Artykuły

Argentyńskie tango #3
kunXon 16.07.2008 22:37 11790 czytelników 0 komentarzy
1

Przed meczem z czwartą drużyną ligi miałem poważny zgryz dotyczący pary napastników. Calde i Morales w poprzedniej kolejce zawiedli na całej linii, ale miejsca dla Orellany nie mogłem znaleźć przez zasady dotyczące obcokrajowców obowiązujące w Argentynie. Ostatecznie Fabian wskoczył do składu kosztem Rojasa.

W gruncie rzeczy tylko cud mógłby dać nam zwycięstwo. Rzadko tego typu rzeczy zdarzały nam się do tej pory, więc czemu nie miałoby być tak tym razem? Odpowiedziałem sobie na to pytanie, gdy po 20 minutach gospodarze mieli na koncie 10 strzałów, a my żadnego. O dziwo wciąż wtedy był remis. Ten stan rzeczy uległ zmianie już 13 minut potem. Uderzenie Acavedo z 25 metrów znalazło drogę do naszej bramki, choć Bernacchia był „bliżej niż dalej”. Na domiar złego na dziesięć minut przed końcem tego meczu do jednej bramki faul na zawodniku San Lorenzo będącym w sytuacji „sam na sam” z bramkarzem popełnił Matellan. Strata środkowego obrońcy była jednak niczym w porównaniu do utraty szans na zajęcie przyzwoitej pozycji w lidze. Przegrywając bowiem to spotkanie właśnie się ich pozbawiliśmy. Z 20% szans na wejście do czołowej „10” możliwość ta zmalała do jakichś...5%. Żeby być dokładniejszym - musielibyśmy wygrać trzy pozostałe mecze, a rywale z wyższych miejsc nie powinni w ogóle wychodzić na boisko. Jako że ani pierwsza, ani druga opcja była nie do zrealizowania, mogłem chyba zacząć pakować walizki.

Belgrano przyjechało do nas by przegrać i swój cel zrealizowało w pełni, aczkolwiek wynik 1:0 nie odzwierciedlał przebiegu spotkania. Już po 6 minutach i golu Moralesa wszystko było jasne, a nasza przewaga z czasem była coraz większa. Wygrana była wkalkulowana w tę potyczkę, ale nie dawała nam już zupełnie nic.

Swoją drogą przebudzenie Moralesa godne podziwu, w przeciwieństwie do czasu, jaki zajął mu „sen”. Z gorszych wiadomości - zniecierpliwienie Vizcarrondo sięgnęło zenitu (bynajmniej nie tego z Sankt Petersburga). Bez ogródek zapowiedział mi odejście z klubu przy najbliższej nadarzającej się okazji. „Adios Amigo” - odpowiedziałem. Wstępne zainteresowanie Wenezuelczykiem wyraziło Lanus (była to opcja dla mnie niezmiernie szczęśliwa, bo sam miałem na oku jednego z ich graczy). Poza nim na listę transferową powędrował także zupełnie nie zdający egzaminu Kily. Liczyłem na jego doświadczenie i boiskowy spryt, a dostałem coś w rodzaju zgniłego jabłka, które rozkładało mi się na zmianę w rezerwach i w pierwszym składzie. Byłem gotów oddać go nawet za darmo. Amilton był już wtedy jedną nogą poza Arsenalem. Bałem się tylko zbyt szybkiej reakcji prezesa na kolejne oferty, bo zainteresowanie nie malało. Oferty przybywały w tempie około 10 na 3-4 dni. Najbliżej finalizacji transakcji było peruwiańskie Alianza Lima. „Granatowo-biali” zaoferowali nam ponad 2,4 miliona, a za ich propozycją dodatkowo przemawiał fakt, że mieli kilku interesujących mnie graczy. Ich zakup, który jeszcze do niedawna był melodią przyszłości, mógł przy wydatnej pomocy niechcianego u nas Amiltona stać się faktem.

Media zaś coraz mocniej łączyły Juana Cuevasa z Arsenalem.

