Artykuły

Argentyńskie tango #1
kunXon 19.04.2008 02:23 13666 czytelników 0 komentarzy
3
Przed meczem z Racingiem dwie rzeczy zaprzątały moją głowę. Po pierwsze - wciąż nie otrzymywałem raportu od Calderona. Mógł chociaż powiedzieć coś w stylu: „nie zrobiłem zebrania, bo chłopcy zaczęli normalnie grać”, ale on nie dawał znaku życia. Po drugie - stan konta z każdym miesiącem, ba, tygodniem topniał coraz bardziej. Kibice to chyba jacyś „piknikowcy”, przychodzą tylko na większych rywali, a na co dzień na trybunach pojawia się garstka tych najbardziej zagorzałych. Dla przybliżenia sprawy podam pewną ciekawostkę: otóż na meczu z River było więcej kibiców niż na meczach z Olimpo, Indepediente, Colon i Argentinos razem wziętych (sic!). Miałem poważne wątpliwości czy uda nam się dociągnąć „na plusie” do końca sezonu.

Pomimo mojego spokoju co do końcowego wyniku spotkania z Racingiem, to goście jako pierwsi strzelili gola. Wydatnie pomógł im w tym wracający do „wielkiej formy” Herrera, który podał wprost do Arriety. Jednak od 23. minuty na boisku panowali już tylko piłkarze Arsenalu. Kolejno Calderon, Biagini i Matellan dali nam spokojne prowadzenie 3-1 przed zejściem do szatni. Powiedziałem chłopakom, że nie wolno nam teraz odpuścić, zaś na boku pochwaliłem strzelców goli. Wbrew moim oczekiwaniom na drugie 45 minut nie wyszliśmy skoncentrowani. Racing szybko zdobył gola kontaktowego i druga połowa zapowiadała się od początku bardzo nerwowo. Byłem niepocieszony, bo graliśmy bardzo ostro. Fakt, że nie kazałem oszczędzać rywali, ale 6 żółtych kartek to za wiele, niepotrzebne były nam wykluczenia za nadmiar „żółtek”. Na dziesięć minut przed końcem goście wyprowadzili dwie kontry w przeciągu 60 sekund i tylko Ivancichowi mogliśmy zawdzięczać to, że na tablicy wyników wciąż widniało 3-2. Pięć minut później jednak Racing wyrównał. Znów tracimy gola na 3-3 w końcówce meczu! Znów z wolnego! Trzeci gol Arriety. Do końca już nic się nie zmieniło.

- Przy dwóch tysiącach ludzi gracie jak z nut, zaś kiedy zjawi się ich więcej to jest już zupełnie inaczej. Co się z wami dzieje?! - wrzasnąłem do zawodników w szatni po meczu. Nikt mi nie odpowiedział, wszyscy założyli ręczniki na głowy i siedzieli tak przez kilka minut. Kilku z nich rzuciło „przepraszamy trenerze”. Wszyscy doskonale wiedzieliśmy, że szansa na awans do piątki zmalała prawie do zera. W meczach z Estudiantes, Newell's i Bocą o punkty łatwo nie będzie, to drużyny z czołówki. Z resztą - jak mogliśmy marzyć o punktach, skoro nie potrafiliśmy wygrać z trzecią od końca ekipą ligi?!

Na spokojnie przemyślałem sytuację bramkarzy i doszedłem do wniosku, że wzmocnienie jest konieczne. Ivancich nie spisywał się źle, ale nie można było po nim oczekiwać niczego specjalnego. Jest jeszcze młody i ma czas by wyrwać bluzę z numerem „1”. Cały czas monitorowałem sytuację Assmanna. Grał bardzo mało w swoim obecnym klubie. Indepediente przyjmowało za każdym razem moją ofertę opiewającą na 500 tysięcy, ale Walter nie miał dotychczas ochoty przejść do naszego zespołu. Po raz ostatni więc wyłożyłem na stół pół miliona złociszy i pozostało mi tylko czekać co z tego wyniknie.

Kilkadziesiąt godzin przed wyjazdowym meczem z Estudiantes zawarczał w rogu mojego biura stary faks. Po kilkunastu sekundach wydobył z siebie resztkami sił podpisany przez Assmanna kontrakt. Problem z obsadą bramki miałem już za sobą. Martin Cuenca dziesiątego grudnia wraca do Racingu i nie będę musiał znosić już jego niekompetentnej gry. Tak wygląda nasz nowy nabytek:

Może nie będzie to drugi Abbondanzieri, ale powinien toczyć wyrównaną walkę z Bernacchią.

