Oficjalna strona serii Football Manager (FM 2008, FM 2009, FM LIVE)

Załóż nowe konto

Informacje personalne

Styl pijanego mistrza

CM Revolution

Ekstraklasa

Polska, sezon 2007/08

Manifesty użytkownika Seju przeczytało już 1592 czytelników!
Łącznie swój komentarz zostawiło 145 z nich.

Ostatnie blogi użytkownika

Przyjaciele z dzieciństwa [Bonus - cz. 4]

07-11-2008 18:35, autor: Seju

Dla tych, którzy nie czytali:
Cz.1, Cz.2, Cz.3.



Stało się. Zawodnicy powrócili z urlopów, zarząd z miejscowej dyskoteki, a ja musiałem powrócić do roli menedżera klubu. Przez ostatni miesiąc nie zrobiłem niczego, co mogłoby pomóc nam w awansie do europejskich pucharów, które na dzień dzisiejszy są przecież na wyciągnięcie ręki. Nie będę ukrywał, że kompletnie się obijałem, zarywając noce przy najnowszym dziecku Sweet Interactive. Mówię tutaj o grze "Puzzle 3D - Złóż się do kupy". Nastał jednak moment, w którym musiałem się otrząsnąć. 1. styczeń 2008 - tego dnia rozpoczynamy oficjalne przygotowanie do drugiej połowy sezonu.

Tak przerwę spędził Fidel - wakacje rodzinne zimą.

Zaczęło się nieciekawie. Rem-8 ogłosił, że po madryckim niewypale znalazł bardziej przyziemny klub. Ustalił już najdrobniejsze szczegóły kontraktu z Hannoverem, więc do kolejnej rundy będzie przygotowywał się w Niemczech. Dostaniemy za niego marne 40 tyś. zł, co przeznaczę na dwie rzeczy - zrobię imprezę pożegnalną (u mnie w ogrodzie, by Jakubkwa się wyspał), z której Rem nie wyjdzie trzeźwy. Powiedziałbym nawet, że nie wyczołga się trzeźwy. Drugą sprawą jest zjazd fanów zbierania kurzu do folii aluminiowej, za którego organizację zabieram się już trzeci rok.

Rem ślicznie prezentuje się w nowej koszulce

Propozycję transferu otrzymał również Henkel - o niego zabiegał Bayer Leverkusen. Marcel nie zagości jednak na BayArena. Nie możemy pozwolić sobie na posiadanie jednego bramkarza w kadrze, a przecież jakiekolwiek wzmocnienia nie wchodzą w rachubę. Carsten Ramelow wysłał mi nawet widokówkę z wakacji chcąc przypodobać się mojej osobie, lecz oczywiście nie zmieniło to mojej decyzji dotyczącej transferu naszego goalkeepera.

Chwytając za mój notesik odruchowo wyciągnąłem z kieszeni rulonik z folią aluminiową. Zebrałem z niego kurz, schowałem go w folię, a następnie otworzyłem dawno nie uzupełniane zapiski.

Ostatnia zapisana kartka wyglądała tak:


Nie mam zielonego pojęcia kiedy to pisałem/rysowałem. Dziwnie się poczułem, "i love pikachu"? Ja tego nie mogłem napisać! Przepadam za Charmanderem i Bulbasaurem, ale Pikachu?  Pomyślałem, że się dzieje coś dziwnego. Ogarnął mnie lęk, postanowiłem położyć się do łóżka. Do wygrzanej przez Rema pierzynki wtuliłem się najmocniej jak tylko mogłem. Zasnąłem bardzo szybko. W nocy miałem sen. To był koszmar. Śniło mi się, że siedzę w Pokeballu, obok Pikachu i Charmandera. Ja byłem Sejozaurem. Potrafiłem mówić jedynie "seju, seju". Gawędziłem w najlepsze z Pikachu, który opowiadał mi o swojej erotycznej przygodzie z Misty, kiedy poczułem wstrząs. Włożyłem ręce do kieszni. "Wibrator wyłączony" - pomyślałem. Nie wiedziałem o co chodzi, a uderzenie powtórzyło się. "Sejozaurze, atak szalonych zębów!" usłyszałem ujrzywszy piękny świat. Przede mną stała jakaś gwiazda sikająca wodą na lewo i prawo. "Co mam zrobić? A, co mi zależy, pobiję tego śledzia" - pomyślałem rzucając się na stwora. Gryzłem go ile wlezie, wypadły mi dwie plomby, a ja nadal i nadal... Wtedy poczułem mocne uderzenie w policzek. "Zostaw moje sutki w spokoju!" - takim okrzykiem powitał mnie Rem. Jego zaczerwieniona klata tkwi w mojej pamięci do dzisiaj. Troszkę go ośliniłem. Tłumaczenie, że Ash kazał mi go pogryźć nie zostało przyjęte przez mojego współlokatora. Być może był to jeden z powodów jego przeprowadzki na zachód.

Pikachu - prawie jak ze snu.