Fajnie byłoby mieć go w składzie, ale wiedziałem, że nie mogę tego robić za wszelką cenę, bo źle bym na tym wyszedł. Sam zainteresowany był rad z uwagi, jaką zwracały na niego inne kluby, jednak jego trener szczęśliwego z takiego obrotu sprawy już nie przypominał. Poza tym prawie 4 miliony za tego gracza były ceną ponad nasze możliwości.

Fantastyczny news nadszedł z obozu naszego przedostatniego w sezonie rywala - Velez. Zwolnili trenera, a wiadomo nie od dziś, że zespół bez trenera, to zespół bez organizacji. Po cichu liczyłem nawet na to, że nie znajdą następcy aż do meczu z nami.

Jak widać dłuższa przerwa w rozgrywkach sprzyja transferowym spekulacjom. Ale wszystko musi kiedyś dobiec końca, to samo stało się z prawie dwutygodniową pauzą w lidze. Nas czekał mecz z Olimpico, które przy odrobinie szczęścia mogliśmy jeszcze przegonić w samej końcówce Apertury. Najpierw należało jednak wygrać z nimi mecz, a ta sztuka do łatwych nie należała.

Na stadionie Roberto Natalio Carminatti udało nam się już od początku przejąć inicjatywę. Dowodem na to niech będzie trafienie Rojasa z 6. minuty. Po strzale Kolumbijczyka z 30 metrów piłka odbiła się od jednego z obrońców gospodarzy i wpadła do siatki. Stosunkowo szybko, bo kwadrans po tym, naszą radość ostudził Jorge Torales, który wpadł w pole karne, uderzył piłkę czubkiem buta, a ta, zmieniając tor lotu po nodze Matellana, zmyliła kompletnie bezradnego Assmanna. Na domiar złego po zdobyciu gola rywale odnaleźli swój rytm gry i zepchnęli nas do defensywy. Jeszcze przed gwizdkiem oznajmiającym koniec pierwszej połowy strzałem z daleka gola zdobył Martinez. W naszych szeregach robiło się niewesoło. W tak kluczowym momencie udało mi się jednak zmotywować chłopców do gry i po przerwie widzieliśmy odmienioną drużynę gości. Przykład kolegom dał 4 minuty po wznowieniu Morales. Daleki wykop Assmanna pod pole karne gospodarzy, świetne wyjście w tzw. uliczkę i nasz snajper nie mógł takiej okazji zmarnować. Przed linią bramkową piłkę próbował wybijać jeszcze jeden z obrońców, ale zrobił to na tyle niefortunnie, że futbolówka wpadła pod poprzeczkę. 2:2 i obraz meczu zrobił się zupełnie błękitno-czerwony. Gra Olimpo przypominała nieco próbę obrony wąwozu w Termopilach przez spartańską armię Leonidasa - wszyscy wiedzieli, że opór w końcu zostanie przełamany. Czas płynął, a na lekko zardzewiałej tablicy wyników wciąż widniało 2:2. W 68. minucie wprowadziłem do gry jokera w talii - Calderona. On to właśnie przesądził losy meczu, strzelając gola na 3:2 w 83. minucie spotkania. Idealne prostopadłe podanie od Herrery, po którym Calde miał tylko wątpliwości, który róg wybrać. Szybka reakcja i lekkie ograniczenie ofensywnych szarż przyczyniło się do jeszcze skuteczniejszego niż dotychczas odpierania nieskładnych ataków gospodarzy. Mimo że sędzia postanowił doliczyć aż 5 minut do regulaminowego czasu gry (zauważyłem, że na południe od USA arbitrzy są bardzo szczodrzy w tym aspekcie - czyżby płacili im od minuty?), udało nam się wytrwać do końca z jakże satysfakcjonującym jednobramkowym prowadzeniem.

