ARTYKUŁY

Odcinek 1
 
Ileż można czekać na tę Ligę Mistrzów z udziałem polskiego klubu. Mam tu oczywiście na myśli fazę grupową tych rozgrywek. Swego czasu doszedłem do wniosku, że wiele rzeczy na świecie się zdarzy, ale zapewne to o czym wyżej prędko nam nie grozi. Mistrzowie Polski pokazali już parę razy, iż mamy tu do czynienia chyba z jakąś blokadą psychiczną, bo choćby Panathinaikos był bez wątpienia w zasięgu Wisły Kraków. Dalej grali jednak Grecy. Żeby dalej nie przedłużać powiem od razu w czym rzecz. Postanowiłem przejąć kontrolę nad polskim klubem i doprowadzić go do gry w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Klubem tym jest – na razie – drugoligowa Polonia Bytom.

Zapewne są w tym momencie tacy, którzy nie bardzo kumają, o co chodzi temu facetowi. Polonia Bytom??! Wszak to kandydat do spadku z drugiej ligi! Nie podzielam jednak tej opinii, ale zanim przyjdzie mi o tym przekonać sympatyków małej wiary, muszę wpierw posprzątać w klubie.

Kilka dni po przejęciu przeze mnie Polonii, w lokalnej prasie dotychczasowi działacze coś bredzą o zamachu na demokrację. Lamentują, że z nikim się nie liczę, że robię czystki, że panoszę się i w ogóle tego typu farmazony. Szczerze powiedziawszy niewiele sobie z tego robię i po dwóch tygodniach wymieniłem prawie cały sztab szkoleniowy.

Moją prawą ręką jest były bramkarz reprezentacji Norwegii Erik Thorstvedt. Razem z byłym polskim bramkarzem, Krzysztofem Koszarskim, odpowiada za trening bramkarzy.
W charakterze speca od stałych fragmentów gry zaangażowałem 30-letniego Węgra Janosa Hrutkę. 48-letni Włoch Maurizio Guido odpowiadać będzie za trening strzelecki, a 4 lata od niego starszy Anglik, Allan Leighton, prowadzi zajęcia w zakresie panowania nad piłką. Człowiekiem numer jeden od wspomagania mnie w tłumaczeniu zawodnikom przyjętych rozwiązań taktycznych jest 51-letni Szkot Paul Hegarty. 42-letni Białorusin Stanislav Parmonov, pseudonim Niedźwiedź, to wybitny ekspert w zakresie rozwijania masy mięśniowej u zawodników. Jestem bardzo zadowolony, że udało mi się ściągnąć pięciogwiazdkowego eksperta w zakresie tężyzny fizycznej. Białorusin ściśle będzie współpracował także z Włochem Giacomo Tafuro odpowiedzialnym za trening obrońców. Atakiem zajmie się Duńczyk Denis Holmark, a trzeci z Włochów, Massimo Persico, będzie strzelał z zawodnikami pajacyki na aerobiku.
Nie ukrywam, że generalnie zależało mi na tym, by każdy ze specjalistów oceniany był co najmniej na 4/5. Cieszę się, że udało mi się dość szybko znaleźć odpowiednich ludzi, choć wszyscy poza Białorusinem wiedzą, że w przyszłości mogą być zastąpieni.

W związku z tym, że lipiec i sierpień były dla mnie bardzo pracowite, zespół w meczach sparingowych prowadził Erik Thorstvedt. Otrzymał jedynie przykaz, by próbować nowe twarze, które pojawiły się w klubie. Postanowiłem, że nie będę szalał z transferami tylko najpierw bliżej przyjrzę się składowi, który zastałem w klubie. Poza małymi wyjątkami jest to bowiem skład, z którym swobodnie powinniśmy zająć miejsce w górnej połowie tabeli. Ponieważ jednak do wzięcia za darmo byli tacy zawodnicy jak Sylwester Wyłupski (BR), Piotr Soczewka (DP), Marcin Kruszelnicki (O PL) oraz młodziutki Joachim Mikler (BR) nie wahałem się długo z zaproponowaniem im satysfakcjonujących kontraktów. Trzy tysiące euro wydaliśmy na trzech zawodników. Ciekawego napastnika z Wisły Kraków Marcina Szalege oraz na Zitkę i Sałka - dwóch zawodników reprezentujących barwy mojego rodzinnego miasta. Oto pełna lista nabytków.

Przed sezonem buki widzą nas w roli murowanych kandydatów do spadku, płacąc 500 za każdą postawioną na nas złotówkę, w kontekście naszego zwycięstwa na zapleczu ekstraklasy.

Mimo wszystko – jak już zaznaczyłem wyżej – nie wydawało mi się, byśmy mieli rozpaczliwie bronić się przed spadkiem. Od początku sezonu nikt na nas nie stawia, ale gramy całkiem przyzwoicie. Sezon zaczęliśmy od obiecującego remisu 1-1 z faworyzowaną Jagiellonią. W przegranym 2-3 meczu z Ruchem w Chorzowie, gra z renomowanym przeciwnikiem była lepsza niż wynik. Pokazały to kolejne dwa zwycięstwa po 3-0 z Zawiszą (Błasiak, Szalega, Trzeciak) oraz w I rundzie Pucharu Polski w Radomsku (Rozmus x2, Soczewka). Zatrzymał nas dopiero Radomiak, remisem 2-2 na jego terenie uratowanym w 85 minucie. Dla nas trafili Błasiak i Gacki. Mimo dzielnej postawy Podbeskidzia, dla którego hattrick zanotował Grzegorz Podstawek (6, 29, 35) nie daliśmy faworyzowanemu przeciwnikowi szans, strzelając mu piątkę: Szalega (28, 57), Błasiak (31, 77) oraz Gacki (37). Świetnie wprowadzony do drużyny Szalega strzelił też dla nas pierwszego gola w Sosnowcu, gdzie potykaliśmy się z tamtejszym Zagłębiem. Drugiego gola dorzucił Łukasz Grohlich i skończyło się kolejnym zwycięstwem, tym razem 2-0.