Rem odjechał. Nadszedł czas na wzięcie się w garść. Otworzyłem terminarz, który znajdował się w starej szafie. W pierwszym spotkaniu nowej rundy zmierzymy się z poznańskim Lechem, który odwiedzi nas już 23. lutego. Później pechowy dla nas Bełchatów, Ruch Chorzów i ŁKS Łódź. Będzie ciężko, jednak mam nadzieję, że z tych czterech meczów wyciągniemy chociaż 7 punktów. To taki plan minimum na najbliższą przyszłość.

Nie będę zmieniał nic w taktyce. Moim zdaniem jesteśmy ustawieni naprawdę dobrze. Nikt z pierwszego składu na dzień dzisiejszy nie ma kontuzji, więc jak na razie idzie bezproblemowo. Jakoś mi źle z tym wszystkim. Najpierw ten Pikachu, teraz wszystko się układa zgodnie z moim założeniami. To dziwne, zawsze napotykałem komplikacje rozmaitej maści. Wierzę jednak, że tym razem dotrwam do końca w swoim postanowieniu i drużyna CMREV osiągnie sukces najpierw na krajowych podwórkach, a później tych większych i ładniejszych podwórzach europejskich.

Postanowiłem dograć trzy sparingi. Dwa razy spotkamy się z własnymi juniorami, jeden raz z drużyną Rema - Hannoverem 96. Szczerze powiedziawszy ostatnio nagrałem się w Call of Duty i mam ochotę na brutalny pokaz siły mojej ekipy - stąd sparingi z młodzikami.
Tak zostały rozegrane mecze wewnętrzne:


Cieszy forma Pavulona, ADR i Brudasa, którego podejrzewam o podszycie się pod jakiegoś Pawlaka i strzelenie nam bramki. Gra wyglądała bardzo dobrze. Myślę, że jeśli popracujemy nad wykańczaniem akcji,  będziemy nie do pokonania. W tych meczach mogliśmy strzelić dużo więcej bramek.

Wracając z drugiego sparingu szedłem sam, lekko zakatarzony. Mijając groźnie spoglądającego na mnie psa natknąłem się na bandę dresów. Ogarnął mnie lęk, wciągnąłem najwięcej powietrza ile tylko potrafiłem, by maksymalnie się rozszerzyć. Szedłem coraz szybiciej. "Masz jakiś problem?" - rzucił największy. Poczułem strach. "Dresy to cholernie mili ludzie. Zawsze się zatroszczą, zapytają czy nie mam jakiegoś problemu." - z tą myślą przemknąłem przez niebezpieczną okolicę. Na szczęście obyło się bez większych zaczepek. Po powrocie do domu wypiłem herbatkę i poszedłem spać. Już niedługo spotkanie z Hannoverem, które na pewno nie będzie spacerkiem.

Skład wystawiłem w ten sposób:


Jakubkwa będzie pełnił rolę defensywnego pomocnika, a Pavulon skupi się na ataku.

Przed spotkaniem wszedłem do szatni, by porozmawiać z zawodnikami. Byłem dość pewny siebie.

- Dzień dobry. Damy radę? - Zapytałem na wejściu.
Nikt się nie odezwał.
- Panowie, co z wami?
- Cicho, Przecinak puszcza fajny dzwonek z komórki. - Odparł Sol.
Nie wiedziałem, że w 2008. roku można się podniecać dzwonkiem monofonicznym.
- Nie czas na takie rzeczy. Ogłaszam skład. Raph i M8 w ataku, na lewej Grzelo, na prawej Reporter, w środku Jakubkwa z Bartonem i Pavulonem, w obronie Shadowm, Magic i Reaper, a w bramce Sol. Kuba - grasz defensywnego, a Ty Pavuloniku dzisiaj skup się na ofensywie.
Panowie wymienieni zrozumieli, reszta jak zwykle była niezadowolona.
- W tym meczu każdy zagra przynajmniej połowę. Wymienię skład w przerwie. - Powiedziałem czując, że znalazłem wyjście z sytuacji.
- Rispekt for ju. - Odparł Reporter.

W trakcie meczu porozmawiałem z Brudasem. Zrozumiałem, że jest to chłopak ambitny i marzy mu się gra w większej lidze europejskiej. Oczywiście pomijając fakt, że rzadko grywał w polskiej, stwierdziłem, że otworzę przed nim drzwi kariery. Tym bardziej, że Leverkusen i Frankfurt walczą o niego już od kilku tygodni. Wracając jednak do spotkania. Było ono bardzo dobrym sprawdzianem przed rozpoczęciem kolejnej rundy, w której na pierwszy ogień pójdzie Lech Poznań.

Krótki opis dwóch zawodników:
SZk.
Cechy Zawodnika: Świetny defensywny pomocnik. Doskonale kryje i odbiera piłkę. Nie ma najmniejszych kłopotów z zatrzymywaniem pomocników rywala, z wyjątkiem kilku polskich Brazylijczyków. Do pierwszego składu wdarł się w połowie sezonu i od tamtego momentu jest jedynym z najważniejszych punktów drużyny.
Osobiste: Mądry, uczynny i przede wszystkim skromny zbieracz jagód. Kolekcjoner zdjęć pasztetów, czyli kobiet płci nieznanej, których twarze przypominają obuwie. Lubi grać we Flipera i usuwać znajomych na fotce. Ma dom, drzewo i kaszel. W dzieciństwie nałogowo zbierał pasikoniki do słoików, podmieniając je w piwniczce na konfitury.