Każdego, kto myślał, że to zwycięstwo było dla nas przyjemne w stu procentach, muszę rozczarować. Serrizuela i Dominguez - podpory boków obrony - z powodu przekroczenia limitu „żółtek” nie mogli zagrać z Velez. Miałem dwie możliwości: albo odkurzyć myślącego już o występach w Lanus Vizcarrondo, albo dać szansę młodemu Toranzo. Z myślami biłem się aż do przedmeczowej odprawy. Nie mogłem dokonać pochopnego wyboru bo, wierzcie lub nie, przy korzystnym układzie w innych spotkaniach mieliśmy możliwość awansu na... 5. miejsce!!! Konieczne były dwie wygrane w dwóch ostatnich meczach oraz porażki Central, Independiente i Racingu. Niewykonalne? Biorąc pod uwagę to, że czasem wszystko zdaje się sprzeniewierzać przeciw nam, to raczej tak. Ale piłka to w końcu sport nieprzewidywalny.

Swoją nienawiść do nas pokazał jeszcze w przeddzień meczu Vizcarrondo, nie godząc się na przejście do Lanus i tym samym blokując transfer Lagosa. Otworzyło mi to furtkę do pertraktacji z Independiente, ale nie ukrywam, że mocno liczyłem na sfinalizowanie tamtej umowy.

Jesteście pewnie spragnieni nowości o Amiltonie. Otóż jedna z ekip z Paragwaju postanowiła zapłacić za niego... 15 (słownie: PIĘTNAŚCIE) milionów złotych. Lekki szok, ale nie myślałem o tym zupełnie, gdy chłopcy wychodzili na murawę w meczu Velez.

Rozpoczęcie w naszym wykonaniu wyglądało tak, jakby klubowy kucharz przygotował chłopakom rano coś ciężkostrawnego. Zwrotność tankowca przejawiali wszyscy za wyjątkiem Orellany i Arce. Nasze braki goście wykorzystali dość szybko, już w 3. minucie było 1:0 i w myślach już zabierałem zdjęcia żony i dzieci ze swojego biurka w klubowym budynku. Z letargu otrząsnęliśmy się mniej więcej po 10 minutach gry, a w 13. było już 1:1. Koszmarny błąd obrony wykorzystał Morales. Po raz kolejny przez niego na ławce zasiadł Calde, którego zadaniem było już tylko dobijać zmęczonych rywali. Złe myśli zupełnie mnie opuściły na kwadrans przed gwizdkiem oznajmiającym przerwę. Indywidualna akcja zakończona efektownym lobem i Arce wpisał się na listę strzelców. W przerwie szybka wymiana płynów i wracamy na boisko, by nie stracić meczowego rytmu. Zdecydowanie nie stracił go Fabian, który w 60. minucie strzelił trzecią bramkę. „Cieszynka” Chilijczyka przypomniała wszystkim, że niedawno urodził mu się syn. Za przedwczesną radość w naszych szeregach skarcił nas Castillo. Na domiar złego zrobił to dwukrotnie i na dwadzieścia minut przed końcem mecz zaczął się na nowo. Krótko po tym na boisko wszedł Calderon. Jego pierwszy kontakt z piłka w szesnastce Velez i... rzut karny! Do piłki podszedł sam poszkodowany i pewnie wymierzył sprawiedliwość. 4:3 i rozpoczynamy kolejny odcinek z cyklu „jak (nie) bronić się w ostatnich minutach”. Jak nietrudno się domyślić po tytule - w samej końcówce zostaliśmy uraczeni jeszcze jednym golem gości. Tym razem błąd popełnił Matellan, którego kiks otworzył drogę do bramki Zapacie. Po meczu pozostał mały niesmak, choć patrząc na statystyki powinniśmy za ten wynik rzucić sporą sumę na tacę w najbliższym kościele.