Pierwszym, wielkim sprawdzianem miał być jednak mecz z łódzkim Widzewem, spisującym się na razie nieco poniżej oczekiwań. Przed meczem niektórzy kręcili głowami, że zostawiłem Szalęgę na ławce kosztem Rozmusa, ale czas pokazał, że miałem nosa. Artur Rozmus zanotował hattrick (37, 44, 52), a poza nim do siatki Artura Melona trafili także Błasiak i Trzeciak. Widzew został dosłownie zmieciony 5-1.

Fakt, że rozkręcamy się z meczu na mecz znalazł swój wyraz także w comiesięcznych plebiscytach. Zostałem uznany za trzeciego menedżera miesiąca.

Najciekawsze jednak jest to, że pierwsze trzy miejsca w plebiscycie na najlepszego zawodnika sierpnia zajęli zawodnicy mojej drużyny!!!

Nie da się ukryć, że hattrick Rozmusa w meczu z Widzewem odbił się szerokim echem nie tylko w lokalnej prasie.

Kolejne zwycięstwo (3-0 z Heko) przyszło nam trudniej niż można się było tego spodziewać. Był to nasz pierwszy mecz bez Jacka Trzeciaka, sprzedanego za 28 tysięcy euro do Radomiaka. Szło nam kiepsko, gospodarze mieli inicjatywę. Do czasu.
Konkretnie do 71 minuty. Wtedy na murawie pojawił się Rozmus i odmienił losy meczu.


Po tym meczu awansowaliśmy na trzecie miejsce w tabeli, tracąc trzy punkty do lidera z Ostrowca. Przed nami także Ruch Chorzów z taką samą ilością punktów. Kolejny mecz zagramy z liderem u siebie. Zapowiada się niezwykle emocjonujące widowisko.
 

Odcinek 2
 
 Skład na mecz z KSZO ustalę spośród następujących zawodników:


Goście są zdecydowanym faworytem, ale wydaje mi się, że te przedmeczowe przewidywania są zdecydowanie przesadzone. Zaczniemy jednak ostrożnie. Na pewno zagramy też ustawieniem 4-4-2.

Ledwo mecz się zaczął, a już Wyłupski musiał wyciągać piłkę z siatki. Cofnięcie się i postawienie na grę defensywną okazało się kompletną pomyłką. Z korektą przyjętej taktyki poczekałem do 20 minuty. Wówczas zdecydowałem się wrócić do naszego standardowego schematu i efekt przyszedł już przy pierwszej okazji. Po akcji Jarka Wieczorka, Adrian Pajączkowski bezbłędnie wykonał rzut wolny i pokonał golkipera KSZO. Od tego momentu nasza przewaga rosła z każdą kolejną minutą. Do przerwy remis i muszę dokonać kolejnej korekty. Poobijany Błasiak nie ma prawa wyjść na drugą połowę. Marcin Szalega jest już gotowy do gry i bardzo liczę na niego w drugich 45 minutach.

Druga połowa rozczarowała. Mieliśmy zdecydowaną przewagę, ale nie potrafiliśmy jej udokumentować choćby jednym gole. Lider okazał się być papierowym lwem, którego mogliśmy i powinniśmy bez większego trudu pokonać.



Mimo wszystko jestem jednak zadowolony, gdyż nasza postawa w tym meczu pokazała, że nie tylko będziemy grali o miejsce w górnej połówce tabeli, ale realne jest włączenie się do grupy drużyn walczących o awans.

Sceptycy mogli przekonać się o tym, że jest coś na rzeczy w tym, o czym wspomniałem wyżej, po wyjazdowym meczu z Polkowicami. Zespół środka tabeli nie miał kompletnie nic do powiedzenia ze świetnie usposobioną Polonią. Najważniejsze jednak to, że jednocześnie KSZO poległo 0-1 i awansowaliśmy na pozycję lidera!!!



Teraz szybki rzut oka na nasz rozkład jazdy i ocena szans na odjechanie rywalom w tabeli. Wygląda to tak:


Nie da się ukryć, że kibiców najbardziej elektryzuje pucharowa potyczka z Legią. Ja też zamierzam wykorzystać ten mecz do tego, by przekonać się o realnym potencjalne mojej ekipy. W każdym razie odjechać rywalom w krótkim czasie będzie dość trudno, ale na razie skupimy się na najbliższym meczu ze Świtem. Liczę na łatwe zwycięstwo. Dam także szansę dublerom na niektórych pozycjach. Zagramy w następującym składzie:
Wyłupski – Gnoiński, Broniewicz, Świder, Kruszelnicki – Brehmer, Galeja, Jurczyk, Jabłoński – Błasiak, Szalega (k).

Przystąpiliśmy do mecze skoncentrowani i dość szybko wyszliśmy na prowadzenie 2-0. To jednak zdekoncentrowało nas, gdyż niektórzy zawodnicy grali tak, jakby byli już mistrzami świata grającymi z juniorami czwartoklasowego klubu. Świt pozbierał się i tuż po przerwie wyrównał stan meczu na 2-2! Kiedy rezerwowy Piotrek Soczewka znów dał nam prowadzenie, sądziłem, że tym razem przynajmniej dowieziemy je do końca. Stało się jednak inaczej, gdyż goście znów wyrównali, a w końcówce to oni byli bliżsi zdobycia zwycięskiego gola. W kiepskim stylu remisujemy 3-3 i na tym skończyło się nasze liderowanie. Przynajmniej na razie. Cieszy jednak dziewiąty mecz ligowy bez porażki.