Sol
Cechy Zawodnika: Ciekawy bramkarz. Na początku sezonu był alternatywą dla Henkela, jednak w trakcie sezonu zamienili się rolami. Sol ma problemy z wyjściem do piłki, jednak nadrabia to doskonałym refleksem. Nie ma najmniejszych problemów z komunikacją na boisku.
Osobiste: Fryzjer, poeta, mechanik. W dzieciństwie sprzątał liście pod kościołem, teraz sam wygląda jak liść. Lubi pływać, grać w karty i jeździć na rynnie. Zawsze marzył o drewnianym łóżku, gdyż w młodości większość czasu spędzał w szałasie ze styropianu. Lubi Dodę, Małą Mi, Gołotę i gumę Babaloo. Admin strony Tibia.pl.

Mecz z Hannoverem był bardzo zacięty. Już w ósmej minucie reprezentant Niemiec - Mike Hanke strzelił nam bramkę na 1:0. Gol padł po dośrodkowaniu Rem-a z rzutu rożnego. Po strzałach Bartona, Rapha i SZk wyszliśmy na dwubramkowe prowadzenie. Bramka Stajnera w ostatniej minucie gry już nam nie zagroziła.



Koniec ery Brudinho w ekipie CMREV. Szkoda, zawsze był pociesznym i w miarę ogarniętym chłopaczyną. Po tym transferze wiedziałem, że nie możemy sobie pozwolić na stratę kolejnych zawodników, mimo tego, że zainteresowanie nimi nie maleje.

Przyszedł czas na spotkanie z Lechem Poznań. Do składu wróci Rapechuck, który zagra na prawej flance. Pozostali zawodnicy zagrają w ustawieniu takim samym, jak to z poprzedniego spotkania, kiedy naszym przeciwnikiem był niemiecki Hannover.


Przed samym spotkaniem Franciszek Smuda stwierdził, że bardzo obawia się de Rapha. Jego zdaniem jest to najważniejszy element naszej drużyny, który może zmienić całkowicie przebieg spotkania w kilka minut. Sam jestem ciekaw dyspozycji Rapha po przerwie. Sparingi pozwalają mieć nadzieję na jego dobrą formę strzelecką.

Na mecz jechałem nieco zdenerwowany. W szatni panowała optymistyczna atmosfera, zawodnicy oczekiwali pierwszego spotkania. Pavulon prezentował kolegom nowy tatuaż z "Lays'ów" błyszczący na bicepsie. Przedstawiłem skład, życzyłem zawodnikom szczęścia i poszedłem na ławkę trenerską. Wiedziałem, że niczego nie zmienię. "Wszystko w ich nogach" - pomyślałem. Wtedy na stadionie pojawili się sędziowie. Usiadłem i oglądałem. Nic więcej mi nie pozostało.
W trzeciej minucie spotkania de Raph fantastycznym strzałem zza pola karnego pokonał Dolhę, lepszego początku nie mogliśmy sobie wymarzyć. Jednak już w jedenastej minucie przegrywaliśmy po dwóch bramkach Rengifo. Byłem podłamany. Nie tak to miało wyglądać! Mecz skończył się wynikiem 2:3 dla gości, więc rozpoczęcie drugiej części sezonu nie było powodem do świętowania.


Szkoda niewykorzystanych sytuacji. Nie wiem jak sobie poradzę ze smutnymi zawodnikami, których będę musiał dość dobrze zmotywować na kolejne spotkanie, w którym zmierzymy się z GKS-em Bełchatów. Jako że mecz będzie rozgrywany w ramach Pucharu Ekstraklasy, standardowo wezmą w nim udział zawodnicy mniej grający w lidze. Zagra więc Dezerter, Wujek Przecinak, SZk, Grzechoo, Henkel, Fidel, Pucek i Janek z odzieżowego.


Po meczu byłem zadowolony. Bramkę strzelił Pucek, a samo spotkanie mogło się podobać. Zaimponował mi Grzechoo, który świetnie pokazał się na lewej pomocy. Pomimo tego jest to miejsce zarezerwowane dla Grzelo i nie wydaje mi się, by miało się to w najbliższym czasie zmienić.
Za cztery dni zmierzymy się z Ruchem Chorzów. W związku z tym postanowiłem podejrzeć naszego przyszłego przeciwnika.
Ruch Chorzów zajmuje ósme miejsce w Ekstraklasie, czyli są jak najbardziej w naszym zasięgu. Spójrzmy dalej.
Najskuteczniejszym ich zawodnikiem jest Łukasz Janoszka, dwudziestoletni wychowanek klubu. Będzie ciężko go powstrzymać - w ostatnich trzech spotkaniach zdobywał co najmniej jednego gola.
Marcin Nowacki ma już sześć asyst i może pochwalić się fantastycznymi notami za występy.
Ostatni mecz zremisowali z warszawską Legią (liderem), więc wcale nie grają najgorzej. Czas pokazać Chorzowianom kto rządzi w polskiej piłce!