Ledwo zdążyłem wrócić do swojego apartamentu na 25. piętrze jednego z hotelów w Buenos, gdy zadzwonił do mnie agent Amiltona. Okazało się, że paragwajski kontrahent zrezygnował z kupna naszego napastnika. Powodem był... brak środków na koncie tegoż klubu. Ponad miesięczne pertraktacje poszły na marne, bo jakiś głupi prezio nie potrafił dobrze przeliczyć stanu swojej klubowej kasy! Brak kultury i szacunku! Dopiero co rzuciłem słuchawką, a rozległ się kolejny telefon. „Panie trenerze, Lanus nie doszło po raz kolejny do porozumienia z Vizcarrondo, a więc Diego Lagos nie przywdzieje błękitno-czerwonej koszulki w przyszłym sezonie” - ozwał się słodki głos sekretarki. Grzecznie podziękowałem za informację, bo na taką kobietę gniewać się nie wolno. Tak naprawdę jednak buzowały we mnie emocje i kłębiły się myśli. Dwa bardzo ważne transfery nie doszły do skutku, w dodatku bez mojej ingerencji. Postanowiłem, że skoro w moim słowniku nie ma słowa „rezygnacja”, to mimo przeciwności losu wypełnimy trzy ostatnie cele Apertury:

  1. Dostaniemy się do pierwszej dziesiątki ligi.

  2. Sprzedamy Amiltona za srogie pieniądze.

  3. Lagos w jakiś sposób zasili nasz klub, choćbyśmy mieli uśpić Vizcarrondo i jego prawą ręką podpisać ten cholerny kontrakt!

Aby spełnić punkt pierwszy potrzebowaliśmy spełnienia aż pięciu wymogów. Pierwszy to nasze zwycięstwo z Estudiantes, a pozostałe cztery stanowiły porażki Huracanu z River, Argentinos z Colon, Banfield z Independiente i Velez z Gimnasią. Prawdę mówiąc początkowo bardziej wierzyłem w spełnienie tych pozostałych czterech warunków, niż tylko pierwszego...

W szatni stworzyliśmy ogromny krąg. Miejsce znalazło się także dla masażystów i chłopców do podawania piłek. Tworzyliśmy w końcu wielką rodzinę. W prostych, żołnierskich słowach wytłumaczyłem im, że nie wyobrażam sobie innego rezultatu, niż nasze zwycięstwo. Piłkarze wydarli z siebie kilka głośnych okrzyków, których znaczenia do końca nie rozumiałem, ale podejrzewam, że nie chodziło im o ratowanie lasów Doliny Amazonki. Gdybym ich nie znał, pomyślałbym że idą na wojnę, a nie na boisko. Do boju zagrzewał przede wszystkim, znów rezerwowy, Calderon. Widać było, że gracze wzięli sobie do serca moje słowa, Veron i spółka przez kilka minut ograniczali się tylko do wybijania piłek na aut. W 9. minucie faulowany na 35. metrze przed bramką był Cominges. Obrońcy, przygotowani na wrzutkę Serrizueli, czekają na piłkę w okolicach 16. metra, tymczasem Argentyńczyk uderza potężnie na bramkę. Bramkarz szykuje się do skoku, ale w tym samym momencie efektownym szczupakiem popisuje się... jeden z obrońców gości i umieszcza piłkę we własnej bramce! Nasza inicjatywa nie podlegała dyskusji, a udokumentowali ją kolejno: golem z „kornera” Matellan i Serrizuela z rzutu karnego. Za nami było dopiero 25 minut meczu, a kibice już zaczęli udawać się na krótką przekąskę do stadionowej restauracji. Sam bym się tam wybrał po coś do pica, bo było piekielnie gorąco, ale jak by to wyglądało... Ostatnich pięć minut pierwszej części gry okazało się być popisem Verona. Najpierw wykorzystał kontrowersyjny rzut karny w 42. minucie, a w doliczonym czasie gry załapał drugą żółtą kartkę i w ten osobliwy sposób zakończył sezon. W przerwie do szatni wpadł asystent i oznajmił mi, że z „czterech bastionów” dzielących nas od pierwszej „10” trzyma się jeszcze tylko Huracan, ale jego obronę lada chwila przełamie River. Na nic się to mogło jednak zdać, bo w 48. minucie przypadkowy samobójczy gol Gallardo bardzo utrudnił nam życie. Presja zrobiła się jeszcze większa, gdy River Plate wyszło w końcu na prowadzenie. Grający w osłabieniu goście nie potrafili nadążyć za szeroko grającą „jedenastką” gospodarzy i z każdą minutą zmęczenie było coraz bardziej widoczne. Tu swoją rolę miał spełnić „joker” Calde. Wszedł na boisko kwadrans przed końcem i już 6 minut po pojawieniu się na murawie zdobył decydującego gola! 4:2 i Estudiantes już się nie podnieśli.