Czas na Legię. Szkoda, że tak szybko przyszło nam potykać się z tak mocnym przeciwnikiem. Żałują szczególnie dublerzy, których zwykłem wystawiać we wczesnych fazach rozgrywek pucharowych. Z Legią zagramy bowiem w najsilniejszym składzie, a plan zakłada zero po stronie strat. Możemy nic nie strzelić, ale chciałbym byśmy nic nie stracili. Czas na raport.


Interesuje mnie także prognoza pogody przed tym meczem...

A więc mokro. Krótka piłka się Legii może nie opłacić. My będziemy grali bezpośrednie piłki. Bukmacherzy nie wyobrażają sobie jednak byśmy mogli ten mecz choćby zremisować. Szczerze powiedziawszy ja też za bardzo w to nie wierzę.

Odcinek 3
 
Szczerze powiedziawszy im bliżej było do mecz z Legią, tym mniejsza była we mnie wiara w sukces (czytaj: remis) w tym meczu. Jednak jakimś cudem do przerwy wieziemy się na 0-0. Żadna w tym nasza zasługa, gdyż to zawodnicy gości grają ekstremalnie nieskutecznie. Wkrótce po przerwie czar prysł, bo Gottwald wykorzystał jedenastkę i Legia wyszła na prowadzenie. Od momentu zdobycia bramki goście jednak odpuścili. Zdecydowałem się wobec tego na zmiany w poleceniach taktycznych i ustawieniu. Wobec tego, że goście byli lepsi w środku, zdecydowałem, że kompletnie odpuścimy środek pola. Środkowych pomocników cofnąłem trochę do tyłu, a skrajnych pomocników przesunąłem do przodu. Świetnie - jak na drugą ligę - grający głową Szalega (skoczność 10, gra głową 17) zmienił Rozmusa i zmieniliśmy grę bezpośrednimi piłkami na długie piłki plus grę na snajpera. Jako snajper oczywiście oznaczony został Szalega. W celu ominięcia środka zdominowanego przez graczy Legii poleciłem także, by moi podopieczni rozgrywali piłkę możliwie szeroko. Zaryzykowaliśmy także grę na ofsajdy i w tym celu wysunąłem linię obronną daleko od naszej bramki.



Legia chyba nas trochę zlekceważyła, a z całą pewnością uczynił to jej bramkarz Jan Mucha. Słowak kompletnie zlekceważył Szalegę, zbyt długo bawiąc się piką doprowadził w efekcie do jej straty, a naszemu rezerwowemu napastnikowi pozostało tylko ograć golkipera Legii i wpakować piłkę do pustej bramki. 1-1 w Bytomiu. Utrata gola nie doprowadziła jednak do szaleńczych ataków Legii w końcówce. Wprost przeciwnie, goście wydawali się wyjątkowo ospali i niechętnie przekraczali linię środkową w ostatnim kwadransie. Jest więc remis z Legią i szkoda tylko, że bramkowy.



Oczywiście w kwestii awansu do kolejnej rundy nic to nie zmienia, bo na Łazienkowskiej już tak pięknie zapewne nie będzie i spodziewamy się małego, dwu lub trzybramkowego manta.

Podnieceni sukcesem z Legią, przystępowaliśmy do potyczki z kolejnym (byłym) wojskowym klubem, wrocławskim Śląskiem. Przed meczem we Wrocławiu było wiadomo, że zwycięstwo da nam (prawie) powrót na fotel lidera, gdyż Lechia poległa 0-2 ze... Świtem w Nowym Dworze. Napisałem „prawie”, bo zwycięstwo pozwoli nam zrównać się punktami z liderującym Ruchem Chorzów, który puknął w Łodzi Widzew 2-1. Zagramy osłabieni brakiem Arka Świdra, którego stłuczone udo po meczu z Legią będzie teraz dwa tygodnie dochodziło do siebie. Zastąpi go Grzesiek Jurczyk.

Już po meczu zastanawiam się, co mógłbym pozytywnego napisać o postawie gospodarzy, ale – na nasze szczęście - nic nie przychodzi mi do głowy. Śląsk w zasadzie złożył broń, bo jak określić sytuację, gdy po 25 minutach prowadziliśmy 3-0. Kibice Śląska, serdecznie nienawidzący nas, po prostu wyli ze wściekłości i około 40 minuty opuścili stadion. Nie widzieli już honorowego gola Marka Kowala w 70 minucie.


Nie da się ukryć, iż zagraliśmy koncertowo te zawody.

Żal tylko tego, że straciliśmy kolejnego pomocnika, Damiana Gackiego, który naciągnął mięsień łydki. Zdaniem Fabrizio Tencone Gacki nie zagra przez miesiąc.

Do XI kolejki trafili Błasiak i Broniewicz.


Sam tez załapałem pierwsze wyróżnionko...


Nie przestają mnie dziwić notowania bukmacherów, który widzą nas tylko w roli minimalnych faworytów z Finishparkietem. Tymczasem odnieśliśmy w tym meczu kolejne, bardzo przekonywujące zwycięstwo 3-0.


Szkoda tylko, że Ruch też wygrał, ale trudno by było inaczej, skoro podejmował outsidera z Czermna. Lechia w „bratobójczym” pojedynku także pokonała Śląsk, który chyba definitywnie przestał się liczyć w walce o awans.

Po meczu w prasie pojawiły się jakieś oczywiste bredzonki na temat moich zdolności menedżerskich...


Co ma piernik do wiatraka – nie mam pojęcia. Co ma ściągnięcie środkowego obrońcy Zitki do sprzedania pomocnika Trzeciaka? Kolejny to dowód na to, że prasą nie ma się co przejmować.

Piast jest dopiero trzynasty, ale nie przegrał w czterech ostatnich meczach, więc u siebie może być groźny. Szukam kogoś, kto mógłby zastąpić Brehmera na prawej stronie, gdyż Dietmara przesunąłem do środka wobec urazu Gackiego. Z Piastem spróbujemy z 19-letnim Sławkiem Mrozem.