Skład wyglądał następująco: Sol - Shadowm, Magic, Reaper - Grzelo, Barton, Jakubkwa, Pavulon, Rapechuck - M8_PL, A. De Raph.
Nadal gramy systemem 3-5-2, który pomimo słabego początku przynosi oczekiwane skutki w postaci ważnych zwycięstw. Oby kolejnym było to odniesione w Chorzowie.

Wszedłem do szatki, zdjąłem płaszczyk, usiadłem przy stoliczku i przedstawiłem skład. Każde moje słowo rozchodziło się po pomieszczeniu, co było dość rzadko spotykanym zjawiskiem. Chłopcy byla naprawdę zmotywowani, widziałem to w oczach Wujka Przecinaka. Spojrzał na mnie, zmarszczył czoło i rzekł:
- Głodny jestem.
- Wujek, wszystko zepsułeś. Już myślałem, że coś ciekawego powiesz.
- Musimy to wygrać! - Krzyknął Przecinak odbierając z moich dłoni kromkę chleba posmarowanego Almette cebulowym.
- A dlaczego to wygramy? - Zapytałem z dzikim uśmieszkiem na facjacie.
- Bo... to jest Rewolucja! - Wrzasnął Shadowm zrywając się z miejsca. Niczym Leonidas kopnął krzesełko, które ulokowało się w muszli klozetowej znajdującej się obok miejsca mojego spoczynku.
Zostałem tak w chwili podniecenia przez kilkanaście sekund. My to musimy wygrać.

Mecz zakończył się wynikiem 0:2. Ruch przeważał przez większą część spotkania, a Wujek Przecinak głaskał się po brzuchu nieprzerwanie od siedemdziesiątej minuty (wtedy właśnie pojawił się na murawie). Przegraliśmy po dwóch bramkach Rafała Grodzickiego, który grając na pozycji defensywnego pomocnika pokonał Sola strzałami z dystansu. W następnym spotkaniu Rapechucka na skrzydle zastąpi Reporter, któremu zleciłem zakontraktowanie tłumacza.

W międzyczasie na skrzynkę pocztową nagrał się Brudas.


Ok, będę musiał mu wysłać ten papier - w końcu on sam uwierzył, że ma czternaście lat. Nawet sobie Elementarz zamówił.

Wracając do drużyny - postanowiłem odświeżyć nieco skład. Od teraz taktyka będzie wyglądała następująco:


Jak widać - Grzelo i Reporter pełnią rolę ultraofensywnych skrzydłowych. Do środka pomocy wskoczył SZk, który ma zająć się defensywną rolą naszej pomocy. Barton i Rapechuck będą konstruować akcje. Czy się uda? O tym przekonamy się ósmego marca. Właśnie w dzień kobiet przyjdzie nam zmierzyć się z łódzkim ŁKS-em, który pojawi się u nas, w Sosnowcu. Dni są coraz cieplejsze, z czego jestem bardzo szczęśliwy. Nie przepadam za zimą. Ostatnio w wodę zmienił się dwumetrowy bałwan, którego razem z Remem zbudowaliśmy ciesząc się współnie spędzanymi chwilami. Nie miałem nawet siły podnieść marchewki, która do dziś leży na trawie przed domem. Żyję myślą, że sam Rem kiedyś zapuka do mych drzwi i wręczy mi samodzielnie otrząśnięty z resztek śniegu główny składnik "Kubusia" marchwiowego bogatego w beta-karoten.

Ósmy marca nie był dla mnie dniem szczególnym. Było tak od zawsze - nigdy nie złożyłem życzeń żadnej kobiecie. One również nie złożyły mi w "Dniu mężczyzny", więc nie mam szczególnych wyrzutów sumienia. Jednak przykro mi trochę, że nasz dzień nie istnieje.
Jak już wcześniej wspomniałem - tego dnia mieliśmy rozegrać mecz z ŁKS-em Łódź. Łodzianie zjawili się już rano z kontuzjowanym Andersonem, który poruszał się przy pomocy drewnianej ciupagi rodem z Zakopanego. Skład na mecz już przedstawiłem, więc czas na rozstrzygnięcie.


Cieszy postawa Pucka, który wreszcie się przełamał. Zajęło mu to sporo czasu, teraz jednak zasługuje na miejsce w podstawowej jedenastce. Kolejne trafienie de Rapha na pewno cieszy. Cieszy również ilość strzałów - oddaliśmy dwadzieścia pięć uderzeń na bramkę przy piętnastu strzałach łodzian. Dzięki tej statystyce widać, że sam wynik nie do końca odzwierciedla przebieg spotkania.

Tak cieszy się Pucek.

Spójrzmy na tabelę.

Jesteśmy nadal na szóstym miejscu, a od Bełchatowa dzieli nas zaledwie jeden punkt. Co najciekawsze - kolejny mecz zagramy właśnie z GKS-em, lecz będzie to spotkanie w ramach Pucharu Ekstraklasy.
Ustawienie: Sol -Shadowm, Magic, Fidel - Grzelo, Rapechuck, SZk, Barton, Reporter - Pucek, de Raph.
Nastawienie: bardzo ofensywne - musimy pokazać ligowym sąsiadom, że powinni czuć nasz oddech na swoich spoconych plecach.