Wiadomość dnia była następująca: Bernacchia wykurował się na Estudiantes! Co prawda kondycja jeszcze niepełna, ale zdecydowałem, że jednak zagra. Ekipa z La Platy miała w swoim składzie takich piłkarzy jak Juan Veron, Claudio Lopez, Juan Huerta czy Pablo Piatti. My takich straszaków niestety nie posiadaliśmy, za to tworzyliśmy zgrany kolektyw (tania gadka każdego menedżera słabszego klubu). Gospodarze od dwóch spotkań byli bez punktu, ale nie można było wykluczyć, że akurat na nasz mecz wróci im chęć do wygrywania. Mieli piekielnie szybkich i dobrych technicznie skrzydłowych, więc zdecydowałem, że zamiast Kmeta i Zapaty zagrają nieco bardziej defensywnie usposobieni Carrera i Andrizzi. Początek meczu był spokojny, choć gospodarze szybko chcieli zneutralizować (faulem rzecz jasna) Biaginiego. W 10. minucie rzut wolny z czterdziestu metrów wykonywał Veron. „Nic specjalnego” - myślę. Jak bardzo się myliłem, przekonałem się kilka sekund później, gdy piłka po atomowym strzale Argentyńczyka zatrzepotała w siatce. Byliśmy w takim szoku, że Claudio Lopez zdołał wcisnąć nam jeszcze dwa gole i na przerwę schodziliśmy z trzema bramkami w plecaku. Gra „na luzie” skończyła się kompletną katastrofą. El Pioho wlepił nam jeszcze dwa gole i zakończył zawody z dorobkiem czterech bramek. Nie zagraliśmy dużo gorzej od Los Pincharratas, ale na podbramkowe wyczyny Calderona i spółki lepiej spuścić zasłonę milczenia. 5-0 i chyba komentarz jest zbędny. Żenada i tyle. Nawet rekonwalescent Bernacchia nam nie pomógł. Martwiłem się, by tylko chłopcy nie posypali się psychicznie przed bardzo ważną końcówką rundy.

Parę dni po tej dotkliwej porażce, gdy szukałem jeszcze przyczyn słabej skuteczności w ataku i beznadziejnego krycia w obronie do mojego biura wpadł prezes z prośbą o krótką rozmowę. Nie byłem zbyt zadowolony, bo jedynym powodem jego wizyty było... spytanie mnie jak się czuję w Argentynie! „Na litość Boską, jestem tu już pół roku, a on sobie o mnie przypomniał akurat dziś!” - pomyślałem. Nie w smak było mi dyskutować z nim o tęsknocie do ojczyzny, gdy w klubie sprawy przybierały zły obrót. Przetrzymałem jednak jego nawałnicę pytań, by samemu zapytać o kilka nurtujących mnie kwestii. Wspomniałem o tym, że kibiców jest bardzo mało, zyski z biletów niewielkie. Aż prosi się o „Dzień kibica”, który organizowały już inne ligowe zespoły. Julio nie wydawał się zbyt zainteresowany moim pomysłem. W odpowiedzi usłyszałem: „Zbliża się Boże Narodzenie, dostajesz wolne na święta, pojedź do rodziny, wypocznij, jak wrócisz, to pogadamy”. Odchodząc z grymasem na twarzy oznajmił mi co prawda, że postara się o zmianę sytuacji na trybunach. Wiedziałem jednak o co chodzi. Wcale nie był zainteresowany moim samopoczuciem, a miał do mnie pretensje o wyniki zespołu. Nie powiedział tego prosto w oczy, ale nie bardzo umiał ukryć swoje myśli.

Trzeba było wziąć się do pracy. Byłem pewien, że nie stracę pracy tuż po Aperturze, ale konflikty z zarządem nie były mi potrzebne. Z drugiej strony wolałem wiedzieć na czym stoję.

Na szczęście mobilizacja na dwa ostatnie mecze była ogromna. Chłopcy chcieli zmazać plamę po spotkaniu w La Placie, a ja... wiadomo o co grałem.