Pierwsze 45 minut pokazało, że manewr z Mrozem okazał się niezbyt udany. Sławek jest najsłabszym zawodnikiem w drużynie i na drugie 45 minut już nie wejdzie. Zmieni go Piotr Soczewka, który zajmie miejsce na środku pomocy, a na prawą stronę wróci Dietmar Brehmer.

Przeprowadzone w przerwie roszady przyniosły oczekiwane efekty. Soczewka rozegrał znacznie lepszy mecz niż Sławek Mróz, a przesunięty na prawą stronę Brehmer zaliczył asystę przy drugim golu Artura Rozmusa.
Piast kończył mecz w ultra ofensywnym ustawieniu. Na nic gospodarzom się to jednak zdało. Dowieźliśmy 2-1 do końca będąc zespołem wyraźnie lepszym w drugiej połowie.

Niestety, ale Ruch nadal nie chce przegrać i to mimo faktu, iż grał w Ostrowcu z KSZO. Potknęła się za to Lechia, która tylko zremisowała 1-1 z Finishparkietem. W sumie nam to pasuje.


Kiedy jednak patrzę na nasz rozkład jazdy na najbliższe mecze, przechodzą mnie ostre ciary...


 
Odcinek 4
 
Pierwsza dobra wiadomość przed meczem z Lechią, to powrót Świdra na środek obrony. Na środku pomocy znów zagrają Soczewka i Wieczorek. Na lewej obronie szansę dostanie Marcin Kruszelnicki, a Marcinkowski odpocznie sobie tym razem. W ataku kłopoty bogactwa, ale ostatecznie postawiłem na parę Błasiak – Rozmus. Szalega na ławce. Jedziemy po przynajmniej punkt. Zagramy wolno, uważnie, szeroko i z kontry.

Taktyka zdaje się sprawdzać po 45 minutach, gdy spojrzymy na wynik: Lecha – Polonia 0-1. Prawda jest jednak taka, że wynik zupełnie nie oddaje przebiegu zdarzeń na boisku. Wiadome było, że decydując się na grę z kontry, oddamy gospodarzom inicjatywę i panowanie w środku boiska. Jednak poza dwoma wypadami gra toczy się na naszej połowie i w sumie wygląda to niezbyt dobrze. W środku raczej nie damy rady gospodarzom, więc w przerwie zdecydowałem się wzmocnić flanki. Szczególnie lewą, gdzie wyjątkowo kiepski okazał się Pajączkowski. Po godzinie wprowadziłem także Szalegę za zmęczonego Rozmusa. Gra się wyrównała i dobrze. Defensorzy mają trochę wytchnienia. W Lechii najgroźniejszy jest Jakub Bławat, który próbuje z bliska i z daleka zaskoczyć Wyłupskiego. Niestety, ale w końcu mu się to udało. Nasz bramkarz trochę zaspał i dał się zaskoczyć z 25 metrów. Po zdobyciu gola gospodarze odpuścili, bo ewidentnie dużo kosztowała ich pierwsza połowa. Zatem u nas remis, a Ruch bardzo szczęśliwie wygrywa i odjeżdża nam na dwa punkty.


ŁKS jest dopiero ósmy, ale znacznie wyżej oceniany od nas. W związku z tym, że kolejny mecz będziemy grać dopiero za osiem dni, zdecydowałem iż możemy zagrać w najmocniejszym ustawieniu. Dokonałem jednak zmiany w ataku: Szalega zastąpił Rozmusa. Wrócił także do składu Marcinkowski na lewą obronę.

W przerwie pretensje mogę mieć tylko do jednego zawodnika.

Świder gra fatalnie i to jemu zawdzięczamy straconą bramkę. Waham się, czy dać mu szansę na przełamanie, czy dokonać zmiany.

Zdecydowałem, że dam mu jeszcze szansę, gdyż prowadzimy różnicą dwóch bramek i nawet strata kolejnego gola z jego winy nie pozbawi nas prowadzenia. Inna sprawa, że nie zanosi się na to, byśmy mieli stracić gola.

Druga połowa pokazała, że miałem słuszność co do tego, że stracić gola nie powinniśmy. Powinniśmy za to strzelić i to co najmniej kilka bramek. Grohlich wyznaczony do rzutów karnych jednak dokonał rzeczy bardzo rzadkiej – spudłował po raz drugi.
Trafił jednak Szalega i skończyło się 4-1. Świder zagrał w drugiej połowie nieco lepiej, ale nie mogę powiedzieć, by wykorzystał swoją szansę. Był zdecydowanie najsłabszym zawodnikiem naszej ekipy (nota: 5). Widać wciąż skutki niedawnej kontuzji tego środkowego obrońcy.
Niespodziankę sprawił nam kolejny raz Świt remisując bezbramkowo z Ruchem i znów na czele tabeli dwie ekipy z takim samym dorobkiem punktowym.


Kilka dni przerwy wykorzystałem między innymi na poszukiwanie nowych zawodników do zespołu. Mamy na koncie 47 tysięcy euro do wydania i zamierzamy je wydać rozsądnie. Najlepiej na jakiegoś reprezentanta młodzieżówki. Prowadzę rozmowy z kilkoma zawodnikami i zobaczymy co z nich wyniknie. Naszym celem numer jeden jest uniwersalny zawodnik formacji ofensywnych – Mateusz Dobek.

Dogadaliśmy się już z klubem, ale nie jesteśmy na razie w stanie spełnić oczekiwań finansowych tego młodzieńca.

Tymczasem, w XI kolejki znaleźli się tym razem: Wyłupski, Soczewka oraz Szalega.

Do zdrowia wrócił także Gacki – to świetna wiadomość przed meczem z liderem.