Dwunastego marca, bo właśnie wtedy mieliśmy rozegrać wspomniany mecz, było bardzo ciepło i słonecznie. W drodze na stadion podśpiewywałem sobie najnowsze przeboje "Lata z radiem" zachęcając przechodniów do tańca. Doszedłem do wniosku, że Polacy są bardzo sztywni - kiedy zacząłem tańczyć czaczę na środku dość ruchliwego ronda patrzyli na mnie z niewątpliwą pogardą. Zero aprobaty. Ja jednak czułem się pięknie, to było cudowne przeżycie. "Motylem jestem!" - taka myśl przenikała moją głowę kiedy skakałem pomiędzy rządkami kwiatów. Fikołki, salta, ujeżdżanie brzozy, taplanie się w błotku - to wszystko potrafiłem wykonać podczas jednego tańca. Doszedłem jednak do wniosku, że czas zdjąć kostium Borata, ubrać garnitur i pójść na spotkanie. W końcu dziś musimy pokazać tym z Bełchatowa kto zasługuje na lepszą lokatę w ligowej tabeli. Poszedłem więc na stadion. Wszedłem do szatni i ujrzawszy uśmiechnięte miny moich miśków zapytałem o ich powód.
- Henkel Cię nagrał jak zrywałeś korę z brzozy na rondzie - Rzekł zachowawczo Sol.
- Daj spokój, to był taniec, nie znasz się. - Odparłem.
- Idź do juken dens. A gdzie taki strój Borata można dostać w ogóle? - Zapytał Grzechoo.
- Ja dostałem gratis, kiedy na Allegro zamawiałem książkę "Jak wygrać mecz", autobiografię Grześka Rasiaka. - Mówiąc to poczułem, że jestem fajny.
- To wszystko wyjaśnia.
- Przejdźmy może do rozmowy o meczu, ok? - Zapytałem.
- Co tu dużo mówić, to tylko puchar - Odparł Grzechoo.
- Masz rację. Jednak chciałbym by ten mecz został rozstrzygnięty na naszą korzyść. Powalczcie o wygraną.
Wypowiedziawszy te słowa opuściłem szatnię i poszedłem na ławkę trenerską.
Na stadionie w Sosnowcu zebrało się kilka tysięcy kibiców, co wprawiło mnie w stan zdziwienia. Zdaje mi się, że na taką ilość kibiców miała wpływ słoneczna pogoda i niska cena biletów. Nie to jest jednak dzisiaj najistotniejsze.
Na murawie pojawili się zawodnicy, pojawił się również sędzia, który pierwszym dmuchnięciem w gwizdek rozpoczął widowisko. Moi zawodnicy przycisnęli już od pierwszych minut. Dwa rajdy Reportera zakończone dośrodkowaniami nie przyniosły jednak bramki. Strzał z dystansu Bartona również chybiony. W trzydziestej minucie Janusz Dziedzic w swoim stylu drybluje w okolicach pola karnego, by za chwilę strzelić nam bramkę na 1:0. Przegrywamy z Bełchatowem! Chwilę później Barton robi to, co lubi najbardziej - uderza z czterdziestego metra, a  piłka wpada do siatki. Do dwóch razy sztuka! Minutę później znowu przegrywamy, Dziedzic nie da nam wygrać, takie odnoszę wrażenie. Zawodnicy w przerwie zostali mocno zmotywowani, już w chwilę po rozpoczęciu drugiej części spotkania doprowadzamy do remisu i znowu wynik jest sprawą otwartą. Mężczyźni na trybunach oblewają się piwem, kobiety rzucają stanikami, koty jedzą Whiskas, lotokoty uciekają ze swoich pudełeczek, ten mecz jest nieprawdopodobnie emocjonujący! W siedemdziesiątej minucie nasz lewoskrzydłowy - Grzelo, podkręconym strzałem strzela bramkę na 3:2 i obejmujemy prowadzenie! Nie zawodzi również Raph, który po ośmiu minutach podnosi wynik na 4:2. Nie możemy przegrać tego spotkania. Przez kolejne dwadzieścia minut miałem wrażenie, że oglądam kolejny odcinek "Randki w ciemno". Moi zawodnicy uspokoili grę i próbowali jakoś zaatakować, uważając jednak na to by nie popełnić błędu. W dziewięćdziesiątej minucie cały stadion był świadkiem przykrego incydentu. Paweł Magdoń opluł spodenki Rapechucka. Może nie było to zbyt szkodliwe, ale jednak wyglądało dość niesmacznie. Dlatego nie dziwię się sędziemu, że pozwolił zdegustowanemu Magdoniowi wcześniej pójść do domu pokazując mu czerwony karton. W ostatniej minucie spotkania Tomek Wróbel strzałem rozpaczy zmienił wynik na 4:3, co nie zrobiło nam większej krzywdy. Mecz wygraliśmy, mokrzy mężczyźni z najedzonymi kotami poszli do domu, a kobiety do dziś szukają staników.


Po spotkaniu otrzymałem ciekawą informację.