Zaczęło się - 4. minuta, a my już przegrywamy. Krycie zgubił Gallardo i strzałem z dystansu zaskoczył nas Martin Seri. Próbowaliśmy szybko odpowiedzieć, graliśmy sporo skrzydłami, ale akcji na bramki nie potrafili zamienić Biagini i Zapata. Wyrównujący gol padł dopiero w 38. minucie a jego autorem był jak zwykle Calderon. Zapata swoją nieskuteczność przypłacił zejściem z boiska w przerwie. Gospodarze zdobyli jednak gola na 2-1 zaraz po gwizdku wznawiającym grę. Znów strzał z dystansu, tym razem piłka po rykoszecie wpada do bramki Bernacchii. W obu sytuacjach nasz golkiper mógł zachować się lepiej. Newell's powinni spokojnie prowadzić kilkoma bramkami, ale mieli podobny problem jak my- nie wykorzystywali stwarzanych przez siebie okazji. Z tą różnicą, że my nie mieliśmy tego dnia nawet z czego zdobywać goli. W końcówce jednak gospodarze się przełamali i Ferreyra strzelił na 3-1. Nie zrobiliśmy nic, by wygrać to spotkanie. Trudno mi też było kogoś specjalnie ganić, bo wszyscy zagrali tragicznie. Cóż, dwunasta lokata, a po meczu z Boca Juniors mogliśmy spaść nawet na 15. miejsce. Nie taką końcówkę rundy sobie wymarzyłem.

Na mecz z Riquelme i spółką cel był prosty - jeden punkt, który da nam utrzymanie 12. pozycji. Od trzech spotkań nie zasmakowaliśmy wygranej i przerwanie tej passy w tym akurat meczu graniczyło z cudem. Receptą na sukces miało być ustawienie 4-1-4-1 z wysuniętym Calderonem i ofensywnie grającymi bocznymi pomocnikami. Zdecydowałem, że oprę filozofię gry na kontrach, które na naszym boisku nie zawsze nam wychodziły. Zmuszony byłem jednak poszukać nowych rozwiązań, gdy stare zawodziły. Gdyby to było możliwe, w ogóle nie brałbym pod uwagę obrony. Właściwie w każdym meczu grali poniżej oczekiwań, mieli być najbardziej doświadczoną formacją w zespole, a wydają się być najmniej udaną. Mój nos mnie w tej kwestii mocno zawiódł. Tymczasem nasi najbliżsi rywale ponieśli klęskę w finale Copa Sudamericana, gdzie rozgromił ich zespół San Lorenzo.

Marzyłem, by tak samo niepewnie prezentowali się przeciw nam. Nie dysponowaliśmy pełną ławką rezerwowych ponieważ Baez był zawieszony za nadmiar „żółtek”, a reszta piłkarzy grała już tego dnia w rezerwach bądź w zespole juniorskim. Pan Sergio Pezzotta gwizdnął po raz pierwszy - ostatni mecz Sezonu Otwarcia czas zacząć! Nasi obrońcy sprawiali wrażenie, jakby nie wiedzieli gdzie są. Goście jednak nie kwapili się z wzkorzystaniem tego i sami gubili piłkę. Do przerwy 0-0, mecz nudny, momentami usypiający, jednak mi wcale nie chciało się spać, widziałem bowiem szansę na sukces i musieliśmy ją wykorzystać. Humor zrzedł mi w 53. minucie. Mouche z rzutu wolnego i było 0-1. Nie robiłem statystyk, ale był to już chyba dziesiąty gol w tym sezonie stracony po rzucie wolnym. Dwie minuty później przegrywaliśmy już 0-2, a strzelcem bramki był Neri Cardozo. Postawiłem wszystko na jedną kartę, wpuściłem drugiego napastnika. Goście jednak nic sobie z tego nie robili i na dwadzieścia minut przed końcem dzieła upokorzenia dopełnił Mouche. Nie wiem kto miał go kryć, bo w linii defensywnej nikt już nie grał na swojej pozycji, kompletna samowolka. W 81. minucie Biagini tchnął nadzieję w kibiców Arsenalu, 1-3. „Ostatnie podrygi” - pomyślałem i nawet niespecjalnie się ucieszyłem. Nie minęło jednak 180 sekund, a Calderon doprowadził do stanu 2-3! Zacząłem myśleć o jednym punkciku dość realnie. Łudziliśmy się bardzo krótko, bo... Matellan strzelił gola samobójczego. Nasz najlepszy obrońca nie dorósł chyba do gry w Primera Division.

Patrząc w historię kariery Matellana domyśliłem się jednak, czemu postanowił zdobyć bramkę. Był wychowankiem Boca Juniors, jakoś musiał im się odpłacić za wikt i opierunek.