Coraz lepsze recenzje za mecze w drugiej drużynie zbiera Grzegorz Bochenek (N), tyle tylko, że wśród napastników już teraz jest spora konkurencja. Zdecydowałem jednak, że włączę go do kadry na mecz z Ruchem.

17 kolejka zaczęła się dla nas udanie. Lechia polega u siebie z Jagą 0-1, a KSZO 0-2 z Widzewem. Powoli robi się przepaść między nami i Ruchem a resztą stawki. Wygląda na to, że nasz pojedynek z rywalami zza miedzy będzie miał tylko charakter prestiżowy. Awans wydaje się blisko, choć może jeszcze poczekajmy z tym optymizmem.

Raport przed meczem z Ruchem zgodny z przewidywaniami. Goście mają szalenie mocną drugą linię i chyba nie ma sensu toczyć z nimi walki o środek. Lepiej chyba skoncentrować się na akcjach oskrzydlających. Gacki jeszcze nie doszedł do pełni sił (91%), ale zagra. Mamy problem z atmosferą – Marcin Suchański przed sezonem bramkarz numer jeden narzeka na swój status w drużynie.


Z tej przyczyny na ławkę wziąłem młodego Mateusza Rosoła. Co ze środkiem obrony? Znów Świder, czy też Zitka albo Jurczyk? Świder zapewnia mnie razem z fizjoterapeutami, iż po jego kontuzji nie ma już śladu i da z siebie wszystko. Oby. W ataku Szalega – Błasiak. Rozmus na ławce z Bochenkiem. Zaczynamy mecz na szczycie!

Przed meczem niektórzy ostrzyli sobie apetyty na pojedynek dwóch najlepszych snajperów ligi: Rozmus vs. Mikulenas. Co z tego wyszło po 45 minutach? Rozmus – jak wspomniałem wcześniej – nawet nie wyszedł w podstawowej jedenastce, a Mikulenas oddał raptem jeden strzał na naszą bramkę i to niecelny. Na dodatek poobijał nam Wyłupskiego, który kończył połowę z drobnym urazem. Wszyscy są zgodni, iż mecz rozczarowuje. Wydaje się, że jesteśmy w większym kłopocie: kulawy bramkarz, zdrowo poobijany Marcinkowski na lewej obronie (54%), zawodzi także Gacki (nota: 6) odczuwający jeszcze dopiero zaleczony uraz.
Na drugą połowę wyszedł Kruszelnicki w miejsce Marcinkowskiego i tyle zmian z mojej strony. Zawodnikom okazałem zrozumienie bądź dodawałem zachęty tym, co do których wiedziałem, że stać ich na znacznie więcej.

Druga połowa dała widzom zgromadzonym na tym meczu oczekiwane emocje. Najpierw Błasiak trafił w słupek tuż po wznowieniu gry, a minutę później prowadzimy 1-0 po akcji Brehmera i bramce Szalegi!!!
Odpowiedź gości była jednak porażająca. Dwa gole w cztery minuty i z euforii przeszliśmy do stanu kompletnego szoku. Nie możemy się pozbierać. Fatalny jest Gacki, który zupełnie sobie nie radzi w środku. Niepewnie broni Wyłupski. Nie widzę możliwości zmiany tego stanu rzeczy – goście są jak w transie. Pojawili się na murawie Soczewka i Rozmus, ale to pozwoliło tylko nieco opanować sytuację w środku boiska. Ostatecznie Ruch dobił nas w 76 minucie za sprawą Mikulenasa.



Mamy kaca po tym meczu, a tu za trzy dni musimy grać z Legią. Nastroje niezbyt dobre. Ponieśliśmy też ostatecznie klęskę w sprawie transferu Dobka. Wycofaliśmy naszą ofertę, bo zawodnik roluje nas od miesiąca i niewiele z tego wynika.

Zastanawiałem się jakim składem i taktyką wyjść na Legię. Czy dać szansę zrehabilitowania się tym, co zawiedli z Ruchem, czy też dać szansę tym, którzy dotąd za dużo nie grali. Nie mamy w sumie złudzeń co do tego, kto awansuje dalej, ale z drugiej strony nie chcielibyśmy się skompromitować i jeszcze bardziej zdegradować i tak niskie morale po domowej porażce z Ruchem. Dlatego zdecydowałem, że wyjdziemy w najmocniejszym składzie: Wyłupski – Grohlich, Świder, Broniewicz, Marcinkowski – Brehmer, Gacki, Wieczorek, Pajączkowski – Szalega, Rozmus. Najważniejsze założenia taktyczne: szeroko, na snajpera (Szalega) długimi pikami. Czyli na tzw. aferę. Może coś wpadnie.

Po 25 minutach mamy już dwa gole w plecy i tracimy Szalegę. Sytuacja wygląda fatalnie, ale odosobniony wypad rezerwowego Błasiaka w drugiej minucie doliczonego czasu gry trochę popsuł gospodarzom humory, bo zakończył się golem dla nas. Legia spokojnie i bez nerwów. My – bezsilni, cieszymy się z honorowej bramki. Co zmieniać i czy w ogóle – oto pytanie na kwadrans przerwy.
Ostatecznie zmian personalnych nie dokonałem, a jeżeli chodzi o taksę, to postawiłem na ofsajdy i wyjście z linią obrony do przodu.

Po błędzie Wyłupskiego tracimy jednak gola w 55 minucie i na ostatni kwadrans zdecydowałem się postawić wszystko na jedną kartę, by zdobyć jeszcze jednego gola. Nic się jednak nie zmieniło. Żegnamy się z pucharem.


Najbardziej martwi mnie jednak to, że Pajączkowski i Szalega, którzy doznali urazów w tym meczu nie zagrają przez miesiąc i dwa miesiące odpowiednio. Fatalnie. Przed nami jeszcze pięć kolejek i sen zimowy. Trzeba jednak zdobywać punkty, by sen zimowy był spokojny, a sześciopunktowa przewaga w tabeli nad trzecią drużyną nie zmalała.