"Orest, wrzuć na luz." - Pomyślałem. Przecież wyniku nie zmienimy, a spodenki musiałem wyprać. Moim zdaniem nie powinniśmy wracać do tego przykrego zdarzenia z dziewięćdziesiątej minuty.

Kolejnym spotkaniem ligowym jest mecz z krakowską Wisłą. Skład taki sam, jednak do bramki wróci Henkel.

Nowa fryzura Pucka nie pomogła nam starciu z Wiślakami. Jean Paulista już na samym początku spotkania sprowadził nas na ziemię.


Po meczu zdecydowałem się porozmawiać z Rapechuckiem, który był tego dnia w bardzo kiepskiej dyspozycji.
- Cześć Rapechuck. Może odpowiesz mi na pytanie "dlaczego przegraliśmy?"? Przecież byliście dobrze przygotowani do tego spotkania. Naprawdę, mocno się zawiodłem.
- Dzień dobry.
Nastało dziesięć sekund ciszy.
- Więc? - Zapytałem zaniepokojony milczeniem.
- Weź, trener, nie rób jaj, przecież widać, że to są wymiatacze i w ogóle mają buty najki i adidas i w ogóle ile im płacą, a ile mi, co ty porównujesz, trener.
- Martwi mnie wasza postawa.
- Ty lepiej trener wyślij Brudasowi ten paszport polsatu, czy co tam chciał, bo na razie za wejście na stadion musi twarzowe opłacać.
- Racja, zapomniałem! A tak ogólnie, to co u Ciebie?
- A, nie narzekam. Wczoraj byłem z kolegami na koncercie "Ich troje".
- Też tam byłem. Świetna sprawa! A jak się czujesz w roli kapitana zespołu?
- Hm, czuję się... niczym słońce zaćmione przez księżyc, czekające na chwile poruszeń.
- Dokładnie Cię rozumiem - Odparłem z niekrytym wzruszeniem. W tym momencie czułem się jak młody bóbr oglądający reklamę "Colgate Herbal". Wróciłem myślami do wczorajszego koncertu.
- Na mnie już czas. Ahoj panie bobrze!
- Miłego dnia trenerska głowo.

Podszedłem również do Reportera.
- Cześć, Repi. - Zacząłem.
- Olele le. - Odparł pokazując białe szkliwo na zębiskach.
- Dlaczego przegraliśmy? Dobrze Ci szło.
- Skamakumba, katarakta. Benedikto szesnasto priori di kabrio fasole. Misty Pikaczu dragon fajter ski dżamping olumbo. Not drapiszka bless kizito. T-u-p-e-c-i-k! Mokalele łunga dunga. CZAKA! Dyskonekt arrumba lakidi podolski dżermeni zdrajcev. Czika czuka dżamejka person. Łolelele!
Wtedy do pracy wziął się tłumacz.
- Mój klient twierdzi, że boisko śmierdzi. Poza tym Wisła grała lepszą piłką.
- Ciekawa teza. Może korzystając z okazji Reporter powiesz mi czy pasuje Ci gra na prawej pomocy? -Zapytałem grzebiąc małym palcem w uchu.
- Pi pa pa pa ra po! - Odparł Reporter marszcząc uda się w rytm muzyki.
- Mój klient twierdzi, że zdecydowanie lepszą pozycję dla niego stanowi środek pola, jednak Rapechuck, Barton i SZk radzą sobie świetnie i nie ma zamiaru odbierać im tej pozycji. - Sprawnie przetłumaczył przypucowany elegancik.
- A jak Twoje sprawy rodzinne?
- Moje? -
Zapytał nieskromnie śmieszny grubasek.
- A co mnie Twoje obchodzą. Reportera. - Ryknąłem.
- MAKUMBA!! Skejt blacha dżingis han pullover. Rotkopf juda japanese fucking draft. Łojajajaja. Ludowik dżiuli szeryl kol maskomami goran zajcev suprajs. Indiana dżons keczup kukuryku.
- Reporter otworzył kurnik i założył konto na allegro. Poza tym sprowadził ostatnio resztę swojej rodziny z północnych części Afryki. Ma zamiar otworzyć knajpę "Czarna perła Mozambiku", w której mógłbyś kupić sok z gumijagód.
- Na mnie już czas. Do widzenia!
- Ameno czikekumba.

Po powrocie do domu spojrzałem w kalendarz. No tak - Lech Poznań. Znowu o jakiś puchar. Dam szansę M8, bo Pucek ostatnio nie gra tak, jak powinien.


Mejt nas uratował. To była dobra decyzja!

Kolejne spotkanie z Zagłębiem Lubin zremisowaliśmy.


Ofiarna gra Reapera nie pomogła w wywiezieniu trzech punktów z Lubina

Mecz z Zagłębiem był bardzo trudny. Michał Szkodziński doznał kontuzji, co otwiera drogę do pierwszej jedenastki Pavulonowi. Chałbiński nas pokarał i z Lubina wyjechaliśmy z jednym punktem. Kolejne spotkanie rozegramy z Bełchatowem, z którym w tym sezonie mieliśmy spotkać się po raz czwarty. Poprzednie mecze wyglądały tak:


Nic nam te statystyki nie mówią. Liczę na zwycięstwo z GKS-em, bowiem dzięki niemu przeskoczymy Bełchatowian w tabeli.