A oto jak wyglądała tabela po Aperturze:

Końcówka sezonu w naszym wykonaniu była doprawdy bliska ideału, ale na podsumowania przyjdzie jeszcze czas...

Tuż po ostatnim meczu wziąłem się za sprzedawanie i kupowanie. Vizcarrondo jednak stracił nieco na wartości i jedynymi chętnymi na jego osobę pozostawali zarządcy Independiente. Poza tym coraz częściej nie przychodził na treningi, a to potencjalnym kupcom mogło się nie podobać. Amilton zaś bardzo szybko zyskał zainteresowanie i po raz kolejny cena oscylowała w granicach 5-6 milionów. Obiecałem sobie, że nie będę się targował powyżej 10 mln, bo nie ma tak bogatej drużyny, która potrzebowałaby takiego piłkarza. Nieco zdenerwowała mnie oferta za Herrerę, którego Pachuca zamiast zacząć od rozmowy ze mną próbowała przekupić pójściem z nim na lody. Na razie sprawa tkwiła w martwym punkcie, choć sam zainteresowany nie ukrywał chęci odejścia. Ponadto rozejrzałem się za kilkoma utalentowanymi graczami. Wyniki tych wszystkich transakcji przedstawię Wam w przyszłym sezonie.

Teraz obiecane podsumowanie.

Znów nie udało nam się osiągnąć niczego wielkiego, chociaż ostatnie mecze, jak w poprzednim sezonie, były bardzo dobre. Przebudzenie Moralesa i świetna gra zmiennika Calderona pozwoliły nam dostać się do pierwszej dziesiątki. Wynik ten podobał się nie tylko mi, ale i całemu zarządowi.

Jeszcze na dwie kolejki przed końcem bliżej było mi do wyrzucenia z pracy, ale niespodziewane zwycięstwo z Estudiantes ukontentowało prezesa i dostałem pozwolenie na prowadzenie drużyny w Clausurze. Sami zawodnicy także przestali się buntować przeciw mojemu stylowi prowadzenia zespołu, w końcu stworzyliśmy kolektyw. W przyszłym sezonie za cel numer jeden postawiłem sobie stworzenie (lub kupienie) z jednego z zawodników prawdziwego, charyzmatycznego lidera. Do tej pory taką rolę spełniał Calderon, ale teraz miejsce w drużynie będzie miał on jedynie ze względu na moją sympatię do niego.

Bramkarze

Assmann grał zamiennie z Bernacchią, do momentu popełnienia przez tego drugiego kilku błędów. Ogólnie obu golkiperów mamy dość równych, niestety - bez gwiazdora. Wśród juniorów wciąż Ivancich, do którego dołącza powoli Correa.

Obrońcy

Vizcarrondo mimo niezłych statystyk w meczach wcale nie wyglądał tak dobrze. W dodatku zaczął strzelać fochy i to już przelało czarę goryczy. Grę obronną w ryzach trzymali Herrera, Serrizuela i Baez, choć ten ostatni nieco obniżył loty. Toranzo był w składzie, ale grywał mało.

Defensywni pomocnicy

Gallardo potwierdził swoją klasę. Rojas, gdy grał, prezentował się świetnie. Żałuję, że to nie Argentyńczyk, bo spokojnie mógłby przerosnąć umiejętnościami Gallardo. Orellana się świetnie rozwija, ale mając w ekipie takich DP, jak ci dwaj wymienieni poprzednio, nie mam nawet jak go ogrywać. Basualdo nieźle wpasował się w zespół.

Pomocnicy

Prym w pomocy wiódł Cominges, a dzielnie wspierali go Arce i Kmet. Zapata kilka rzy w trakcie sezonu się rozsypał, przez co i grał sporadycznie. Gomez miał problemy z formą, stąd taka a nie inna ilość występów. Kily - moja osobista porażka.