 
Odcinek 5
 
Trudno określić ten koszmar, jaki przytrafił nam się w meczu ze Szczakowianką. Kończyliśmy w ultra ofensywnym ustawieniu mecz, który okazał się naszym najgorszym meczem w sezonie. Oddaliśmy w nim tylko jeden (i to niecelny) strzał na bramkę zamykających tabelę gospodarzy. Grzmiałem po meczu, iż ten wynik to dyshonor dla klubu, ale nie wiem, czy ktoś się tym przejął, gdyż jesteśmy wyraźnie w dołku i nie ma co krzyczeć tylko trzeba to jakoś poskładać. Na dodatek straciliśmy Wieczorka, który już w tym roku raczej nie zagra. Sytuacja robi się bardzo nieciekawa jeżeli chodzi o sprawy kadrowe.
Mamy szczęście, że ci co za nami także tracą punkty i nad trzecim Śląskiem utrzymujemy bezpieczną, pięciopunktową przewagę.


Wkrótce po meczu podpisaliśmy półroczną umowę z Piotrem Plewnią (OP L), gdyż przesądzone wydaje się odejście Marcinkowskiego. Po naszego lewego obrońcę/pomocnika zgłosiło się kilka klubów, które oferują spore pieniądze, znacznie przekraczające jego rynkową wartość.

Może i sprzedamy Marcinkowskiego, ale kimś trzeba też grać. Przed meczem z Jagą nie udało nam się jednak skompletować meczowej osiemnastki

Nic dziwnego zatem, że nikt nie chce na nas postawić grosza.


Kontuzjowanych jest pięciu zawodników pierwszego zespołu (Smolec zresztą od początku sezonu).

Czy w tych okolicznościach możemy zawalczyć z przeciwnikiem, który jest na fali?

Była 2 minuta i 54 sekunda, kiedy przegraliśmy 0-1, a po kwadransie mecz wydaje się już rozstrzygnięty: Jaga – Polonia 2:0. Nie jestem w stanie nic zrobić, bo gospodarze są po prostu mocniejsi kadrowo i w świetnej formie. Po przerwie dobił nas Sobociński. Iskierka nadziei pojawiła się, kiedy Soczewka trafił z dystansu na 3-1, ale ci, którzy długo nie zawodzili – napastnicy – teraz nie stanowią żadnego zagrożenia. Wyczekuję Szelegi jak zbawienia.
Jaga w tabeli ma nas już na wyciągnięcie ręki.


marzy nam się już zimowa przerwa by to wszystko jakoś poskładać do kupy. Kontuzje i krótka ławka kompletnie niweczą nasz trud z początku sezonu. Trzeba będzie rozsądnie zagospodarować pieniądze z transferu Marcinkowskiego do Amiki.


Wyróżnienia doczekał się Łukasz Grohlich.

Oby tylko woda sodowa nie uderzyła mu zbytnio do głowy.

Do Bydgoszczy, na Zawiszę, pojechaliśmy w jeszcze gorszym składzie niż na Jagę. W 15 minucie przebudził się wprawdzie Błasiak, ale po półgodzinie gospodarze wyrównali, a Błasiak nie dotrwał nawet do przerwy, brutalnie sfaulowany musiał opuścić boisko. W jego miejsce wszedł 17-letni Marcin Płatek, a do tego jeszcze z urazem gra Brehmer. Jak tak dalej pójdzie, to będę musiał grać „szarakami”.
Tuż po przerwie kopa w brzuch dostaje Gnoiński z 55% nadaje się do zmiany. Wchodzi Sałek. Czy w tych okolicznościach są szanse na dowiezienie remisu?

No fucking way! Przegrywamy 1-2, choć w samej końcówce mieliśmy 200% okazje do wyrównania. Z rezerwowych nieźle spisał się tylko Płatek. Jaga łyka nas w tabeli.

„To wszystko jest do d*** !!!” – powiedział mi po wyjściu z szatni rozżalony Rozmus. Tak to jest, gdy ktoś za wcześnie rozmarzy się o ekstraklasie – pomyślałem.

Błasiak nie zagra przez miesiąc, a Czermno i Naftex wyłożyły po 10 tysięcy euro za naszego niezadowolonego golkipera Suchańskiego. Przystaliśmy na te warunki.

Z Radomiakiem zagrał „skład rozpaczy”. Wyłupski – Kruszelnicki (wobec wyjazdu Grohlicha na repreze przesunięty na prawą stronę), Świder, Zitka, Marcinkowski (już sprzedany do Amiki) – Mróż (Gacki także repreza), Brehmer, Soczewka, Jabłoński – Grybos, Rozmus.

Bezradny patrzyłem jak Radomiak wychodzi na prowadzenie w 18 minucie. Do przerwy dojechaliśmy z 0-1, ale nie jest źle. Zdecydowałem, że przyciśniemy w drugiej części.
I udało się wyrównać Grybosowi. Co więcej, ostatnie minuty graliśmy z przewagą zawodnika po czerwonej kartce dla zawodnika gości. Zabrakło jednak szczęścia Grybosowi i Rozmusowi. Ruch i Jaga nie odjechały nam tym razem, bo potraciły gole w samej końcówce. My nie wygraliśmy po raz piąty z rzędu. Trzyma nas prawo serii.


Jeszcze tylko Podbeskidzie i zima. Tyle tylko, że z Podbeskidziem zagrać musimy 4-5-1 i „składem hiper-rozpaczy”: Wyłupski – Kruszelnicki, Jurczyk (Świder pauzuje za kartki), Broniewicz, Marcinkowski – Soczewka – Gacki, Brehmer, Gnoiński, Plewnia – Rozmus.