5:2, nienawiść trwa!


Hattrick M8_PL, bramki Reapera i Bartona, występ brata Reportera w przerwie spotkania, oraz spocone czoło Wujka Przecinaka - to powody dla których ten mecz pozostanie w mojej pamięci. Mam nieodparte wrażenie, że jest to jedno z najważniejszych zwycięstw w tym sezonie. M8 znowu przebił się do podstawowej jedenastki i z taką grą nie mam prawa odbierać mu pierwszego miejsca w składzie.

Brat Reportera pokazał na co go stać.

Zdaniem "Piłki Nożnej" młody obrońca Reaper niespodziewanie przewodzi w  klasyfikacji średnich ocen za mecz (7,40). Nigdy bym nie pomyślał, że chłopak robiący spirytus z rabarbaru będzie najlepszym zawodnikiem w naszej drużynie.



Oto wyniki kolejnych trzech spotkań, jakie dane było rozegrać drużynie CMRevolution. Porażka w Pucharze Polski z Odrą Opole była czymś więcej niż tylko przegranym dwumeczem. Pewien obywatel Tropikalnej Wyspy pogrążył nas strzelając trzy bardzo ładne bramki Henkelowi.
No niestety, fakty są takie - Hugo nas oszukał wspomagając się niedozwolonym sprzętem. Napisałem nawet list, który zamierzam wysłać do prezesa PZPN-u. Mam nadzieję, że Przyczyna Znikania Polskich Nadziei pod dowództwem nowego prezesa, po godzinach reklamującego furtki na TVP3, zajmie się pierwszą poważną sprawą.


Tak mniej więcej będzie wyglądał mój list.

W międzyczasie ustaliłem skład na kolejne spotkania.


Zajrzałem również w terminarz. No tak, do końca sezonu siedem spotkań. Gramy kolejno z łódzkim Widzewem (D), poznańskim Lechem (W), kielecką Koroną (D), a na koniec miesiąca czeka nas wyjazd do Bytomia na mecz z tamtejszą Polonią. Ostatnie spotkanie nie powinno sprawić nam problemów. Sądzę, że pozostałe są również do wygrania. Nadal mamy teoretyczne szanse na wygranie ligi, choć tak naprawdę nikt w to nie wierzy. Teraz jednak musimy skupić się na spotkaniu z Widzewem. Liczę na powtórkę z czwartego grudnia, kiedy to wygraliśmy dwoma bramkami z naszym przyszłym przeciwnikiem. Skład już mam, teraz czas na przygotowanie mentalne.
Wszedłem do szatni zakrywając twarz. Założę się - każdy myślał, że do szatni wdarł się Batman.
- To ja! - Wrzasnąłem wczuwając się w rolę.
- Może frytki do tego? - Zapytał Reaper.
- Dobra, wy nie potraficie nawet najłatwiejszej scenki odegrać. Wiecie co macie dzisiaj grać? Krótkie, szybkie piłki. Gramy ofensywnie, jak zwykle. Żadnego Hugo Bossa, Almeidy, czy innej Hugoliny w Widzewie nie ma. Pamiętajcie by wracać, cofać się. To jest dwudziesty pierwszy wiek. W dzisiejszym futbolu jedynie Roger się nie cofa. Skrzydła, skrzydła, skrzydła. Nie zapominajcie o skrzydłach.
- I'm butterfly... - zanucił Reporter.
- Jeśli chodzi o defensywę - kontynuowałem - Reaper radzi sobie bardzo dobrze w ostatnich meczach. Jednak Ty Shadowm powinieneś nieco uważniej pilnować zawodników. Myślę, że tyle wystarczy. Resztę wskazówek przekażę wam podczas spotkania. Mam nadzieję, że sobie przypomnę, a jeśli nie, to Fidel mi przypomni. Prawda Fidel?
- Jasne trener. O każdej porze dnia i południa.
- No. To ubierajcie się w getry i co tam jeszcze chcecie ubrać... Wujek! Zostaw ten szlafrok, mówię o piłkarskim odzieniu!
Wyszedłem z szatni. Wszedłem na murawę w roli menedżera, który to już raz w tym sezonie? Będzie gdzieś koło trzydziestu...
Siadając na ławkę poczułem zapach przypominający pot młodej łasicy w okresie przedwiosennym. "To nie to"  - stwierdziłem. Spojrzałem na siebie - garnitur czysty, pod butami też nie ma niczego niepokojącego. Wrzuciłem sobie w okolice żuchwy parę kostek Orbit, jednak i to nie poskutkowało. "To nie ja zajeżdżam" - stwierdziłem z dumą. Spojrzałem w prawo. Fidel, jego o nic nie oskarżam. Przecinak - wypachniony, wyświechtany jak zawsze. Później Speed, Jakubkwa, Storm i Pucek. Speed? Nie, on nawet korków nie ubrał. Pucek stoi obok ławki, bo się nie mieści. Zresztą częściej stoi w kolejce po kiełbaski w miejscowym barze, więc też raczej on nie jest powodem przykrego zapachu. Pozostał Storm i Jakubkwa.
- Poproszę "Pół na pół" - Powiedziałem do Huberta Urbańskiego, którego wykreowałem sobie przed momentem.
- To niemożliwe. Pozostały dwie odpowiedzi. Może pan zadzwonić do przyjaciela, bądź poprosić publiczność.
Spojrzałem na publiczność. Kilka tysięcy ludzi - na pewno nic nie czują, to bez sensu.
- Chciałbym zadzwonić do przyjaciela. Zbigniew będzie tym szczęśliwcem.
- Dobrze. Dzwonimy do Zbigniewa!
Tyryryry.
-Witam Zbigniewie! Tutaj Hubert Urbański z programu Milionerzy. Mam nadzieję, że mnie kojarzysz, a jeśli nie to od czego masz google? No więc słuchaj, masz trzydzieści sekund, także się nie spuszczaj, nie poć, usiądź wygodnie i się streszczaj, bo Szymon przegra i pójdzie do domu pieszo, nawet mu nie dam kasy na taksówkę. Zrozumiałeś?
- TAK, yy, tak!
- Cześć Zbig! Słuchaj. Kto zajeżdża potem łasicy w okresie okołowiosennym? Szybko, Storm czy Jakubkwa?
- Srom!
- Jeszcze raz powtórz!
Ti, Ti, Ti...
- STORM, babcia tak mówi, zaznaczaj A!
- Dzięki.
- No, jak widać przyjaciel Ci nie pomógł i musisz zadecydować sam. - Rozpoczął w swoim stylu Hubert.
- Daj spokój Hubba Bubba, zaznaczaj A.
- Czy jesteś...
- Jestem, dalej, nie mam czasu.
- To jest prawidłowa...
- Storm śmierdzisz łasicą! - Krzyknąłem zbudzony z letargu.
Cała ławka rezerwowych patrzyła na mnie jak na krzyżówkę listonosza Edka z turkuciem podjadkiem.
- Yy.. Sorry. Ale coś czuję taki zapach nieprzyjemny... - Zacząłem się tłumaczyć.
- Widzę, że mnie wyczułeś. Po prostu dzisiaj działam na zasadzie - wpuść mnie na stadion, a pod bramką przeciwnika zawsze będzie śmierdziało golem. - Odparł Storm.
- Więc wchodzisz. - Powiedziałem bez zastanowienia. - Na atak mój drogi, na atak...