Napastnicy

Stosunkowo mało goli zdobyli nasi napastnicy, choć toczyli pod tym względem wyrównaną walkę. Zabłysnął Orellana, swoje w końcówce dorzucił Morales, oby to utrzymał. Calde wciąż potrafił zaskoczyć. Amilton - dobre złego początki.

Odkrycie sezonu: Luis Rojas. Tu chyba małe zaskoczenie, chociaż trudno było kogoś wyróżnić w tej kategorii. Nasz defensywny pomocnik grał niewiele, jednak atomowe strzały z dystansu bywały dla nas bezcenne. Przyszły sezon może należeć do niego.

Zawód sezonu: Amilton, Vizcarrondo, Kily, Bernacchia. Nie wiedziałem, kogo z tej czwórki wytypować, więc wpakowałem wszystkich. Wiem, jestem niezdecydowany, ale do każdego można się o coś przyczepić. Pierwszy - nic nie strzelał i narzekał, drugi - ograniczył się do samego narzekania, Kily miał być wodzem, zadaniu nie sprostał. Ostatni popełniał dziecinne błędy, a jego doświadczenie do czegoś przecież zobowiązuje.

Piłkarz sezonu: Juan Cominges. Niezwykle błyskotliwy i zwrotny skrzydłowy, zawodnik naprawdę światowej klasy. Brakuje mu deczko skuteczności, ale to można naprawić. Świetny kreator i reżyser gry.

Transfer sezonu: Juan Serrizuela. Tę nagrodę dostałby Cominges, gdybym nie przyznał mu jej już w poprzedniej Clausurze. Nasz prawy obrońca grał równo, a jego strzały w ostatnim meczu zapewniły nam godziwą pozycję w lidze.

Clausura zbliża się wielkimi krokami. Po raz kolejny nie mogę powiedzieć, które miejsce chcemy zająć, bo nie wiem jak przepracujemy zimową przerwę. Na pewno walczyć będziemy o lepszy wynik niż w Aperturze, ale osiągnięcie tego będzie wymagało gry na wysokim poziomie przez cały sezon, nie tylko w ostatnich kilku spotkaniach. Z planów długofalowych - zamierzam poprosić zarząd o rozbudowę bazy treningowej i obiektów młodzieżowych. Pieniędzy jest sporo, więc myślę, że choć jedną z tych próśb uda się zrealizować. Chciałbym w końcu doczekać się prawdziwego gwiazdora wśród wychowanków, których tak po prawdzie lekko zaniedbałem. Zaklepany transfer Bracamonte powinien wyeliminować w końcu problem ze skutecznością napastników. Karuzela transferowa rozkręciła się na dobre i mam przeczucie, że niespodzianek przed kolejnym sezonem może być więcej niż tych, których doświadczyliśmy przed tym zakończonym. Oby tylko pozytywnych...


Słowa kluczowe: 

Komentarze (0)

Możliwość komentowania tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
Nie masz konta? Zarejestruj się.

Drogi Rewolucjonisto, prosimy o przestrzeganie regulaminu i zapoznanie się z FAQ

Reklama

Najnowsze artykuły

Zobacz także

Wyszukiwarka

Reklama

Szukaj nas w sieci

FM REVOLUTION - OFICJALNA STRONA SERII FOOTBALL MANAGER W POLSCE
Największa polska społeczność Ponad 70 tysięcy zarejestrowanych użytkowników nie może się mylić!
Polska Liga Update Plik dodający do Football Managera opcję gry w niższych ligach polskich!
FM Revolution Cut-Out Megapack Największy, w pełni dostępny zestaw zdjęć piłkarzy do Football Managera.
Aktualizacje i dodatki Uaktualnienia, nowe grywalne kraje i inne nowości ze światowej sceny.
Talenty do Football Managera Znajdziesz u nas setki nazwisk wonderkidów. Sprawdź je wszystkie!
Polska baza danych - dyskusja Masz uwagi do jakości wykonania Ekstraklasy lub 1. ligi? Napisz tutaj!
Copyright © 2002-2026 by FM Revolution