Rozpacz. 15 minut przed końcem Podbeskidzie prowadzi 4-0, a dwa gole wbili nam grając w osłabieniu. Wchodzi im wszystko, nam nic. Kiedy nie mamy sytuacji – przegrywamy. Kiedy mamy masę sytuacji – jak w tym meczu – też przegrywamy. Niech się ta jesień już skończy!



Skończyła się jesień i nastał szał zakupów, transferów, przymiarek... Skauci zostali przeze mnie totalnie zmęczeni. Raport za raportem. Wyselekcjonowałem 30 nazwisk z których około połowy (!!!) postanowiłem pozyskać. Wszystko stało się możliwe za sprawą tego, że Pogoń kupiła za 200 tysięcy euro Pajączkowskiego, a do Jagi odszedł Broniewicz za 80 tysięcy euro. W ten sposób na transferach zarobiliśmy w tym sezonie łącznie 500 tysięcy euro. Dodać należy, że sami nie wydaliśmy nawet 100 tysięcy.

Na tydzień przed pierwszym meczem wiosennym zorganizowaliśmy turniej z udziałem Odry Opole, jemeńskiego Al.-Tilal oraz naszego drugiego zespołu. Udało nam się wygrać tę imprezę.


Nasza kadra po zimowej przerwie przedstawia się w sposób następujący:

Pierwszy zespół.


Drugi zespół.


Podjąłem zatem spore ryzyko pozbywając się Pajączkowskiego, Marcinkowskiego i Broniewicza, który stanowili kręgosłup mojego zespołu, a w ich miejsce ściągając kilkunastu stranierich. Powodem ściągnięcia obcokrajowców jest także fakt, że byli zwyczajnie tańsi. Wiele spodziewam się głównie po 17-letnim Rumunie Lukacsie.

Cieszy mnie, że Rumun w czasie turnieju otworzył już konto bramek zdobytych dla klubu. Kibice Polonii wołają na niego młody Hagi, choć dla mnie jest w nim więcej z szalonego Lacatusa.

W ostatniej chwili wyłożyłem 35 tysięcy euro na byłego reprezentanta Polski Bogdana Zająca, ostatnio broniącego barwy Nea Salamina. Sądzę, że jego osoba wniesie nieoceniony spokój w formacji defensywnej.

Oczywiście przed pierwszym wiosennym meczem w Łodzi nie byliśmy – tradycyjnie – uważani za faworytów. W ogóle nasza postawa była – także dla mnie – wielką niewiadomą. W porównaniu ze składem jesiennym ostali się jedynie: Wyłupski, Wieczorek, Brehmer i Błasiak. Siedmiu zawodników podstawowej jedenastki na mecz z Widzewem dołączyło do nas zimą.

Tylko za sprawą rażącej nieskuteczności Błasiaka (tylko jeden celny strzał na siedem prób) nie zdobyliśmy kompletu punktów. Byliśmy zdecydowanie lepszym zespołem i powinniśmy ten mecz wygrać.


Odcinek 6
 
Jaga zaliczyła z Zawiszą niezłe „Dah’owanie” (0-6). Chodzi o cztery gole reprezentanta Burkina Faso. To napastnik, o którym możemy sobie na razie tylko pomarzyć.


Serię meczów bez zwycięstwa zakończyliśmy przekonującym 3-1 z Heko...


... za którym przyszło jeszcze bardziej przekonujące zwycięstwo nad Zagłębiem Sosnowiec. Wszyscy zawodnicy pierwszego składu zagrali wybitne zawody. Szczególnie cieszy mnie postawa młodziutkiego Joachima Miklera, który zastępuje kontuzjowanego Wyłupskiego (miesięczna pauza po kontuzji z Heko). Skuteczny okazuje się Elton, a Błasiak po wpadce z Widzewem znów staje się pierwszoplanową postacią w pierwszej linii. Spośród pomocników wyróżniają się Piątek i Gruzin Aptsiauri, którzy zaliczyli asysty w ostatnim meczu (Piątek dwie). Wydaje się, że spośród tego legionu zawodników, którzy przybyli do nas zimą, mamy w składzie kilka pereł.



Prawdziwym sprawdzianem miał być jednak mecz w Ostrowcu. Na bramce zagrać musiał 17-letni Estończyk Burkin, a w ataku mającego braki kondycyjne Eltona zastąpił Rozmus. Cudem, a właściwie to za sprawą nienajlepszej postawy naszego golkipera, gospodarze zdołali uratować punkt.


Szczerze powiedziawszy powrót do pierwszej dwójki w tych okolicznościach wydaje mi się tylko kwestią czasu.

Z Polkowicami wrócił z kartkowej banicji do wyjściowej jedenastki Rumun Lukacs i od razu zanotował fenomenalny mecz, zostając wybranym najlepszym aktorem tegoż widowiska. W sumie ustrzeliliśmy w kolejnym mecz „trójkę” i nie widzę ekipy, która jest nas teraz w stanie zatrzymać.


Po 28 kolejce dogoniliśmy prowadzące towarzystwo. Ze Świtem „pokazaliśmy zęby”, co oznacza mniej więcej tyle, że wygraliśmy po ciężkim meczu 2-1, w którym powracający do pierwszego składu Wyłupski obronił rzut karny. Straciliśmy jednak Bogdana Zająca na dwa tygodnie.


Strata Zająca i związany z tym debiut 20-letniego Popieli nic nie zmieniły w stylu naszej gry. Po meczu, w którym mieliśmy ogromną przewagę, niszczymy Śląsk 4-0 awansując na pozycję wicelidera, mając tyle samo punktów, co prowadząca Jagiellonia. Ruch za to spuścił z tonu.