Dokładnie 4 dni po meczu z Boca Juniors rozpoczęło się okienko transferowe. Moje pierwsze zakupy bardzo mnie satysfakcjonowały, jednak wyglądało na to, że tylko mnie:

Miałem szacunek do Jorge, ale z ocenami chyba trochę się pospieszył. Co prawda Assmann i Orellana oficjalnie przyznawali, że Arsenal to dla nich tylko przystanek w karierze, ale i ja nie ukrywałem, że dla mnie byli oni pomysłem na zarobienie niezłych pieniędzy. Póki co jednak trochę w Sarandi mieli pograć, więc nie można takich sądów wygłaszać tak prędko. Gorzej, że kibicom także nie spodobała się ambitna wypowiedź naszych młodzianów. Obaj będą więc musieli malkontentów przekonać do swojej klasy na boisku.

Apertura za nami, więc przyszedł czas na podsumowania. Mistrzem została drużyna River Plate. Gdy spojrzycie na tabelę, zobaczycie, że zasłużyli na ten tytuł. Pocieszające jest to, że byliśmy jednym z dwóch tylko zespołów, którym udało się mistrza ograć. Według mnie pierwszy sezon w Argentynie nie był najgorszy. Oczywiście, wymagania były nieco większe, lecz mało znanemu trenerowi z Europy chyba można wybaczyć, że w pierwszym sezonie uczył się dopiero „jak to się je” na innym kontynencie. Sam liczyłem na miejsce w dziesiątce, ale 12. lokata nie była beznadziejna. Końcówka pokazała, że mieliśmy nie tylko za krótką ławkę, ale i braki w ograniu oraz zrozumieniu na boisku. W najważniejszych momentach zawodzili najstarsi i pozornie najbardziej doświadczeni. Wzmocnienia wymagały na pewno skrzydła obrony. Espinola przez ten czas spędzony w rezerwach zupełnie „zdziadział”. Pozostały mi do przeprowadzenia już tylko dwa transfery (w oknie między sezonami można dokonać tylko czterech) - na błędy nie było więc  miejsca. Orellana powinien załatwić sprawę ofensywy, bo poza napadem mógł grać także na skrzydłach i w środku. Assmann dawał mi spokojny sen, bez potrzeby martwienia się o ewentualny uraz Bernacchii.

A teraz moje osobiste wyróżnienia dla moich graczy:

Odkrycie sezonu: Martin Zapata. Wyciągnąłem go ze słabego klubiku, u nas pokazał, że ma spory potencjał.

Zawód sezonu: cała obrona. Wszyscy, z wyjątkiem Baeza, zawiedli na całej linii, najmocniej chyba Matellan, który apogeum swoich „umiejętności” pokazał w ostatnim meczu.

Piłkarz sezonu: Jose Luis Calderon. Mimo sędziwego wieku udowodnił niedowiarkom, że skreślanie go było błędem. 17 goli w 21 występach. Król strzelców Primera Division (16 trafień) ciągnął naszą grę gdy nie szło.

Transfer sezonu: Omar Gallardo. Długo się wahałem między nim, a Julianem Kmetem, który był liderem asystentów całej ligi. Zaważyła różnica w średnich ocen obu graczy (Gallardo 7.22, Kmet 7.00).

Tabela:

Za iecałe dwa miesiące rusza Clausura. Przyznam nieskromnie, że mam zamiar powalczyć o pierwszą „piątkę”. Jak się sprawdzi w praktyce? Nie zostałem zwolniony, więc prawdopodobnie wszystko okaże się za sześć miesięcy.

PS Zainteresowanych sposobem funkcjonowania ligi argentyńskiej odsyłam do wikipedii.


Słowa kluczowe: 

Komentarze (0)

Możliwość komentowania tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
Nie masz konta? Zarejestruj się.

Drogi Rewolucjonisto, prosimy o przestrzeganie regulaminu i zapoznanie się z FAQ

Reklama

Najnowsze artykuły

Zobacz także

Wyszukiwarka

Reklama

Szukaj nas w sieci

FM REVOLUTION - OFICJALNA STRONA SERII FOOTBALL MANAGER W POLSCE
Największa polska społeczność Ponad 70 tysięcy zarejestrowanych użytkowników nie może się mylić!
Polska Liga Update Plik dodający do Football Managera opcję gry w niższych ligach polskich!
FM Revolution Cut-Out Megapack Największy, w pełni dostępny zestaw zdjęć piłkarzy do Football Managera.
Aktualizacje i dodatki Uaktualnienia, nowe grywalne kraje i inne nowości ze światowej sceny.
Talenty do Football Managera Znajdziesz u nas setki nazwisk wonderkidów. Sprawdź je wszystkie!
Polska baza danych - dyskusja Masz uwagi do jakości wykonania Ekstraklasy lub 1. ligi? Napisz tutaj!
Copyright © 2002-2026 by FM Revolution