłym sezonie. Saivet doskonale radził sobie w poprzednim klubie, więc zamierzałem go przetestować w Sunderlandzie.

Paradoksalnie, według klubu, najdroższym piłkarzem był kontuzjowany reprezentant młodzieżowej Anglii – Connor Wickham. Wychowanek Ipswich był od momentu mojego przyjścia do klubu był pod lupą Aston Villli i Bayeru Leverkusen. Próbowałem z nim rozmawiać i przekonywać, że w Sunderlandzie znajdzie bezpieczną przystań na długie lata, lecz ten, wszem i wobec zaczął oznajmiać, że pod moją batutą będzie grał co najwyżej do końca przyszłego sezonu. A później odejdzie. Chcąc nie chcąc, musiałem go wyeksploatować do granic możliwości. Skoro jest wart na dzień dzisiejszy 9 milionów euro, to planem minimum będzie zdobyć za jego kartę drugie tyle. W dodatku do klubu wpłynęło kilka ofert za piłkarzy z pierwszego składu, których za żadne skarby nie chciałem się pozbywać. I, tak prawdę powiedziawszy, zastanawiałem się co zrobić, gdy wypożyczenie Bendtnera i Welbecka dobiegnie końca. Wenger i Ferguson nie mieli zamiaru ich sprzedawać.
 
Po przetasowaniu dwóch taktyk sprawdziłem kolejną. Tym razem spróbowałem zagrać w systemie 4-3-3, pozbawiając drużynę możliwości gry skrzydłami. Sezon jest długi jak lista wykroczeń Paula Gascoine’a, a my potrzebowaliśmy kilku wariantów.
 
21.07.2012 - Stevenge vs Sunderland

Na Broadhall Way w Stevenge było dość chłodno jak na tę porę roku. Rozpaleni słońcem urlopowych wypoczynków piłkarze zagrali poprawnie, ale nie było w tym wszystkim za krzty polotu. Piłka co prawda wędrowała jak po sznurku, więc w pewnym sensie założenia taktyczne były realizowane. Tym niemniej jednak w 37. minucie John Mousinho po fatalnym kiksie Wesa Browna wpakował nam piłkę do siatki. Dudek nie miał żadnych szans, a ponad trzy tysiące kibiców miało co świętować. W drugiej połowie przesunąłem bocznych obrońców do przodu zmieniając tym samym nastawienie na hiperofensywne. Teraz, prawdę powiedziawszy, na obronie pozostało ledwie dwóch środkowych obrońców. W 77. minucie po solowej akcji środkiem pola Turner dał nam wyrównanie.

 

Ta sama taktyka sprawdziła się pięć dni później w spotkaniu z Albion Rovers. Szczerze powiedziawszy nie miałem zielonego pojęcia w jaki sposób mój asystent wynajduje potencjalnych rywali. Ci akurat byli sztampowym przykładem kelnerów. Graliśmy tak, jak chciałem. Niemal każde podanie trafiało do celu, a każda akcja kończyła się strzałem w światło bramki. Oddaliśmy aż 33 strzały, z czego ledwie 11 trafiło między słupki. Statystyki pokazywały jak przytłaczającą mieliśmy przewagę. Chcąc nie chcąc, czasami przydaje się tak słaby rywal, by podbudować morale.


 
Końcówka lipca i za razem początek sierpnia miały być dla nas decydujące. To był ostatni gwizdek. Czas, w którym musieliśmy spiąć pośladki i dawać z siebie maksimum na każdym treningu, na każdym sparingu. Piłkarze byli w formie, co było widać w końcowych minutach strechingów. Nikt nie wypluwał płuc. Byliśmy zwarci i gotowi do boju, a ja sporządzałem coraz więcej notatek, tworzyłem coraz więcej wykresów i statystyk. Pomyślałem więc, że skoro idzie nam tak dobrze, powinniśmy zatrudnić kogoś, kto będzie dla nas tworzył sprawozdania z formy, jaką prezentują najbliżsi rywale. Musiałem znać taktykę, wiedzieć kto jest kontuzjowany, znać najsłabsze elementy poszczególnych drużyn.

Ostatnie dwa mecze sparingowe to wypłynięcie na szerokie wody naszym okrętem. Dwóch renomowanych rywali na naszym podwórku zebrało więcej kibiców, niż mecze z drużynami z tabeli. Piłkarze byli podnieceni jak Clarkson testujący nowego Aston Martina.
 
31 lipca 2011 roku na nasze podwórko przyjechała wielka Parma. Black spisał się wyśmienicie. Po raz pierwszy od momentu przejęcia sterów pochwaliłem asystenta przed całą drużyną, dzięki czemu morale wzrosły.

Na murawie pojawiliśmy się na kwadrans przed pierwszym gwizdkiem. Chciałem, by piłkarze rozgrzali się przy pełnych trybunach. Pierwszy gwizdek pana Batesa spotęgował we mnie podniecenie. Czułem, że mecze z tak renomowanym rywalem umocni w nas poczucie własnej wartości. Niestety, w 14. minucie Paletta uderzając w okienko dał prowadzenie Włochom. I wtedy pomyślałem sobie, że chyba rozpoczął się proces destrukcji. Nie pierwszy raz spotkałbym się przecież z sytuacją, gdy po strzeleniu bramki cała drużyna siada na dupie i udaje, że nic się nie stało, jednocześnie nie potrafiąc skonstruować żadnej składnej akcji. Na szczęście w 28. minucie po podaniu Le Talleca w sytuacji sam na sam z bramkarzem piłkę lobem wpakował do siatki Welbeck i mecz rozpoczął się na nowo. Chwilę po wznowieniu od środka Richardson ostrym wślizgiem odebrał piłkę rywalom, posłał długie podanie wprost na wpadającego w pole karne Welbecka, a Anglik z piętki usiłował strzelić przy słupku. Piłka spadła na ziemię kilka centymetrów od wyciągniętego jak struna Antonio Mirante, a prujący po trawie na wślizgu Fabiano Santacroce wsunął futbolówkę za linię bramkową. Kibice zaczęli śpiewać nasz hymn, a ja poczułem się, jak bym był ojcem tego małego sukcesu.

W szatni zrobiłem kilka roszad. Od tej pory mieliśmy bardziej dbać o piłkę, nie tracić jej na własnej połowie. Cofnąłem Le Talleca do tyłu pozostawiając Welbecka w napadzie. Teraz graliśmy z czterema pomocnikami, z czego dwóch środkowych było nastawionych stricte defensywnie. Utrzymanie prowadzenia było dla mnie kluczowe. Gdy pan Bates gwizdnął po raz drugi czułem w kościach, że to nie ostatnie słowo w tym meczu. I w 58. minucie Materazzi w bardzo brutalny sposób sfaulował Zaccardo, ale arbiter uznał, że nic nie było. Włoch podał do środka, tam Richardson nie czekając na oklaski, z pierwszej piłki zagrał na skrzydło do tnącego murawę Larssona. Pomocnik balansem ciała minął stopera, wysunął piłkę do Le Talleca, a Francuz z pierwszej piłki, na pełnej prędkości uderzył po ziemi tuż przy lewym słupku.
 
 
Ostatni sparing smakował wyśmienicie. Za burtą zostawiliśmy Parmę, a teraz nadszedł czas na Fiorentinę. Usiadłem przed meczem z Loko i przeanalizowałem skład. Włosi byli naszpikowani gwiazdami jak plac Pigal paniami gościnnymi w kroku. Skład Fioletowych wyglądał następująco:

Neto – Romulo, Gamberini, Kroldrup, Pasqual – Kharja, Montolivo, Gilardino, Vargas - Lajic, Cerci

Włosi znani są z ultradefensywnej gry. Musiałem więc odpowiednio zmodyfikować nasz system rozgrywania piłek. Po pierwsze – musimy odciąć od rozgrywania środkowych pomocników. Po drugie, jeden z napastników został wolnym elektronem, zaś drugi zyskał cechy "fałszywego napastnika". Bendtner miał wspierać środek pomocy, wychodzić do prostopadłych piłek granych ze skrzydła. Chłop miał żelazne płuca. Jeden ze środkowych pomocników miał wspierać ofensywę, zaś drugi miał grać neutralnie – ani z przodu, ani z tyłu. Cała drużyna dostała również za zadanie oddawać strzały zza pola karnego i zagrywać piłkę do wysuniętego Welbecka.

Po sporządzeniu przepisu musieliśmy stawić czoła rywalom. Już w ósmej minucie meczu do wysoko bitej piłki z rogu najwyżej wyskoczył Bramble i uderzeniem tyłem głowy wsadził piłkę za kołnierz Brazylijczyka Neto. Po szybko objętym prowadzeniu środkowy Cattermole musiał ustabilizować hurraoptymistyczne humory. Cofnęliśmy się nieco do tyłu i stawiając autobus w bramce nie dopuściliśmy do utraty gola. W przerwie wszyscy doili litry energetyków, a ja ciosałem kołki na głowach usiłując udowodnić, że jedna bramka to pryszcz. Nas stać na coś większego.

Drugie 45 minut to obraz seksownego futbolu. Co prawda Cerci zdobył bramkę wyrównującą z rzutu wolnego, ale zaraz potem istniał wyłącznie Sunderland. W 61. minucie w zamieszaniu w polu karnym najsprytniej zachował się były piłkarz Manchesteru United Wes Brown i uderzeniem z kolana dał nam prowadzenie. A w doliczonym czasie gry fantastyczną petardą pod poprzeczkę kropkę nad i postawił Bendtner.
 
Nazajutrz na treningu rozdałem trenerom nowe rozpiski. Okres przygotowań minął jak z bicza strzelił. Wszyscy byli w dobrej kondycji fizycznej, większość nie miała problemów z bolącymi mięśniami. Poziom intensywności zredukowałem o 30%. Od dziś treningi będą się odbywać dwa razy dziennie,  z czego jeden z piłką, jeden bez piłki.

Zobacz także

  • Kategoria
  • Tytuł materiału
  • Autor
  • Kiedy
FM REVOLUTION - OFICJALNA STRONA SERII FOOTBALL MANAGER W POLSCE
Największa polska społeczność Ponad 70 tysięcy zarejestrowanych użytkowników nie może się mylić!
Polska Liga Update 2016 Jedyny w Polsce dodatek do FM 2016 umożliwiający grę w II, III, IV oraz V lidze!
FM Revolution Cut-Out Megapack Największy, w pełni dostępny zestaw zdjęć piłkarzy do Football Managera.
FM 2016 Revolution Update Aktualizacje składów do FM 2016, ze szczególną myślą o polskich graczach.
Talenty do FM 2016 Znajdziesz u nas ponad 300 nazwisk wonderkidów. Sprawdź je wszystkie!
FM 2017 - co już o nim wiemy? Pierwsze spekulacje i przecieki na temat nowej gry Sports Interactive.
Copyright © 2002-2017 by FM Revolution