Storm nie pomógł. Mecz przegraliśmy wysoko, bo aż 4:0 i co ciekawe mogliśmy go przegrać wyżej. Bróz w końcówce spotkania nie trafił karnego. Fatalny występ zaliczyła w zasadzie cała drużyna. Po meczu nie przebierałem w słowach. Nie przebierałem również w możliwościach dalszego spędzania dnia - wypiłem dwa piwa, ubrałem piżamę i poszedłem spać. W żargonie poznańskim taka akcja nazywana jest potocznie "Dwa bro i do wyra". No i tak się też stało.

Kolejny mecz z Lechem Poznań również zakończył się porażką. Nadszedł kryzys - mogłem się tego spodziewać. Do końca ligi pozostało pięć spotkań, a my nadal zajmujemy ósme miejsce.
Tak prezentuje się tabela na dzień 15.4.2008:


Czy dam radę wyciągnąć ekipę CMREV z kryzysu? Czy znajdziemy się w pierwszej piątce? Czy Wujek Przecinak zapuści włosy? Czy Reaperowi przestanie odbijać się oranżada z pierwszej komunii? Tego dowiecie się w kolejnym odcinku!

Zobacz kto dodał tego bloga do ulubionych - aktualnie 19 osób.

Wybierz ocenę:
Oceń!

Przyjaciele z dzieciństwa cz. 3!

29-10-2008 18:31, autor: Seju

Dostałem wiadomość na skrzynkę pocztową od Rema: Super, za tydzień wraca do nas. Nie mogę się doczekać. Pościel już przygotowałem miesiąc temu, ale to się wytnie. Wróćmy jednak do spotkania z Jagą. Skład już ogłosiłem, teraz...

Przyjaciele z dzieciństwa cz. 2!

28-10-2008 20:46, autor: Seju

Jak już wcześniej wspomniałem, tę część rozpocznie nagranie z mojej poczty głosowej, na której Grzelo umieścił pewien apel do mojej osoby. No cóż, postawię, na niego. Skoro czuje formę i jest w stanie zagrać dobre spotkanie, to...

Futbol kochałem od zawsze. Już w wieku młodzieńczym, na lekcjach wychowania fizycznego, wyrywałem się przed szereg kolegów, by prosić nauczyciela o rozegranie meczu w piłkę nożną. Nie zawsze się udawało. Na szczęście koledzy, którzy...

CM Revolution jako podmiot świadczący usługę hostingu wizytówek Użytkowników, blogów, galerii nie ponosi odpowiedzialności za ich zawartość. Aby zgłosić naruszenie prawa napisz do redakcji.

Rewolucjonista

Ostatnie blogi użytkownika

pon wto śro czw pią sob nie
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

Manifesty polecane przez użytkownika

Revolution LIVE!

14-11-2008 21:10, autor: Grzelo