Kolejne kilka dni, kolejne przekonujące 3-0 (Lukacs, Wieczorek, Grohlich) plus 0-3 Jagi w Ostrowcu i mamy lidera z Bytomia!!! Półtora miesiąca i jakże zmieniły się na plus nasze nastroje w klubie. Fatalna końcówka jesieni, gdy zmagaliśmy się z przeciwnościami losu, kontuzjami, krótką ławką, odeszła w zapomnienie. Teraz już od dobrych 2-3 tygodni nikt nie wątpi w to, że za rok zagramy w ekstraklasie.
Tabela:


Do rozegrania zostały nam następujące mecze:


Trzy mecze w domu, w zasadzie wszystko powinniśmy wygrać już do końca sezonu choć muszę przyznać, że zamierzam w końcówce sprawdzić tych, którzy dotąd za wiele nie zagrali.
Nasza żelazna wyjściowa jedenastka, która ukształtowała się w trakcie drugiej fazy sezonu, to: Sylwek Wyłupski – Łukasz Grohlich, Bodzio Zając, (17-letni Serb) Milos Karisik, Krzychu Kazimierczak – Gruzin Tornike Aptsiauri, Łukasz Piątek, Jarek Wieczorek, Szymek Maziarz – Łukasz Błasiak, Raymond Lukacs. Błasiakiem i Wieczorkiem non stop interesują się różne kluby, choć ich cenę wystawiłem na 250 tysięcy euro. Jak widać wszystko gramy taksą 4-4-2 (tą samą, którą przez pewien czas preferowałem w Ascoli) i to się raczej nie zmieni.

Piast, drużyna z bardzo mocną drugą linią, nie był w stanie się nam przeciwstawić i dołączył do grona klubów, którym zaaplikowaliśmy „trójkę”. Dla gości oznacza to spadek do III ligi.


Znakomite wieści napłynęły z Białegostoku, gdzie Jaga zebrała od Polkowic! Oznacza to ni mniej nie więcej, jak pięć punktów przewagi nad wiceliderem, którym obecnie jest Ruch.


Natomiast w ekstraklasie tytuł mistrzowski zapewniła sobie warszawska Legia, która jednak nie ustrzeli dubletu, gdyż nieoczekiwanie odpadła w półfinale z Zagłębiem. Ekipa z Lubina w finale zmierzy się z krakowską Wisłą.

Lechię zlekceważyliśmy do tego stopnia, że z wyjściowej jedenastki wyszli tylko napastnicy: Lukacs i Błasiak. Resztę stanowili dublerzy.

No i przyszła kryska...


Aczkolwiek dodajmy od razu, że to nie eksperymenty ze składem spowodowały, iż polegliśmy po raz pierwszy od.... sam nie pamiętam nawet kiedy. Wszystko przez dwa zdarzenia losowe.


Przede wszystkim oczywiście przez czerwoną kartkę dla 19-letniego Marcina Karpiuka, który w swoim debiucie zagotował się po 10 minutach meczu i wyleciał z boiska za faul taktyczny, którego skutkiem był zresztą świetnie wykonany rzut wolny przez weterana Wojciechowskiego. Po drugie z uwagi na to jak spalił się 17-letni Aleksandar Zivanović, który w swoim pierwszym meczu w wyjściowej jedenastce, fatalnie wykonał jedenastkę.

Porażka z Lechią nie przeszkodziła jednak w zebraniu licznych laurów indywidualnych...



Mecz z ŁKS w Łodzi okazał się niesamowity pod każdym względem. Zdecydowałem, że zagramy prawie identycznym składem jak z Lechią i zwyczajnie dam dublerom okazję na to, by się zrehabilitowali. Tymczasem Marcin Karpiuk w drugim meczu pod rząd łapie czerwoną kartkę zaraz na początku meczu! Co więcej, kontuzji doznają obaj napastnicy, a kontuzja Błasiaka w 78 minucie oznacza, że musimy kończyć mecz w dziesiątkę, gdyż limit zmian był już wówczas wykorzystany. Skończyło się utratą kolejnych dwóch goli w samej końcówce i klęską 1-6.


Zabawne w tym wszystkim jest to, że mimo klęski zapewniliśmy sobie awans do ekstraklasy!!!!



W ostatniej kolejce wystawiłem najlepszy z możliwych składów, by pewnie wygrać drugą ligę i to się nam udało, gdyż ostatnia w tabeli Szczakowianka już po pierwszej połowie miała dosyć.


Puchar Polski dla Wisły po wygranych 1-0 i 2-0 z Zagłębiem Lubin.
Puchar UEFA dla Villarreal po zwycięstwie 2-0 z CSKA Moskwa.
Natomiast finał Ligi Mistrzów dla Man Utd


Jeszcze tabelka ekstraklasy.



oraz jedenastka sezonu...


... i nagrody indywidualne dla Błasiaka (piłkarz sezonu) oraz dla mnie (menedżer sezonu). 
 

ZDANIEM CZYTELNIKÓW CM REVOLUTION

Wszystkich komentarzy: 68

FM REVOLUTION - OFICJALNA STRONA SERII FOOTBALL MANAGER W POLSCE
Największa polska społeczność Ponad 70 tysięcy zarejestrowanych użytkowników nie może się mylić!
Polska Liga Update Plik dodający do Football Managera opcję gry w niższych ligach polskich!
FM Revolution Cut-Out Megapack Największy, w pełni dostępny zestaw zdjęć piłkarzy do Football Managera.
Aktualizacje i dodatki Uaktualnienia, nowe grywalne kraje i inne nowości ze światowej sceny.
Talenty do Football Managera Znajdziesz u nas setki nazwisk wonderkidów. Sprawdź je wszystkie!
Polska baza danych - dyskusja Masz uwagi do jakości wykonania Ekstraklasy lub 1. ligi? Napisz tutaj!
Copyright © 2002-2018 by FM Revolution
[x]Informujemy, że ta strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką plików cookies. W każdym czasie możesz określić w swojej przeglądarce warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies.