ARTYKUŁY

CM Revolution ma dzisiaj urodziny i nikt się nie bawi, ludzie powoli zaczynają podchodzić do Ceyvola i pytać go, czy w ogóle jest redaktorem naczelnym. Mamy nawet malutką awanturę o to, czy cmrev.com to strona, w której użytkownik może się odnaleźć i znaleźć to, co trzeba. Ponoć szukajcie, a znajdziecie. Kto pyta nie błądzi. Dla chcącego nic trudnego. Chodzę po różnych pokojach Graveyard Plaza (w ogóle jeszcze to tak nazywamy?), z większości wieje pustką. W kuluarach mówi się, że wszyscy już czekają na to, co zrobi mahdi na myfootballmanager.pl. Ponoć mają być fajerwerki, dziewczyny, piłki do rozdania i hektolitry alkoholu. Już na dniach wielkie otwarcie, ponoć. Dlatego korzystajmy z tego, że na CM Revolution ktoś wchodzi, zwłaszcza w dniu naszych 13 urodzin. Pechowa ta trzynastka. Niby ładna, ale jednak nawet baloników nie chce się dmuchać.

Na imprezie zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie trochę od grupy odstawał. Ktoś, kto może jest przygnębiony albo po prostu zmęczony. Po angielsku nazywa się to „party pooper”, natomiast chyba polski odpowiednik nie istnieje. Z przyjemnością chciałbym ogłosić, że to właśnie ja przejmę w tym roku obowiązki związane z pełnieniem tej roli. Mam nawet swój uroczysty strój – szary dres adidasa, w końcu jesteśmy na sportowej stronie.

Jeżeli jeszcze do tej pory nie wyłączyliście karty z tym tekstem, to całkiem możliwe że lubicie Pawła Zarzecznego i/lub pitolenie o Szopenie (niepotrzebne skreślić). W trzecim akapicie wypadałoby przejść do meritum, co niniejszym czynię. Chciałbym poświęcić swój cenny czas antenowy na zwierzenia. Od niecałego roku coraz mniej interesuje mnie Football Manager i wydaje mi się, że nadszedł czas na rozstanie.

Zacząłem od CM-a 4, jeszcze za szczeniaka. Wtedy nie przejmowałem się finansami – to były te czasy wcielania się w menedżerów najlepszych klubów i przelewania ich pieniędzy na moje konto w zamian za piłkarza poziomu Roberta Jeża. Ściągałem zawodników ze względu na ich występy w telewizji bądź ciekawe nazwiska i miałem tylu graczy, ilu Parma ma teraz. Ale wtedy ta gra sprawiała mi nieprawdopodobną przyjemność. Wynik miał znaczenie drugorzędne, bo dla 10-letniego szczyla liczyło się to, że jedenastu ludzików biega tak, jak im każesz. I nieważne, czy nominalny prawoskrzydłowy grał na lewej obronie. Miał swoje zadania i je wykonywał. Totalnie nowy świat dla człowieka do tej pory strzelającego gole samobójcze bramkarzem przeciwnika w FIFIE 2002.

Miałem potem Football Managera 2005 (polecanego przez Andrzeja Strejlaua!) i FM-a 2006. Ta druga gra została kupiona jakoś w 2007 za śmieszną cenę 25 złotych, wtedy to była ta CD Projektowa kolekcja klasyki. Teraz można pomarzyć o takich rzeczach. Niedługo, gdy ktoś będzie chciał kupić wersję pudełkową w celu dostawienia jej do kolekcji pozostałych pudełek, w środku zobaczy tylko kod do Steama i płytę z szelmowskim uśmieszkiem Milesa Jacobsona wyciętą z papieru.

A zatem idzie nowe i temu nowemu nie jesteśmy w stanie się przeciwstawić. Mówią, żebym nie kupował na znak swojego niezadowolenia. Różni ludzie powtarzali to jak mantrę przez dobrych kilka edycji i wreszcie udało wam się mnie przekonać. Nie brakuje mi Football Managera 2015 na swoim dysku. Co więcej, mam wrażenie, że w ogóle nie brakowałoby mi Football Managera 2013 i 2014 w bibliotece gier na Steamie.

Gdzieś pomiędzy liczeniem pieniędzy a liczeniem pieniędzy SI zgubiło duszę swojego najlepszego dziecka, zakładając na chwilę że gry komputerowe ową duszę posiadają. W pewnym momencie to coś, czego nie da się zdefiniować umknęło w powietrze, a teraz magicy ze Sports Interactive próbują „to” złapać za pomocą siatki na motyle. My, rozsądni gracze, próbujemy nałożyć na „to” pelerynę ze słowem grywalność, żeby nigdy nam już nie uciekło. Problem w tym, że też nie możemy „tego” znaleźć.

W tym momencie chciałbym, żebyście zrobili sobie przerwę od czytania i porządnie zastanowili się nad tym, czy Football Manager dalej jest dla was tym samym, czym był wcześniej. A jeżeli nie, to czy wasz związek z tą grą poszedł w dobrym kierunku, czy też czujecie że jesteście ze sobą z przyzwyczajenia. Spokojnie, przemyślcie to.

Nie uważacie, że Football Manager zostaje w tyle? Że inne gry sportowe po prostu zjadają go na śniadanie? W porządku, to zupełnie inny tryb rozgrywki niż FIFA czy PES, ale tu chodzi właśnie o „to coś”. O siadanie przed monitorem przed południem, żeby skończyć po północy z poczuciem, że minęło ledwie kilka godzin, nie zaś pół dnia. O ciągłe rozmowy o FM-ie z kolegami, porównywanie składów, niuansów taktycznych. Kiedyś zostawiałem komputer w stanie hibernacji, żeby tuż po wstaniu z łóżka móc rozegrać kolejny mecz. Kiedyś w pokoju obok organizowałem domówkę, ale wymykałem się żeby parę razy kliknąć kontynuuj, a ludzie dołączali. Teraz mając wolny weekend rzadko kiedy zmuszam się do tego, żeby rozegrać jedno spotkanie.

Próbuję sobie to wszystko wytłumaczyć tym, że jestem coraz starszy i na grę mam coraz mniej czasu, ale to nieprawda. Dalej siedzę z nosem w monitorze, ale moim magnesem nie jest już prosta ikonka z cyferką „15”. Zbyt wiele razy zostałem przez SI rozczarowany, żeby teraz bezgranicznie uwierzyć w to, co piszą w oficjalnych zapowiedziach. Miles Jacobson i spółka są jak wytrawni politycy, którzy wpychają w nas treści dokładnie takie, jakich oczekujemy. Problem w tym, że ich produkt jest niedorobiony. Jakby to powiedział Stefan „Siara” Siarzewski - „Kilka niedociągnięć? A gdzie tu są dociągnięcia?!”.

Do tej pory uważam, że najlepszą wersją Football Managera była ta z numerkiem 12. I nie sądzę, że jesteście w stanie zrozumieć moje rozczarowanie jej następcą, który zaorał dokonania poprzedniczki. Doskonale wiemy, że FM to co roku ta sama esencja, ten sam program. Wystarczy tylko co roku ulepszać fasadę i dokładać nowe udogodnienia. ALE NIE! ZROBIMY ZUPEŁNIE COŚ INNEGO, BO TEJ SERII PRZYDAŁBY SIĘ NOWY WIZERUNEK. Można to odebrać jako: musimy coś pododawać i poprzestawiać, żeby nowi ludzie to kupili. Bo niestety tak smutny jest rynek, że o graczy tak zwanych „hardkorowych” dba się nieporównywalnie gorzej niż o nowych klientów. Nie tylko w sferze gier komputerowych i na pewno widzicie to niemalże w każdym aspekcie życia. Liczą na to, że ja kupię Football Managera 2015, 16, 17, 18, 19 i 67 bo jestem miłośnikiem tej serii i przywiązałem się do niej jak przywiązuje się zakładnika do kaloryfera. Liczą, że rzucę wszystko w kąt gdy wyjdzie nowa edycja. Że nabiorę się na 1985 nowych animacji i nowy system treningu (oczywiście niedorobiony). To wszystko zadziała na przykład na mojego kolegę, który nigdy wcześniej w to nie grał – tyle nowości, super treningi, możliwość kontroli nad niemal każdym aspektem życia klubu, wszystko cud, miód i malina.


Problem w tym, że nie widać w zamysłach SI jednego kursu, którego będą się trzymać. Oni wszystko by chcieli natychmiast, nowe, lepsze, bardziej błyszczące, a przy okazji agresywne i skuteczne jak Zlatan. Przypomina to trochę imprezę urodzinową z okazji skończenia 9 roku życia i zabawę w przypinanie ogona osłu. Wyobrażam sobie Milesa Jacobsona i jego podwładnych przy piwie w przykładowym dialogu:

- Słuchajcie, za pół roku premiera Football Managera dwa tysiące szesnaście, a my nadal nie mamy żadnych nowości. Proszę, podajcie mi swoje najlepsze pomysły.
- Może… nowe rozmowy motywacyjne?
- Było.
- Nowy system scoutingu?
- Dopiero co wprowadziliśmy.
- Nowy system transferowy?
- Hm… brzmi dobrze, kiedy ostatni raz mieszaliśmy w transferach?
- Jakoś w okolicach wersji dwa tysiące trzynaście.
- Wybornie! Robimy nowy silnik transferowy z kobietami i blackjackiem!
- A może w tym roku odpuścimy rewolucję i tylko ulepszymy to, co zrobiliśmy do tej pory?
- Nonsens, jesteś zwolniony za płynięcie pod prąd. Silnik transferowy. Możliwość płacenia w naturze i alkoholu, sto pięćdziesiąt milionów nowych klauzul, mamy to! Możecie się rozejść, muszę przeliczyć swoje pieniądze.

Wracając właśnie do ukochanej wersji z numerkiem 12. Liczyłem na drobne usprawnienia gry wspaniałej, w którą przegrałem niemalże całe dwa lata liceum. Spodziewałem się, że dzięki następnym edycjom w ogóle nie będę wychodził z domu i znowu zacznę zapisywać składy w każdym możliwym zeszycie. Nic takiego nie miało miejsca. Wszystko się popsuło. Grając w Football Managera 2014 momentami nie rozumiałem, dlaczego przegrywam i dlaczego wygrywam. Nie miałem pojęcia, jak mogę wpłynąć na silnik meczowy na tyle, żeby zwyciężyć. No i najważniejsze. Nie miałem pojęcia, dlaczego to gra chce mi podyktować skuteczną taktykę, skoro ja bardzo chcę ustawić swój zespół w 4-2-2-2 z dwoma wysuniętymi skrzydłowymi. Nie interesuje mnie 4-1-1-3-1. Co to ma być, CM 4 i powrót Diablo? Minęło 12 lat, mogliby się ogarnąć.

Przez chwilę uznałem nawet, że nie jestem w Football Managera „dobry”. Wydawało mi się, że przy okazji FM-a 12 wytrząsnąłem z tej gry wszystko, co potrafiłem i teraz na drodze implikacji karmicznych zostałem skazany na cierpienia. Na szczęście wróciła mi trzeźwość umysłu i zrozumiałem, że to nie moja wina. To te malutkie, niedorobione ludziki nie robiły tego, co chcę. To nie moja wina, że pierwszy strzał przeciwnika przeważnie kończył się bramką. Nie wmówicie mi, że wszystkie absurdalne sytuacje, które ciężko zliczyć na forum SI czy nawet na CM Rev są konsekwencją tego, że mam ochotę ustawić swój zespół tak, a nie inaczej. W pewnym momencie oglądania meczów w FM-ie 14 z moim kolegą po prostu śmiałem się w monitor, bo tylko to pozostało.

Dla takich jak ja nie ma już nadziei, zostałem już raczej bezpowrotnie odarty z marzeń o nowym FM-ie, który będzie sprawiał mi przyjemność. Konsekwentna propaganda defetyzmu na łamach CM Revolution pokonała mój wrodzony optymizm. Za dzieciaka nie przeszkadzały mi bugi. Grało mi się tak dobrze, że nie zwracałem na to uwagi. I nieważne, że przegrywałem – z radością klikałem kontynuuj i czekałem piętnaście minut na zakończenie zapisu gry. Te kilkanaście lat temu nazwiska również były inne. Kupowałeś Robbena, Kakę, Ronaldinho, Kezmana – można tę listę rozszerzyć do granic całego artykułu.

Pomyśl sobie, jak paka Buffon, Abbiati – Nesta, Coloccini, Ferdinand, Kaladze, Zambrotta, Grosso – Pirlo, Cristiano Ronaldo, Kaka, Joaquin, Denilson, Vicente, Ambrosini, Gattuso – Szewczenko, Rooney, Ibrahimovic, Inzaghi, Crespo którą posklejałem w Milanie ma się do tego, co kupujesz teraz. Kto kiedyś był talentem, a kto talentem jest teraz. Okej, pewnie kolejne pokolenie graczy będzie mówić o takim notorycznie ściąganym Balancie per pan piłkarz, ale w tej generacji FM-owych wymiataczy nie ma dla mnie takiej magii jak w wymienionej wyżej.

No właśnie, magia. Czytam sobie czasami manifesty Nascimento, Opelu, Dobiego i widzę, jak ich ta gra bawi. Gdyby nie to, że obiecałem sobie dokończyć wreszcie jakiś cykl na stronie pewnie na wirtualnej półce z FM-em zebrałoby się tyle kurzu, że nie mógłbym zobaczyć żadnej z tych gier. Nie nazwałbym tego wypaleniem – przerwy od Football Managera zdarzały się nagminnie, ale za każdym razem wracałem z jeszcze większą energią. Teraz po prostu czuję, że Sports Interactive nie jest mnie w stanie przekonać do tego, że ich gra to produkt, na który chcę wyłożyć ciężko zarobione pieniądze. Ba, nawet za darmo bym w niego nie zagrał.

Choć w głębi duszy czekam na wiatr co rozgoni ciemne chmury na niebie, Anna Jantar śpiewała, że nic nie może przecież wiecznie trwać.

A więc przepraszam, ale wychodzę z tej imprezy. Wolę zagrać w coś innego.  

Słowa kluczowe: Bolson felieton FM 2015

Zobacz także

  • Kategoria
  • Tytuł materiału
  • Autor
  • Kiedy
FM REVOLUTION - OFICJALNA STRONA SERII FOOTBALL MANAGER W POLSCE
Największa polska społeczność Ponad 70 tysięcy zarejestrowanych użytkowników nie może się mylić!
Polska Liga Update Plik dodający do Football Managera opcję gry w niższych ligach polskich!
FM Revolution Cut-Out Megapack Największy, w pełni dostępny zestaw zdjęć piłkarzy do Football Managera.
Aktualizacje i dodatki Uaktualnienia, nowe grywalne kraje i inne nowości ze światowej sceny.
Talenty do Football Managera Znajdziesz u nas setki nazwisk wonderkidów. Sprawdź je wszystkie!
Polska baza danych - dyskusja Masz uwagi do jakości wykonania Ekstraklasy lub 1. ligi? Napisz tutaj!
Copyright © 2002-2017 by FM Revolution